Szpital klęka przed pacjentką. Błąd lekarza zamienił jej życie w koszmar?

Dodano: 26 stycznia 2013, 10:00 Autor:

Krystyna Kozioł chorowała na przepuklinę kręgosłupa. Zdecydowała się na operację w szpitalu w Mielcu (Podkarpacie). Według kobiety, coś poszło nie tak. Zamiast po operacji cieszyć się zdrowiem, teraz cierpi jeszcze bardziej.
37-letnia Krystyna Kozioł spod Ożarowa w powiecie opatowskim nie ma wątpliwości, że doszło do powikłań przez błąd lekarski. Przez to dzisiaj cierpi. Jej życie zamieniło się w koszmar, który przeżywa nie tylko ona, ale cała rodzina, głównie dzieci.

37-letnia Krystyna Kozioł spod Ożarowa w powiecie opatowskim nie ma wątpliwości, że doszło do powikłań przez błąd lekarski. Przez to dzisiaj cierpi. Jej życie zamieniło się w koszmar, który przeżywa nie tylko ona, ale cała rodzina, głównie dzieci.

O sprawie pisaliśmy w "Echu Dnia” na początku stycznia. W grudniu wysłaliśmy do Szpitala Powiatowego w Mielcu list opisujący gehennę kobiety, dołączając pytania, między innymi czy szpital poczuwa się do winy za zły stan byłej pacjentki. Jeszcze przed publikacją pierwszego tekstu do Krystyny Kozioł do Janowic (gmina Ożarów) w powiecie opatowskim zadzwoniła sekretarka dyrektora szpitala w Mielcu. Najpierw dyrektor chciał zaprosić byłą pacjentkę na rozmowę do Mielca. Kobieta odmówiła.

Później zaproponował przysłanie samochodu. Kiedy kobieta ponownie odmówiła wizyty na Podkarpaciu, dyrektor stwierdził, że przyjedzie do Janowic. Po świętach Bożego Narodzenia, a jeszcze przed Nowym Rokiem do domu Krystyny Kozioł zawitali dyrektor szpitala, ordynator oddziału neurochirurgii oraz lekarz, który operował.

- Przede wszystkim przeprosili za to, co się wydarzyło na oddziale – mówi nam Krystyna Kozioł.

PRZEPUKLINA KRĘGOSŁUPA

37-letnia Krystyna Kozioł mieszka w niewielkiej miejscowości pod Ożarowem. Urodziła trzy córki. Najstarsza Sylwia ma 19 lat, Kinga 16 lat i Klaudia 14 lat. Krystyna Kozioł pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jej ojciec zmarł przed rokiem. Matka skończyła 75 lat.

Po ślubie Krystyna Kozioł wychowywała dzieci. Mąż pracował w reklamie. Teraz dorywczo fotografuje. Na stałe nie pracuje. W 2004 roku po raz pierwszy wyjechała za granicę. Pracowała w Belgii, Niemczech, Grecji. Zrywała owoce i warzywa, sprzątała w hotelach. Najciężej było przy warzywach. W 2008 roku zaczął boleć kręgosłup. Poszła do lekarza. W 2011 roku ból był już nie do zniesienia. Najbardziej dolegał rano. Diagnoza: przepuklina kręgosłupa, odcinka lędźwiowego i dyskopatia. Leczenie farmakologiczne nie pomagało. Jedyny sposób na wyzdrowienie to operacja. Do wyboru dwa szpitale - w Kielcach i Mielcu. Wybrała w Mielcu. Tam podobne operacje przeszli tam brat i szwagier. Nie miała powodów by szukać innej lecznicy. Na zabieg zdecydowała się w lutym ubiegłego roku.

Według Krystyny Kozioł, operacja trwała pięć godzin. Normalnie trwa około dwóch. Kiedy po zabiegu odzyskała świadomość, od razu poczuła się dziwnie.

- Nigdy nie byłam operowana. Pomyślałam, tak musi być. Do lekarzy mówiłam, coś jest nie tak, dziwnie czuje w okolicy pośladków. Ktoś mi powiedział, żebym tego nie mówiła ordynatorowi, bo to normalne, świeżo po operacji. Nie mogłam oddać moczu. Wciąż czułam, że coś jest nie tak. W końcu płakałam. Powiedziałam, że okaleczyli mnie. Lekarz bardzo się oburzył. Usłyszałam, żebym nie przejmowała się, takie przypadki mogą się zdarzyć – opowiada pani Krystyna ze łzami w oczach. I dodaje, że na drugi dzień oznajmili, że operacja poszła nie tak jak trzeba.

