Z koleją życie

    Sławomir CZWAL

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Historyczna Hellena pod sterami Andrzeja Tomczyka.

    Historyczna Hellena pod sterami Andrzeja Tomczyka. ©S. Czwal

    Od najmłodszych lat większość czasu spędzał na dworcu kolejowym. Zbierał wszystkie drobiazgi związane z kolejnictwem. I tak powstało muzeum...

    Jako mały chłopiec bawił się kolejką dla dzieci i marzył, by być zawiadowcą stacji. Teraz jego młodzieńcze pragnienia realizują się. Pracuje na kolei i posiada bogatą kolekcję eksponatów związanych z rozwadowskim kolejnictwem, którą można zobaczyć w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli.

    - Miniaturowe lokomotywy wciągnęły mnie na początku szkoły podstawowej - opowiada Andrzej Tomczyk. - Jako dziecko uwielbiałem się bawić tymi kolejkami i nieważne było wtedy, czy były w skali 1:120 czy też 1:87.
    Ważne, by je mieć. Oglądanie pod lupą detali wytłoczonych na wagonikach zajmowało mi setki godzin. Rodzina i znajomi dziwili się, bo nikt w rodzinie nie był związany z kolejnictwem, a mnie to wciągnęło bez reszty. W tym czasie ojciec jeździł po całej Polsce w delegacje i przywoził mi kolejne wagoniki, drzewka i lokomotywy, które kupował w składnicach harcerskich.



    Czapka i plomby

    Tarnobrzeski dworzec kolejowy stał się drugim domem Andrzeja. Najbardziej lubił spędzać wolny czas właśnie tam, obserwować przyjeżdżające i odjeżdżające pociągi. Nieważne, zima czy lato. Musiał być na dworcu. Wszyscy wiedzieli, że jeśli nie ma go pod blokiem na Skalnej Górze, to jest oczywiście na stacji. Wkrótce zaczął zbierać pierwsze plomby wagonowe. Począwszy od ołowianych po ceramiczne i plastikowe. Najcenniejsze pochodziły z wagonów zagranicznych.

    Zbierał również inne rzeczy. Mogła to być najmniejsza śrubka, ale musiała mieć coś wspólnego z kolejnictwem. Były też części lamp, guziki oraz inne rzeczy. Jednym z cenniejszych jego nabytków jest czapka od dyżurnego ruchu z Tarnobrzega, którą ma do dziś.

    - Choć była stara i zniszczona, stała się dla mnie relikwią - mówi pan Andrzej. - Interesowałem się wszystkim, co się działo wokół torów, ale najbardziej fascynowały mnie parowozy. I tak jest do dzisiaj. Teraz parowóz jest rzadkością, ale wtedy większość tras była obsługiwana przez lokomotywy na węgiel.



    "Śmieci" ze strychu

    W Technikum Kolejowym w Skarżysku-Kamiennej poszerzał swoją wiedzę o pociągach i kolejnictwie. Potem został dyżurnym ruchu w Tarnobrzegu.

    Najwięcej kolejowych eksponatów udało mus się zebrać na początku lat dziewięćdziesiątych. Pracował wtedy jako inspektor do spraw inżynierii ruchu, a później jako zawiadowca, i często bywał na podległych stacjach.

    - Podczas przeprowadzanych kontroli nie omieszkałem zahaczyć o strychy i piwnice. To właśnie z tych miejsc pochodzi najwięcej eksponatów znajdujących się na wystawie w muzeum. To, co dla osób pracujących na stacjach było śmieciami, dla mnie okazywało się bardzo cenne. W taki sposób odnalazłem i odnowiłem piękne niemieckie lampy.



    Liczy się kolej....

    Są ludzie, którzy twierdzą, że kolej dała panu Andrzejowi wszystko. I trudno się z tym nie zgodzić. Na początku hobby, później praca i druga jego miłość: żona, która również pracuje na kolei.

    - Jak widać, całe moje życie obraca się wokół kolei - potwierdza kolejarz. - Z biegiem czasu większość znajomych wiedziała już o moim hobby i sami zaczęli przynosić mi ciekawe eksponaty.

    Zbieranie cudeniek rozpoczęło się od wspomnianych plomb, guzików od mundurów czy wkładów do lamp sygnalizacyjnych. Swoje miejsce w kolekcji znalazły również tabliczki z wagonów. Oczywiście, najcenniejsze są wszystkie rzeczy, które powstały przed wojną. Nie dość, że były pięknie wykonane, to w dodatku są bardzo trwałe.

