Nawiedzony dom w Magnuszewie. Członków rodziny nęka zła energia

Dodano: 7 czerwca 2013, 15:00 Autor:

Chociaż pan Marek zakopał kości jeszcze szybciej niż je odkopał, to w domu nadal czuć tę dziwną energię.

Najgorzej jest z młodszym synem. Nie chce się modlić i chodzić do kościoła, ucieka z lekcji religii. Ataki ma takie, że traci przytomność. Raz ojciec zawiózł go do ośrodka zdrowia. Tętno w normie, ciśnienie w normie, a przytomności nie było.

Jesienią ubiegłego roku pan Marek przywiózł do swojego domu w Magnuszewie ziemniaki. Na zimę. Dom rodzina odziedziczyła po rodzicach pani Joanny, partnerki Marka. Dom solidny duży, wprowadzili się. I nie działo się nic niepokojącego. Aż do tych ziemniaków.

Piwnica domu nie jest wybetonowana, więc pan Marek postanowił wykopać dół na ziemniaki, żeby nie rosły. Ale w pewnym momencie przeraził się nie na żarty. Razem z ziemią wykopał ludzkie szczątki. Były kości, czaszki. Jak tylko zorientował się, co to jest, zakopał wszystko z powrotem i postanowił o tym zapomnieć. Ale zapomnieć nie było łatwo.

DZIWNA ENERGIA

Domownicy czuli od tej pory dziwną energię. Pana Marka ciągnęło do tej piwnicy, coś nie dawało mu spokoju. Ciągle nachodziły go myśli o kościach. Próbował zapomnieć, ale nie mógł. Nie było jeszcze tak źle, aż do domu na weekend przyjechała Justyna, dwudziestojednoletnia, najstarsza córka Joanny i Marka. Do Magnuszewa wpada tylko w weekendy, na co dzień mieszka w innym mieście. To ją dopadło na początku.

- Cały dom obudziła. Zbiegliśmy się do jej pokoju, a ona się ruszyć nie mogła, z łóżka wstać. Później mówiła, że to jakby ją co przygniotło, jakby jej coś ciężkiego na klatce piersiowej położyli – opowiada drżącym głosem pani Joanna.

Cała rodzina poczuła wtedy ogromną potrzebę modlitwy. Nie wezwania do córki pogotowia, ale modlitwy. Zamknęli się wszyscy w jednym pokoju i zaczęli się modlić. I Justynie przeszło.

DO PROKURATURY

Dzień później na początku wszyscy myśleli, że to był sen. Dopiero kiedy do nich dotarło, że nie, pan Marek od razu skojarzył, że to na pewno przez te kości i tę energię, którą po ich odkopaniu czuło się w domu.

– Trudno opisać co to za energia, ale ona siły odbiera, najgorzej jest w piwnicy – mówi pani Joanna.

Osiemnastoletni syn Patryk: - Ona w całym domu jest, z człowieka cała energie uchodzi, nieraz nie ma siły po schodach wejść.

Zaraz po ataku Justyny pan Marek wsiadł w samochód i pojechał do Kozienic do prokuratury, powiedzieć o szczątkach. Do domu wrócił już razem z policją, wspólnie wszystko odkopali.
Szkielety zostały zabezpieczone, trwają badania.

– Na chwilę obecną wiemy tyle, że są to szczątki co najmniej pięciu osób – mówi Bogusława Pereta, prokurator rejonowy kozienickiej prokuratury. – Będziemy starali się dowiedzieć, jaka była płeć tych ludzi, wiek i kiedy zmarli. Spróbujemy odtworzyć ich wygląd, ale nie jest pewne, czy biegli będą w stanie to zrobić.

ATAKI U SYNÓW

Szczątki z domu zostały zabrane, ale energia w domu została. I ataki takie, jaki miała Justyna zaczęły dotykać innych domowników. Pana Marka i jego dwóch synów, osiemnastoletniego Patryka i piętnastoletniego Michała . Pani Joanna i najmłodsza, siedmioletnia córka ataków nie miały ani razu.

– To jest tak, że z człowieka zabiera całą siłę. Nie można się ruszyć, wstać, nawet palcem nie można ruszyć. Tylko umysł zostaje sprawny – opowiada Patryk. Jak mnie dopada, to zaczynam się modlić do pana Boga, wtedy przechodzi. – W czasie ataku czuje się czyjąś obecność, jakby ktoś stał obok.
Pani Joanna: - To u nich trwa do dwóch godzin, czasem krócej. Najczęściej w nocy, dlatego w domu nie śpimy, na noc jeździmy gdzie indziej, cztery kilometry od Magnuszewa.

TRACI PRZYTOMNOŚĆ

Najgorzej dopadło najmłodszego syna. Piętnastoletni Michał ma ataki najczęściej i najgorsze, z utratą przytomności włącznie.

– Raz go Marek zabrał do ośrodka zdrowia. Tętno w normie, ciśnienie w normie, a przytomności nie było – mówi pani Joanna. Nastolatek ze swoich ataków nic nie pamięta.

Chłopak przestał chodzić do kościoła, zmusić go się nie da. Nie chce się modlić, a w szkole ucieka z lekcji religii.

