Serwis jest częścią portalu Na językach

Na językach » Na językach - Ludzie

dodano: 21 marca 2014, 11:00

tagi:marek torzewski

Słynny tenor Marek Torzewski: - Nie chcę być trendy

Anna Bilska

Słynny tenor ujmuje pięknie brzmiącym, ciepłym głosem, swobodą i naturalnością. Opowiedział nam o tęsknocie za Polską i wielkiej miłości do żony i córki.

Rodzina państwa Torzewskich w komplecie: Marek Torzewski w towarzystwie swoich dwóch ukochanych kobiet – żony Barbary i córki Agaty.

Rodzina państwa Torzewskich w komplecie: Marek Torzewski w towarzystwie swoich dwóch ukochanych kobiet – żony Barbary i córki Agaty.

(ZOOM)

Koncert w Kielcach

Marek Torzewski wystąpi w niedzielę 23 marca o godzinie 19 w Filharmonii Świętokrzyskiej. Bilety w cenie 100 i 80 złotych w kasie filharmonii (czynna od poniedziałku do piątku od 9 do 17, telefon 41-368-05-01) oraz na stronie www.kupbilecik.pl. Informacje: telefon 513-390-107.

Artysta już w niedzielę 23 marca wystąpi na żywo w Kielcach. Sławę zyskał dzięki niebywałemu talentowi, który zaowocował wieloma prestiżowymi nagrodami i koncertami na światowych arenach.

W 2001 roku jako pierwszy artysta w Polsce na stadionie Śląskim w Chorzowie wykonał hymn narodowy przed meczem Reprezentacji Polski w piłce nożnej Polska – Ukraina. Jest członkiem honorowego Stowarzyszenia "Szlachta Wielkopolska” za rozsławianie polskiej kultury w Europie i na świecie. Podobnych sukcesów można wymieniać w nieskończoność, mimo to artysta pozostaje sobą, jest wierny swoim ideałom i rodzinie, którą bardzo kocha. O miłości i nie tylko, rozmawiamy z Markiem Torzewskim.

*Anna Bilska: - Ostatni raz gościł pan w Kielcach w 2008 roku na koncercie wigilijnym. Czy udało się Panu zwiedzić miasto?

Marek Torzewski: - Nie będę ukrywał, że nie znam Kielc i nie byłem nawet na Łysej Górze. Mam nadzieję, że kielczanie mi to wybaczą i uda mi się to nadrobić.

*Okazja do pozwiedzania Świętokrzyskiego już niedługo. W niedzielę wystąpi pan przed kielecką publicznością.

- W niedzielę wystąpię w Kielcach, z czego bardzo się cieszę. Będę robił wszystko żeby zaspokoić oczekiwania słuchaczy. Jak to będę robił? To będzie pewnego rodzaju niespodzianką. Koncert będzie składał się z utworów z trzech ostatnich moich płyt, czyli "Nic nie dane jest na zawsze”, "Magnes dusz” i "L'amore”. Wszystkie te albumy łączy jedno hasło – miłość. To bardzo łatwe słowo, ale trudne do wykonania.

*Miłość nie jest łatwa, ale panu i pana żonie udało się podtrzymać to uczucie przez 30 lat.

- Za miesiąc obchodzimy 30-lecie! Pobraliśmy się 17 kwietnia 1984 roku. Uważam, że na emeryturę z ZUS-u, podobnie jak na emeryturę emocjonalną trzeba sobie zarobić. Nie mówię, że nasze pożycie było sielanką. Były lepsze i gorsze czasy, problemy i radości, ale dla nas najważniejsze było to, że chcemy być razem, chcemy dzielić się wszystkim. Żyjemy w czasach, w których pewne trendy dla mnie są dziwne. Ja nie chcę być trendy. Chcemy mieć pewne zasady, które ukształtowały nasz związek, w którym dobrze się czujemy i niech tak zostanie. Tego życzę każdemu. Dzielić się z kimś troskami i radością to cudowne uczucie. Na tym moim zdaniem polega związek mój i Basi. Nas za dużo złączyło żeby cokolwiek mogło rozłączyć. Według mnie związek między kobietą a mężczyzną polega na kompromisach. Jeżeli dwoje ludzi chce być razem to ten kompromis jest rzeczą normalną i towarzyszy parze na co dzień. Nigdy nie bałem się mówić o miłości, o tym, że kocham moją żonę i córkę.

*Mieszkają państwo na stałe w Belgii od 1986 roku. Nie tęskni się za Polską?

- Tęskniło się na pewno na początku. W Polsce wszystko miało swój początek – pierwsza miłość, pierwsze piwo, pierwszy papieros. Tego nie można zapomnieć tylko, dlatego, że się przeprowadziłem. Chcieliśmy to wpoić także naszej córce, Agacie, która wyjechała z Polski, kiedy miała zaledwie półtora roczku. To nam się udało, z czego jesteśmy bardzo dumni, tym bardziej, że Agata prawie całe swoje życie spędziła poza Polską. Skończyła polską szkołę (obok belgijskiej), zdała po polsku maturę, świetnie mówi i pisze po polsku – nawet lepiej niż ja [śmiech]. Cieszę się, że jej się udało. Ma dużo znajomych i przyjaciół w Polsce. Operuje znakomicie zarówno językiem literackim, jak i potocznym. Pracowaliśmy z żoną na to 12 lat, ale było warto.

*Pracuje pan również dając niesamowite koncerty. Czy jest różnica pomiędzy polską a belgijską publicznością?

- Tu panią zaskoczę. Nie ma żadnej różnicy. W 1994 byłem na koncercie Placido Domingo w malutkim kościele w Hiszpanii. Było tam mnóstwo osób, ale on śpiewał dla 60 ludzi, którzy mieścili się w kościółku. Dlatego też nie ma żadnej różnicy – czy to Kielce, czy Nowy Jork, Sucha Beskidzka, czy Paryż. Czy to publiczność w małym ośrodku kulturalnym gdziekolwiek na świecie, czy w ogromnych salach, prestiżowych teatrach w Japonii, Mediolanie, Brukseli – dla mnie nie ma żadnej różnicy. Nie wiem, czy inni artyści też tak myślą, ale takie jest moje odczucie. Za każdym razem podchodzę z wielką tremą, bo nie ma takich samych dwóch koncertów.

*Z takim doświadczeniem w koncertowaniu zdarza się panu jeszcze odczuwać tremę?

- Oczywiście. Za każdym razem.

*Mam nadzieję, że na koncercie w Kielcach tremy nie będzie. Tutaj z niecierpliwością czeka na pana szczególnie damska część publiczności…

- [śmiech] Niech pani tak nie mówi, bo nie wjadę do Kielc! Co będzie jak mnie mężowie zatrzymają… [śmiech]

*Jeśli zatrzymają, to na pewno po to, by poprosić o autograf. To będzie zaszczyt gościć pana w Kielcach. Dziękuję za rozmowę.

Forum

  • Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Sonda

Brak ankiety.

Strefa Imprez

więcej »

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. 2001-2014