Z ogromnym bólem w kręgosłupie kobieta opuściła szpital po dwóch miesiącach. Dzisiaj ból nie pozwala normalnie funkcjonować. Ale to nie jedyny problem. Po operacji organizm kobiety samoistnie nie wydala kału i moczu. To pierwsze kobieta usuwa z siebie w sposób nie mieszczący się w głowie, ale nie ma innego wyjścia. Jedyny sposób na przeżycie. Aby usunąć mocz, używa cewnika. Im więcej zje i wypije, tym więcej organizm ma w sobie nieczystości. Dlatego zjada tylko lekkostrawne potrawy. Kał i mocz nie usuwane, zalegające, zatruwają organizm prowadząc do śmierci. Co się stało?

Prawdopodobnie podczas operacji został uszkodzony nerw odpowiedzialny za kontrolę mięśni od "tych” spraw, tak podejrzewa kobieta.

CZULIŚMY, ŻE UCIEKA

Po wszystkim, w szpitalu w Mielcu interweniowały siostry pani Krystyny. Lekarza, który operował pytali, co się stało. Według rodziny, lekarz miał powiedzieć, że trzeba czekać, może wszystko wróci do normy. - Pytaliśmy, co się stało na stole operacyjnym. Nie padła konkretna odpowiedź – odpowiada jedna z dziewięciu sióstr Krystyny Kozioł.

Według rodziny, lekarz zapisał lek, który przywróci wszystko do normy. - Wzięłam tabletkę. Pytałam, kiedy zadziała, po-wiedział, za sześć dni, potem już mówił, za sześć tygodni. U lekarza, który mnie operował byłam jeszcze trzy razy. Z początku nie chciał rozmawiać, czuliśmy, że ucieka – wtrąca Krystyna Kozioł.
Po wyjściu ze szpitala kobieta na nowo szukała pomocy u specjalistów. Prywatnie. Państwowo wolne terminy są za kilka miesięcy. Czasu nie ma. Ból nie odpuszcza. Cierpienie zabija. Kolejne badanie rezonansem magnetycznym w miejscu operacji wykazało zrosty. Jeden z lekarzy powiedział, że nic nie da się już zrobić, a zrostów nie można zoperować. Kolejna operacja niesie zbyt duże ryzyko. Zabieg może przykuć Krystynę do wózka inwalidzkiego.

Krystyna Kozioł nie ma wątpliwości, że doszło do powikłań przez błąd lekarski. Ostatnio kobieta była u kolejnego lekarza. Postawił diagnozę, ratunku nie ma. Teraz cała rodzina płacze. Matka i siostry wspierają cierpiącą Krystynę. Pomagają finansowo. 75-letnia matka wzięła kredyt. Koszty leczenia, prywatni lekarze, wyjazdy pochłonęły majątek. Kobieta żyje ostatkiem nadziei, że wszystko wróci do normy. Do tej pory nie szukała sprawiedliwości. Nie zgłosiła sprawy do sądu, prokuratury, dopiero niedawno złożyła wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego do wojewódzkiej komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Jeżeli komisja pozytywnie go rozpatrzy, najwięcej otrzyma sto tysięcy złotych.

- Ciągłe tłumaczenie lekarza z Mielca, że wszystko będzie dobrze, utwierdzało mnie w przekonaniu, iż na poprawę muszę czekać, dlatego nie upominałam się o swoje i cierpliwie czekałam – dodaje Krystyna. I jest świadoma ludzkich pomyłek w każdej dziedzinie. - W takich przypadkach lekarze, którzy zawinili powinni pomóc, skierować do innych, specjalistycznych, lepszych placówek, tam, gdzie naprawdę się znają – dodaje kolejna z sióstr.

Jak podkreśla Krystyna Kozioł, do dzisiaj tak naprawdę nie wie, co w trakcie operacji poszło nie tak. Według niej, lekarze w Mielcu niczego dokładnie nie wytłumaczyli.

- Jak dalej będę żyła, jak mam funkcjonować, nie mogę zarabiać na życie, jak mam zapewnić przyszłość dzieciom? – płacze pani Krystyna.

SZPITAL JEDZIE DO JANOWIC

Krystyna Kozioł mówi, że dyrektor szpitala i ordynator oddziału neurochirurgii przeprosili ją.
- Od lekarza, który operował nie usłyszałam słowa przepraszam. Przyszedł ostatni i wyszedł pierwszy, tak jakby jego to nie dotyczyło – sądzi kobieta. I dodaje, że dyrektor zaproponował pomoc w leczeniu bólu.

