Serwis jest częścią portalu Na językach

Na językach » Na językach - Życie gwiazd

dodano: 16 lutego 2010, 13:00

tagi:bogusław morkaKielceKieleckie Centrum Kulturypłyta

Najpierw dla niej zaśpiewał, a potem prawie ją porwał! Słynny polski tenor Bogusław Morka opowiedział nam historię swojej miłości

Danuta PAROL, parol@echodnia.eu

Natura obdarzyła Bogusława Morkę nie tylko głosem o pięknej, czystej barwie, ale także urodą. Szczupły, wysoki, o ujmującym uśmiechu, zawsze elegancki. Każde pojawienie się artysty na scenie wywołuje burzę oklasków. Koncert w Kielcach dedykował zakochanym.

Bogusław Morka z żoną Kingą.

Bogusław Morka z żoną Kingą.

(Fot. Dawid Łukasik)

Bogusław Morka z najnowszą autorską płytą "Be My Love”.

Bogusław Morka z najnowszą autorską płytą „Be My Love”.

(Fot. Dawid Łukasik)

Bogusław Morka

Jeden z najwybitniejszych polskich tenorów. Debiutował na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie, solista Teatru Muzycznego Roma. Ma na koncie wiele znaczących ról operowych. Dokonał licznych nagrań radiowych i telewizyjnych. Dużo koncertuje w kraju i za granicą. Wystąpił u boku Placido Domingo w wielkim koncercie w Zabrzu w 1992 roku. Żona Kinga prowadzi wspólnie z nim Agencję Artystyczną Bel Canto.

Szczególne uznanie zdobyła "Be My Love” w interpretacji popularnego tenora. Taki też tytuł nosi najnowsza płyta artysty, którą podpisywał w przerwie koncertu w foyer Kieleckiego Centrum Kultury. Bogusław Morka przyjechał do Kielc w towarzystwie żony.

- Spotkaliśmy się na jednym z koncertów. Kinga od razu wpadła mi w oko. To miłość od pierwszego wejrzenia - zwierzył się pan Bogusław. - Dziś tworzymy szczęśliwą, małżeńską parę.

POZNALI SIĘ NA KONCERCIE

Bogusław Morka przeżywał wtedy trudny okres. Miał za sobą dwa nieudane małżeństwa i już nie wierzył, że spotka kobietę swojego życia. Sceniczne sukcesy, duża popularność nie wystarczały. Dokuczała mu samotność, pusty dom. Nie wierzył, że to kiedykolwiek się zmieni. Kingę poznał na koncercie w Jarosławiu. Długonoga piękność, rodem z Przemyśla, była jedną z hostess.

- Zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie wytrzymałem i przed koncertem podszedłem do niej, zapowiadając, że będę śpiewał tylko dla niej. "Wróć do Sorento” i inne pieśni śpiewałem wpatrzony w piękną hostessę. Po koncercie czas należał tylko do nas. Tańczyliśmy, rozmawialiśmy niemal do rana. To był wspaniały, romantyczny wieczór.

- Znałam Morkę z koncertów i podziwiałam - uzupełnia pani Kinga. - Z Grażyną Brodzińską tworzyli niezapomnianą sceniczną parę. Poprosiłam o zdjęcie z nimi. Dziś ta pamiątkowa fotografia wisi na ścianie w naszym mieszkaniu. Finał naszej znajomości był dla mnie zaskoczeniem. Po tygodniu Bogusław przyjechał do mnie do Przemyśla, spakował moje rzeczy i zabrał do Warszawy - dodaje ze śmiechem.

Tworzą piękna parę. Są razem ponad 10 lat. Cichy ślub odbył się w urokliwym kościółku w Rząśniku niedaleko Pułtuska. To rodzinna miejscowość Bogusława Morki, nadal w Rząśniku mieszkają jego rodzice i brat. Mały kościółek, garstka najbliższych osób, żadnego wielkiego wesela. - Dla mnie to był pierwszy związek małżeński. Jestem człowiekiem wierzącym i ślub kościelny jest dla mnie najważniejszy.

MAJĄ SWOJE SORENTO

Chętnie wracają do dnia poznania się, kiedy pan Bogusław śpiewał dla Kingi pieśń neapolitańską o Sorento. Czy byli w tej pięknej włoskiej miejscowości? - Dużo podróżowaliśmy, zwiedzaliśmy liczne miejsca. W Sorento nie byliśmy, ale mamy własne Sorento, w Polsce. To zaciszne miejsce, malowniczo położone, z dala od cywilizacji. Las, grzyby, zaprzyjaźnione wiewiórki, do ogrodzenia podchodzą sarny - zwierza się pani Kinga. - Tu odpoczywamy po koncertach, z dala od zgiełku. Mąż sadzi drzewa, wykonuje karmniki dla ptaków. Bez telewizora, telefonów, w ciszy, w otoczeniu pięknej przyrody. To nasz wspaniały świat, tu odpoczywamy po trudach codziennego artystycznego życia.

Liczne koncerty, podróże, słowem - życie na walizkach. W warszawskim domu są niemal gośćmi. Pani Kinga prowadzi Agencję Artystyczną Bel Canto. Zajmuje się organizacją koncertów, wydawaniem kolejnych autorskich płyt męża. Jak twierdzi, jest od "czarnej roboty”. - Co najgorsze, to spoczywa na mnie, często dostaję po głowie, ale mój mąż mi to wynagradza - dodaje.

Mają za sobą ponad 10 lat wspólnego życia. Są razem z sobą od rana do wieczora. Wspólnie też wypoczywają. Corocznie latem wyjeżdżają do Bilbao w Hiszpanii, gdzie Bogusław Morka łączy koncerty z urlopem. Nie nudzą się z sobą. Nadal łączą ich miłość i wielka fascynacja. Jaką mają receptę na udany związek? Szacunek, lojalność, wsparcie we wszystkich momentach, ale przede wszystkim prawdziwe uczucie. Jeśli się naprawdę kogoś kocha, to wszystko mu się wybaczy. Miłość ci wszystko wybaczy - mówią słowa przedwojennej piosenki. To prawda i recepta na udany związek - podkreślają oboje zgodnie.

Forum

  • Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najczęściej czytane

Sonda

Brak ankiety.

Strefa Imprez

więcej »

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. 2001-2014