– Przed religią dostaje dziwnego bólu głowy. Dzwoni: mama musisz mnie zwolnić, bo tak boli, że nie daję rady – mówi Joanna. Na innych lekcjach nie ma problemu, Michał nie opuścił się ani w nauce ani w zachowaniu.

Ale czasem wstępuje w niego coś dziwnego. Nagle mówi, że musi być sam, zamyka się w swoim pokoju, albo wychodzi z domu, nie wiadomo gdzie i go nie ma parę godzin.

– Jest jakiś taki zamknięty w sobie – mówi pani Joanna, które już ledwo całą tę sytuację wytrzymuje, jak zresztą cała rodzina. – A jak kiedyś czytałam o podobnych historiach, to w nie nie wierzyłam.

BYLI EGZORCYŚCI

Rodzina zwróciła się o pomoc do księdza. - Przyszedł ksiądz z naszej parafii, dom wyświęcił, ale nic to nie pomogło – opowiada kobieta.

Potem był jeszcze jeden, z Mniszewa, ale też nie dał rady. Trzeba było wezwać egzorcystę. Było już dwóch. Rzeczywiście, ich wizyty pomogły, ale tylko na jakiś czas.

Ksiądz Sławomir Płusa, jeden z egzorcystów diecezji radomskiej, który był w Magnuszewie nie może mówić o sprawie, obowiązuje go tajemnica.

– Za tę rodzinę trzeba się po prostu modlić i zachęcać do wiary w Jezusa – tłumaczy. Jak dodaje, przyczyn problemów, w których potrzebni są egzorcyści jest wiele, ale zawsze jest to sprawa indywidualna.

Pani Joanna dzwoniła też do telewizji do wróżki. – Powiedziała, ze telepatycznie weszła do naszego domu i się przeraziła, że to demon.

DOMY NA KOŚCIACH

W Magnuszewie o sprawie jest głośno, ludzie gadają. Większość mówi, że trzeba się modlić, choć są i tacy, którzy nie dowierzają. – Ale po co mieliby kłamać, ubezpieczenia od opętania nie ma, pieniędzy z tego nie będą mieli – odpowiadają niedowiarkom inni.

Są tacy, którzy mówią, że duchy chodzą po całej miejscowości, czuć ich obecność.

Ludzie mówią, że w Magnuszewie co drugi dom stoi na kościach. W miejscowości był cmentarz żydowski, ale w czasie II wojny światowej grzebali ludzi, gdzie popadnie.

– Z sytuacją odkopania ludzkich szczątków w Magnuszewie mamy do czynienia co najmniej raz w roku – mówi prokurator Pereta. – Nie w każdym przypadku udało się ustalić datę śmierci, ale we wszystkich przypadkach, w których było to możliwe, zgon nastąpił w czasie II wojny światowej.

TRZEBA DO LEKARZA

Izydor Wysocki, psychiatra, ordynator oddziału leczenia nerwic w szpitalu psychiatrycznym w Radomiu mówi, że przypadek u rodziny z Magnuszewa to najprawdopodobniej zaburzenia dysocjacyjne.

– Ujawniły się pod wpływem stresowej sytuacji. Odkopanie ludzkich szczątków na pewno taką sytuacją było – wyjaśnia. – Takie zaburzenia występują u ludzie ze skłonnością do myślenia magicznego, wiary w zabobony. Potoczna wiedza o duchach, historie, które słyszymy mogą powodować takie zaburzenia.
Doktor Wysocki podkreśla, że nie jest to choroba psychiczna. – Objawy są klasyczne dla takich zaburzeń dysocjacyjnych.

Dlaczego jednak objawy pojawiły się u kilku członków rodziny, ale nie u wszystkich?

– To też naturalne, że przejmujemy takie zachowania. To działa ten sam mechanizm, jak w przypadku wizerunków Matki Boskiej, pojawiających się na drzewach. Zobaczy jedna osoba, a potem widzą już wszyscy nawet, jeśli wcześniej niczego nie dostrzegali – mówi psychiatra. – Większość ludzi w takich sytuacjach, szybko przechodzi do porządku dziennego.

Lekarz mówi, że rodzina powinna udać się do psychiatry lub psychologa.

– Tak naprawdę on powinien zdiagnozować zaburzenia zanim zwrócono się o pomoc do egzorcysty. Jeśli lekarz nie stwierdziły żadnych zaburzeń, sam skierowałby do egzorcysty.

MUSI SOBIE PORADZIĆ

Pani Joanna mówi, że dla niej najgorszy jest strach o dzieci, zwłaszcza o najmłodszą córkę, że ona też zacznie miewać takie ataki.

– Nigdy nie lubiłam czytać ani oglądać w telewizji takich historii, to mnie przerażało. A teraz sama muszę sobie z taką poradzić.

Czytaj więcej o:
  • ataki
  • duchy
  • egzorcysta
  • kości
  • Magnuszew
  • nawiedzony dom
  • szczątki
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Najpopularniejsze

Jak oceniasz władze powiatu kozienickiego?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 37.

Kto jest najskuteczniejszym radnym powiatu kozienickiego?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 298.

Czy dąb Bolek z Kozienic powinien zostać zabytkiem przyrody?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 163.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Zadzwoń 0-801-357-266

Napisz maila:

Napisz na Gadu-Gadu: 42106419

Napisz na Skype: interwencje

Serwisy społecznościowe

echodnia.eu jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.echodnia.eu jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.