- Odniosłam wrażenie, że nie było chęci leczenia niczego poza tym, a przecież ja nie mogę normalnie załatwić swoich potrzeb fizjologicznych. O tym nie było już mowy. Zapewniono tylko o pokryciu kosztów leczenia bólu – mówi pani Krystyna.

Zdaniem Krystyny Kozioł, panowie sugerowali, aby kobieta zdecydowała się przyjąć od szpitala sto tysięcy złotych w ramach ustalenie zdarzenia medycznego przed wojewódzką komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych.

- Pacjentka w złożonym do wojewódzkiej komisji wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego, określa propozycję wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia. Maksymalna wysokość takiego świadczenia wynosi sto tysięcy złotych – oznajmia Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.

Jednakże prawniczka pani Krystyny, która towarzyszyła rodzinie przy wizycie delegacji z Mielca, odradziła skorzystania z propozycji szpitala. Według pani mecenas, z chwilą przyjęcia od szpitala stu tysięcy złotych, kobieta zamyka sobie drogę do dochodzenia roszczenia przed sądem o większą sumę, na przykład dożywotnią rentę dla niej, dla dzieci, czy ogólne, wyższe odszkodowanie.

Podobnie uważa Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.

- Jeżeli wnioskodawca zaakceptuje przedstawioną przez ubezpieczyciela szpitala propozycję odszkodowania i zadośćuczynienia, nie ma on wtedy możliwości dochodzenia roszczeń w tej samej sprawie przed sądem chyba, że pojawią się nowe objawy lub okoliczności związane ze zdarzeniem, już rozpatrzonym przez komisję – podkreśla rzecznik praw pacjenta.

- Dlaczego nalegano, aby kobieta przyjęła sto tysięcy zadośćuczynienia, według kobiety przyjęcie tej kwoty uniemożliwi jej dochodzenie innej sumy, wyższej, którą ona chciałaby dostać? – pytamy szpital. - Pacjentka poinformowała, że w tej chwili jest obciążona szeroko pojętymi kosztami leczenia, dlatego przedstawiciele szpitala, nie mogąc na tym etapie wykluczyć błędu operatora (lekarza operującego przyp. red.), uznali za stosowne zrekompensowanie wydatków i zapewnienie środków na dalsze procedury medyczne, ewentualne podróże, co w żadnym przypadku nie przekreśla możliwości wnoszenia przez pacjentkę innych roszczeń – odpowiada Aneta Dyka Urbańska, rzecznik prasowy Szpitala Powiatowego w Mielcu.

Prawniczka zasugerowała rodzinie, aby kobieta nie przystawała na wypłatę stu tysięcy z ubezpieczenia szpitala.

- W sytuacji, gdy wnioskodawca nie zaakceptuje propozycji odszkodowania zaproponowanej przez ubezpieczyciela szpitala przed komisją wojewódzką, wtedy ma możliwość wystąpienia w tej samej sprawie z powództwem do sądu cywilnego – dodaje rzecznik praw pacjenta.

MOŻLIWOŚCI DALSZEGO LECZENIA?

Tymczasem kobieta jest zdziwiona niewiedzą o swoim stanie, zarówno dyrektora szpitala, jak i ordynatora oddziału neurochirurgii.

- Ordynator zdziwiony pytał, dlaczego z problemem nie przyszłam do niego. Ordynator twierdził, że myślał, iż wszystko wróciło już do normy – wtrąca Krystyna.

- Dlaczego dyrektor szpitala ani ordynator oddziału nie wiedzieli o jej przypadku, skoro ona informowała lekarza operatora i innych? – znowu pytamy szpital.

- Dyrektor szpitala nie jest w stanie znać historii wszystkich pacjentów operowanych w szpitalu. Przypadki wyjątkowe, związane na przykład z zażaleniem, są szczegółowo rozpatrywane przez dyrekcję, ale zwykle bezpośrednią przyczyną jest wpłynięcie skargi od pacjenta. W tym przypadku tak się nie stało, ale gdy tylko informacja dotarła inną drogą, dyrektor podjął odpowiednie działania wyjaśniające. Przed tym, jak przypadek poznał dyrektor szpitala, pacjentka była w kontakcie z lekarzem poradni neurochirurgicznej, który starał się w tej sytuacji znaleźć najlepszą dla niej w tej niezwykle trudnej sytuacji opcję leczenia – relacjonuje Aneta Dyka – Urbańska.