    - Jeżeli pojawiały się takie eksponaty, które już miałem w swojej kolekcji, nigdy nie odmawiałem ich przyjęcia. Bo to była doskonała okazja do wymiany z innymi kolekcjonerami. Spotykamy się od czasu do czasu w Lublinie lub Rzeszowie na giełdach staroci i wymieniamy się nimi - opowiada pan Andrzej. - Oczywiście, z biegiem czasu kolekcja rozrastała się. Na początku lampy wisiały w przedpokoju, ale i tam zaczęło brakować miejsca. Praktycznie wszystkie rzeczy były na wyciągnięcie dłoni. Jednak żona coraz bardziej narzekała na ciasnotę, ale właśnie wtedy pojawiły się nowe możliwości...



    Kolejarski Rozwadów

    Pomysł wyeksponowania zbiorów w muzeum podsunęła mu Grażyna Chochowska, naczelnik stacji Stalowa Wola - Rozwadów. - To ona zainspirowała mnie, aby zebrane eksponaty, dotyczące węzła rozwadowskiego, zaprezentować szerszemu gronu - mówi Andrzej Tomczyk. - Był rok 2000, w tym czasie w Muzeum Regionalnym powstawała ekspozycja stała, obejmująca historię regionu Stalowej Woli i Rozwadowa.

    Muzealnicy znaleźli również miejsce dla powstającej i ciągle rosnącej liczby eksponatów związanych ze stacją kolejową w Rozwadowie.

    Na tej niecodziennej ekspozycji znajdziemy ternion, służący kiedyś do przechowywania i wydawania biletów kartonowych oraz komposter do inkasowania (datownik). Jest tam również liczny zbiór zdjęć, obrazujących prace kolejarzy w okresie międzywojennym. Główny element ekspozycji zajmuje fragment torów z latarnią zwrotnicową oraz biuro zawiadowcy stacji. Nad eksponatami wiszą stare lampy, które niegdyś oświetlały semafory i wskaźniki. Ciągle przybywa nowych eksponatów.



    Wiekowe eksponaty

    Wśród zbiorów guzików i dystynkcji najstarszy jest srebrny guzik Cesarza Ferdynanda z roku 1889. Jest również fragment szyny austriackiej z roku 1887, która została znaleziona podczas rozbiórki stacji. Zaciekawić może również zbiór przepisów i legitymacji kolejarskich, z których najstarszy pochodzi z roku 1898. Zobaczymy też toromierz z początku ubiegłego wieku, służący do mierzenia prześwitu toru i przechyłki. Nad wszystkim czuwa polski kolejarz, ubrany w strój dyżurnego ruchu z roku 1930.




    Jeżdżące eksponaty

    Corocznie w pierwszy weekend maja w Wolsztynie koło Poznania odbywa się parada parowozów. Zjeżdżają tam miłośnicy kolei z całego świata. W tegorocznym zlocie swoimi ciuchciami przyjechali przedstawiciele Niemiec, Austrii i Czech. Wszystkie parowozy są w doskonałej formie i same pokonując setki kilometrów dojeżdżają na pokazy. W Wolsztynie znajdziemy również jedyną w Europie parowozownię obsługującą ruch lokalny.




    Najwięcej lamp

    W kolekcji pana Andrzeja przeważają lampy oraz latarnie semaforowe. Najstarsza lampa zasilana jest karbidem. Działała w ten sposób, że na spód lampy kładło się karbid. Na górze był mały zbiorniczek z wodą, która kapała na karbid. Po ich zetknięciu wydzielał się gaz palny - acetylen (etyn) i wówczas pojawiał się ogień. Prawdopodobnie najstarsza lampa pochodzi z początku ubiegłego wieku. Pan Andrzej szacuje, że została wykonana około 1905 roku w Austrii. Później do kolekcji doszły lampy gazowe i oliwne. Ciekawymi eksponatami są również lampy naftowe i świecowe. Każda z nich ma swój urok i historię.




    Gdzie można zobaczyć wystawę?

    Z historią rozwadowskiego węzła kolejowego możemy się zapoznać w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli przy ulicy Sandomierskiej. Wystawa czynna jest od wtorku do piątku w godz. 8-16, sobota 15-18, niedziela 15-19. Dziękujemy Muzeum Regionalnemu za umożliwienie wykonania zdjęć.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo