dodano: 28 lutego 2009, 21:00
tagi:sześciolatkiszkoła
Sześciolatki z Mielca pójdą do zerówek
Magdalena Małodzińska
Przeniesienie dzieci sześcioletnich do podstawówek, tak aby wszystkie pięcioletnie mogły znaleźć miejsce w przedszkolach - taki plan ma miasto, aby uniknąć braku miejsc dla dzieci w oddziałach.
Już od września, obecne pięciolatki, zostałyby przyjęte do zerówek w podstawówkach.
(M. Małodzińska)
Rodzice mogą odetchnąć z ulgą. Najprawdopodobniej od września dla każdego malucha miejsce w mieleckim przedszkolu się znajdzie. - Od przyszłego tygodnia zapisywane będą wszystkie dzieci - uspokaja wiceprezydent Mielca Bogdan Bieniek.
Władze miasta są już po rozmowach z dyrekcją szkół podstawowych, które jak na razie nie widzą przeszkód, aby swoje świetlice przeznaczyć dla dzieci sześcioletnich. A tym samym problem, z jakim borykają się obecnie samorządy wszystkich miast, w Mielcu byłby rozwiązany bez konieczności nie przyjmowania, z powodu braku miejsc, maluchów do przedszkoli.
Rzecz bowiem w tym, że od września prawo do edukacji przedszkolnej mają wszystkie dzieci pięcioletnie, w Mielcu - to 150 maluchów, i to one mają niejako pierwszeństwo zostać do placówki przyjęte. Problem nie istniałby, gdyby miejsca w przedszkolach ustąpiły im sześciolatki, ale te decyzją rządu, jeszcze nie idą do pierwszych klas, tylko nadal mogą chodzić do przedszkoli. - Inne miasta zamierzają w tej sytuacji nie przyjmować trzylatków i czterolatków, my nie chcemy iść w tym kierunku - mówi wiceprezydent Bieniek.
I tak, miasto proponuje, aby do przedszkoli przyjmować dzieci od 3 do 5 roku życia, a sześciolatkom zorganizować 5 - godzinne zajęcia, jak w dawnych zerówkach, w świetlicach szkolnych mieszczących się w Szkołach Podstawowych. Dzieci, jak zajdzie potrzeba, mogłyby zostać w podstawówkach kolejnych do pięciu godzin, bawiąc się w świetlicy szkolnej.
Jak mówi Marian Babula, dyrektor Miejskiego Zarządu Żłobków i Przedszkoli w Mielcu, zerówki dla sześciolatków miałyby zostać utworzone w największych Szkołach Podstawowych w mieście: numer 1, 3, 9 oraz 11. W zależności od możliwości, mogłaby w nich zostać utworzona nawet więcej niż jedna grupa licząca do 25 dzieci. - Myślę, że to dobry pomysł. Najważniejsze, żeby nie kazać żadnemu maluchowi siedzieć w domu na siłę. - mówi pani Monika, mama 4 - letniego Kuby. Takie rozwiązanie to też ulga dla samych dyrektorów przedszkoli - unikną nerwowej atmosfery.
Przeczytaj więcej