Dyrektor szpitala nie ukrywał przed Krystyną Kozioł, że o jej tragedii dowiedział się z pytań przesłanych w grudniu przez redakcję dziennika "Echo Dnia”.

Rzeczniczka szpitala zapytana, po co w końcu z Mielca do Janowic pojechała delegacja dyrektorsko – medyczna, odparła, że zaraz po tym, jak dyrektor dowiedział się od dziennikarza o sytuacji pacjentki, zwołał zebranie z udziałem ordynatora, lekarza, prawnika i dyrektora szpitala do spraw lecznictwa, aby wewnętrznie rozpoznać sprawę.

- Pewne było, że u chorej po operacji występują zaburzenia oznaczające potrzebę udzielenia pomocy. Dyrektor szpitala uznał, że na tym etapie nie jest w stanie wykluczyć błędu lekarzy, czuł się w obowiązku zaproszenia kobiety do szpitala celem zaproponowania pomocy. Ostatecznie uzgodniono, że do takiego spotkania dojdzie w domu chorej. Przedstawiciele szpitala podczas wizyty zaproponowali pomoc w leczeniu. Po wysłuchaniu pacjentki, lekarze neurochirurdzy przedstawili medyczne możliwości dalszego leczenia – wskazuje rzeczniczka mieleckiego szpitala.

FINAŁ PRZED SĄDEM?

- Czy w ten sposób szpital przyznaje się do błędu, którego popełnienie zarzuca pacjentka? – pytamy szpital. - Zostało wszczęte postępowanie i zdecydowano, że w czasie spotkania należy uniknąć zarzutu wpływania przez kogokolwiek z obecnych na stanowisko drugiej strony w zakresie ustalenia zdarzenia medycznego. Nie prowadzono również rozmowy w zakresie winy oraz wypłaty odszkodowania czy renty. Szpital w tych kwestiach oczywiście oczekuje na rozstrzygnięcie komisji. W czasie samego spotkania, z uwagi na wszczęte już postępowanie dotyczące wypłaty odszkodowania i zadośćuczynienia, ani pacjentka, ani przedstawiciele szpitala nie składali oświadczeń dotyczących postępowania leczniczego w szpitalu w Mielcu. Natomiast dyrekcja zapewnia, że w żadnym wypadku nie zamierza uciekać od odpowiedzialności w tej sprawie. Jeśli wina operatora (lekarza operującego przyp. red.) zostanie stwierdzona przez powołane do tego gremia, szpital dołoży wszelkich starań, aby wszelkie dalsze postępowania w tej sprawie były sprawne, rzetelne i uczyniły zadość pacjentce – odpowiada rzeczniczka szpitala.

- Dlaczego chorej zaproponowano tylko pomoc w leczeniu bólu, skoro kobieta, jak mówi, wskutek operacji nie może prawidłowo wydalać? – znowu pytamy.

- Kobiecie zaoponowano pomoc w szerszym zakresie, natomiast to do pacjentki należy decyzja, jak i gdzie będzie się leczyć. W spotkaniu ze strony pacjentki brała udział pani prawnik. Oświadczyła, że w ciągu najbliższych kilku dni przedstawi na piśmie stanowisko swojej klientki, w którym określi zakres pomocy ze strony szpitala, jaką chora byłaby zainteresowana. Pacjentka konsultowała się również z lekarzami w innych ośrodkach, natomiast tam, z tego co informowała, nie rozmawiała o kwestii leczenia bólu, dlatego ten temat podjęto – mówi Aneta Dyka – Urbańska.

Krystyna Kozioł była zaskoczona postawą szpitala. Nie liczyła na tak niecodzienną reakcji lecznicy, tym bardziej, że wcześniej w szpitalu nikt nie podał jej ręki, choć jak mówi, wszyscy na oddziale wiedzieli, z czym się boryka. Krystyna jest przekonana, że gdyby nie zainteresowanie "Echa”, jej problem wciąż pozostałby nietknięty. Ostatecznie kobieta zamierza dochodzić swoich praw przed sądem.

Czytaj więcej o:
  • mielec
  • opatów
  • ożarów
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Bulwersująca kradzież. Emerytka straciła 100 tysięcy złotych!

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Zadzwoń 0-801-164-279

Napisz maila:

Napisz na Gadu-Gadu: 42106419

Napisz na Skype: interwencje

Serwisy społecznościowe

echodnia.eu jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.echodnia.eu jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.