Nie oddamy wikarego!

    Zdjęcie autora materiału

    Echo Dnia Podkarpackie

    Mieszkańcy Lipy zarzucili proboszczowi niegospodarność i brak porozumienia z parafianami.

    Mieszkańcy Lipy zarzucili proboszczowi niegospodarność i brak porozumienia z parafianami. ©S. Czwal

    Mieszkańcy Lipy zarzucili proboszczowi niegospodarność i brak porozumienia z parafianami.

    Mieszkańcy Lipy zarzucili proboszczowi niegospodarność i brak porozumienia z parafianami. ©S. Czwal

    Za wikariuszem Rafałem murem stanęły dzieci i parafianie. S. Czwal

    Za wikariuszem Rafałem murem stanęły dzieci i parafianie.
    (fot. S. Czwal)

    Niegospodarność i wpływ na decyzję biskupa o przeniesieniu wikarego to tylko niektóre zarzuty, jakie mieszkańcy Lipy koło Stalowej Woli stawiają proboszczowi Władysławowi Kozakowi. Proboszcz odpiera oskarżenia i twierdzi, że nie miał wpływu na decyzję biskupa. Ale ludzie nie ufają proboszczowi i nie chcą, aby wikary Rafał odszedł do nowej parafii. Aby nie dopuścić do wyjazdu księdza, zablokowali wjazd do parafii i zabrali mu klucze do garażu.

    - Nam chodzi przede wszystkim o dobro dzieci. Piętnaście lat staraliśmy się o budowę nowego kościoła, bo ten jest za mały i niezależnie od pogody musimy stać na dworze. Poza tym nie ma ogrzewania i jest w coraz gorszym stanie. Proboszcz nie chciał nawet na ten temat rozmawiać. Trzy lata temu przydzielono tu księdza Rafała. Dzięki niemu udało się wszcząć budowę i rozkwitło życie parafii. Umie przyciągnąć do kościoła dzieci i młodzież, a na msze zaczęli chodzić nawet tacy, którzy od lat stronili od kościoła - argumentowali tłumnie zebrani przed parafią mieszkańcy Lipy. - We wtorek pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że tak przez wszystkich lubiany ksiądz odchodzi. To na pewno proboszcz z zazdrości poprosił o to biskupa - padało z tłumu.

    Mieszkańcy wsi podają wiele sytuacji argumentujących niegospodarność księdza. Zarzucają mu też nieumiejętność współpracy z dziećmi, a nawet współpracownikami. Przez jego "widzimisię", jak mówią, w parafii nie ma organisty, a wikary mieszka w budynku starej parafii.

    Władysław Kozak od 20 lat jest proboszczem lipnickiej parafii. Twierdzi, że nic nie wiedział o przeniesieniu wikarego i nie ma z tą decyzją nic wspólnego. Zapytany, czy chciałby, aby ksiądz Rafał został, wyjaśnił: - Moja współpraca z księdzem Rafałem układała się może nie och, ach, ale dobrze. Będę rozmawiał z biskupem i przedstawię mu sytuację. Nie mam jednak wpływu na to, czy tu zostanie.

    Jeżeli chodzi o budowę kościoła, to proboszcz potwierdził, iż początkowo był przeciwny jego budowie. Chodziło mu jednak o dobro mieszkańców Lipy. - Wszczynanie budowy w tak trudnej sytuacji ekonomicznej mieszkańców i przy tak dużym bezrobociu wydawało mi się bez sensu. Poza tym nie widzę potrzeby stawiania większego kościoła patrząc na tak małą liczbę urodzin, bo dla kogo.

    Ksiądz Rafał chciałby zostać w parafii: - Zżyłem się z tymi ludźmi i żal będzie mi ich opuszczać. Ale jeżeli taka jest wola biskupa, muszę ją spełnić, taki jest obowiązek każdego wikarego.

    Najbardziej ubolewają dzieci. Twierdzą, że jeżeli ksiądz Rafał odejdzie, znów nie będzie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, sekcji piłkarskiej i nie pojadą na obiecaną wycieczkę w góry. Poza tym wielu ministrantów deklaruje, że jeżeli tak się stanie, nie będą już służyć do mszy.

    Jak sprawa się zakończy, poinformujemy w poniedziałek. Dopiero dziś biskup spotka się z proboszczem lipnickiej parafii. Ale jak poinformował nas ksiądz kanclerz z Kurii Biskupiej w Sandomierzu, zdarza się, że biskup cofa swoje decyzje personalne. Jeżeli tak się nie stanie, mieszkańcy wsi grożą, że wywiozą proboszcza na taczkach.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo