świętokrzyskie | radomskie | podkarpackie

echodnia.eu » Sport » Piłka nożna

dodano: 20 paždziernika 2008, 0:01

Stal Stalowa Wola znowu zawiodła

Arkadiusz Kielar

Pierwszoligowa Stal Stalowa Wola znowu zawiodła, przegrała na własnym boisku ze Zniczem Pruszków.

Piłkarze pierwszoligowej Stali Stalowa Wola (z lewej Piotr Adamczyk) znowu nie wywalczyli punktów. Ze Zniczem Pruszków przegrali na własnym boisku 0:1.

Piłkarze pierwszoligowej Stali Stalowa Wola (z lewej Piotr Adamczyk) znowu nie wywalczyli punktów. Ze Zniczem Pruszków przegrali na własnym boisku 0:1.

(S. Czwal)

Bartłomiej Piszczek główkował w słupek. Fani "Stalówki” powołali stowarzyszenie.

Jest źle, bardzo źle. Piłkarze Stali nie wygrali w siódmym kolejnym meczu, co gorsza, znowu nie dopiszą do swojego dorobku nawet punktu. Żal było patrzeć na naszych zawodników po spotkaniu ze Zniczem, ale futbol to męska gra i tu się twardo rozlicza z niepowodzeń…

Kibice w Stalowej Woli też już mają niezłego "doła”, o którym mówili już od dobrych kilku kolejek piłkarze. Trener Władysław Łach w pojedynku z rywalami z Pruszkowa miał na ławce rezerwowych tylko trzech graczy, bo czwarty, Damian Sałek, musiał wskoczyć do podstawowego składu z marszu, po tym jak na rozgrzewce urazu nabawił się Jakub Ławecki.

POLECIAŁA BUTELKA

Szkoleniowiec Stali musiał poprzestawiać klocki, jeżeli chodzi o ustawienie drużyny, na lewej stronie pomocy wylądował Tadeusz Krawiec, na prawej pojawił się po raz drugi z rzędu Artur Szlęzak, a ofensywnego pomocnika grał Krzysztof Trela. Ale od samego mieszania herbata nie staje się słodsza… I jeżeli zawodnicy "Stalówki” nie będą w ostatnich jesiennych meczach "gryźć trawy”, to ściągną zespół na sam dół, a tego kibice im nie wybaczą. Ze Zniczem może i nie brakowało im ambicji, ale niewiele z tego wynikało. Choć gdyby w pierwszej połowie, po dośrodkowaniu Treli, do siatki trafił Bartłomiej Piszczek, mogło być inaczej. Ale obrońca Stali pechowo główkował, piłka uderzyła w słupek. Chwilę po tej sytuacji sędzia powinien zresztą wyrzucić z boiska zawodnika gości, Bartosza Osolińskiego, który bezpardonowo odepchnął Salamiego. Ale arbiter wyciągnął tylko żółtą kartkę, potwierdzając, że nie wszyscy "rozjemcy” stosują przepisy jak należy, ale według własnego "widzimisię”. Szkoda, że wcześniej łodzianin nie był tak wyrozumiały, w ciągu pierwszych 25 minut odgwizdał "stalowcom” aż 13 fauli…


I widzowie gwizdali na sędziego niemiłosiernie, raz nawet poleciała w jego stronę butelka. Ale i w kibicach narastała złość, gdy patrzyli, jak bezradna jest Stal, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy nie mogła sforsować obronnych zasieków Znicza. Naszych w akcji oglądali między byli zawodnicy stalowowolskiej drużyny, Przemysław Pałkus i Marek Kusiak, przyjechał też Węgier Gergely Gheczy. Podziwiać jednak nie było czego…

POSYŁALI GO DO WROCŁAWIA

- Będzie 2:0 dla nas - tryskał optymizmem tuż przed wejściem na boisko Krystian Lebioda, obrońca Stali, ale nie "zaczarował” smutnej rzeczywistości. Choć w pierwszej połowie w idealnej sytuacji powinien do siatki trafić Tadeusz Krawiec, ale kompletnie się pogubił. Pocieszające, że gdy piłkarzom nie idzie, organizują się przynajmniej kibice, którzy przed meczem rozdawali ulotki, informujące o powstaniu Stowarzyszenia Kibiców Stali Stalowa Wola. Ma ono na celu między innymi nawiązanie współpracy z lokalnymi przedsiębiorcami, a inicjatorzy mają już za sobą spotkanie z prezydentem miasta, Andrzejem Szlęzakiem. Pocieszające, że młodym ludziom leży na sercu dobro stalowowolskiego klubu, a najbliższe spotkanie stowarzyszenia zaplanowane jest w klubie "DVD” przy ulicy Poniatowskiego, 23 października o godzinie 19.

Szkoda, że piłkarze nie zdali po raz kolejny pierwszoligowego egzaminu, bo jak przyznał i trener Władysław Łach, sytuacja zespołu robi się coraz gorsza. Niektórym widzom puszczały nerwy, jeden wykłócał się nawet z ławką rezerwowych Znicza, inni posyłali trenera gości, Dariusza Kubickiego, do Wrocławia. Szkoleniowiec miał bowiem w ubiegłym roku zarzuty o korupcję, zatrzymało go CBA. Nerwowo było też na boisku, gdyby trener Łach nie zmienił Longinusa Uwakwe, ten zarobiłby pewnie czerwoną kartkę. A "katem” Stalówki okazał się Tomasz Feliksiak, godny następca takich napastników Znicza z ubiegłego sezonu, jak Bartosz Wiśniewski i obecny reprezentant Polski, Robert Lewandowski. Po idealnym podaniu ze skrzydła od Adriana Paluchowskiego nie mógł nie trafić do siatki z metra…


Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda

Nie ma ankiety dla tego dziaŁu.