Wędkarze w rejs

    Wioletta WOJTKOWIAK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Moczenie kija w wodzie już naszych wędkarzy nie bawi. Chcą dostać po twarzy rybim ogonem, zażywać tabaki i pić szampana. Na kutrze szypra Pirata szampan perli się często. Według zwyczaju, należy się temu, kto pierwszy złapie dorsza.

    - Jest super - rozpływa się w uśmiechu Sławomir Figacz, dyrektor Biura Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Tarnobrzegu, który pierwszy raz zdradził Wisłę za namową kolegów z Połańca.
    Z tego miasta co jakiś czas wyrusza nad Bałtyk mocna grupa trzydziestu wędkarzy. Czy to w Łebie, czy Ustce wpuszczają ich na kuter z otwartymi rękami. Dla rybaków to czysty zysk, a dla nizinnego wędkarza łowienie dorszy to dopiero prawdziwe emocje.

    - Rejs po prostu super. Inny sprzęt, głębokość, inne ryby. Nad rzeką się siedzi cały dzień bez ruchu, a tu trzeba drzeć rybę z całych sił. Potem wszystkie mięśnie bolą, ale co to za emocje - mówi Sławomir Figacz, któremu duża ryba podeszła za pierwszym razem. - Jak kiedyś takich rejsów nie było, to teraz każda wędkarska gazeta opisuje jakąś wyprawę. Też nabrałem ochoty. Marian Rozumkiewicz z Gorzyc też.

    Żądnych wrażeń tarnobrzeskich wędkarzy jest coraz więcej. Wiesław Kądziołka po przeczytaniu takiej relacji już się spakował. - Umówiliśmy się ze Sławkiem, że jak się pojawi okazja, jedziemy. No to jedziemy. Do Władysławowa, do Leszka Wiśniewskiego. To jeden z najlepszych w Polsce szyprów. Ma ksywkę Pirat, nie rozstaje się z tabakierą, częstuje gości. A jego zwyczajem pierwsza osoba, która na wyprawie złapie dorsza, dostaje szampana i jest chlastana ogonem w twarz. To morski chrzest.

    Wyprawy Pirata słyną z okazałych ryb. Kiedy jest dryf, tak manewruje kutrem, żeby się jak najdłużej utrzymać nad ławicą. Wtedy jest szansa, że dużo ryb trafi na pokład. Niewielu dobrze to potrafi robić. Dlatego jest oblegany. W kwietniu najbliższy wolny termin był na początku lipca.

    Każdy marzy o taakiej rybie

    Dlaczego jadą? To proste. Każdy wędkarz z prawdziwego zdarzenia oddałby wiele, żeby poczuć taaaką rybę na końcu wędki. Nad morzem o to nie trudno. Ale walka o rybę większa. Ostatnio siedemnastolatek złapał rekordowego dorsza o wadze 22 kilogramów. Każdy by chciał się dowartościować. Nasi wędkarze zazdrościli ekipie strażaków. Wędki mieli pierwszy raz w rękach, a trafili na takie branie, że hej.

    Pierwsza wyprawa Wieśka. Do ekipy dołączył jeszcze Janusz Tebin z Nowej Dęby. Obaj kompletnie nie przygotowani. - Kołowrotek miałem zwykły, gruntowy z grubszą żyłą. Myślałem, że wystarczy, a nie wystarczyło. Większy zaczep i połowa żyły poszła do wody - opowiada.

    Janusz Tebin nie miał wymagań. - Żebym sobie chociaż jednego złapał - westchnął. Połamał swoje wędki i już na pożyczonych wyciągnął parę ładnych dorszy. Na drugą wyprawę pojechał jednak uzbrojony po zęby. - To dla mnie wielka frajda i przeżycie, marzyłem o takim rejsie od kilkunastu lat, ale nigdy nie było okazji - mówi sześćdziesięciolatek, po dwóch zawałach. Nie trzęsie się nad sobą. - Jak ktoś aktywny, to nic mu nie przeszkadza.

    Mądrzejszy o doświadczenia Wiesiek Kądziołka radzi: - Jak ktoś planuje wyprawę, warto wziąć "awiomarin". Akurat u nas była flauta. Ale są takie fale, gdy nic nie pomaga. No i karmimy ryby...

    Na prawą burtę

    Do portu najlepiej dotrzeć jak najwcześniej. Pobudka o szóstej, lekkie śniadanie i szybko, żeby zająć najlepsze miejsca. Wzięcie ma dziób albo rufa, bo tam jest możliwość największych manewrów przynętą po dnie.

    - Trafiliśmy na prawą burtę we trójkę. Sławek na dziobie miał dobre miejsce. Trzy godziny płynęliśmy na łowisko - opowiada Wiesiek. I wreszcie szyper daje sygnał. Jedna syrena znaczy: pilkery do wody! Ciężkie przynęty opuszcza się przy burcie, a potem rusza wędką w górę i dół. Dorsze mają na 80 metrach bardzo ciemno i reagują agresywnie na ruch. Wreszcie biorą, dygocze szczytówka, wędzisko się ugina. Panowie, pompujemy do góry, czyli wyciągamy.

    Janusz Tebin tak się zmęczył wyciąganiem prawie pięciokilogramowego dorsza, że przysnął na ławeczce w drodze na następne łowisko. Wiesiek wyciągnął w sumie 15 kilogramów. Ledwo. - I już mi łapa odpadała przy pompowaniu. Wyciąganie grubego dorsza trwa jakieś 20 minut. - Pomagamy kolegom ryby wyciągnąć na pokład, kiedy są już na powierzchni, bo burty są strome - mówi Sławomir Figacz.

    Na pokładzie wytrawni wędkarze patroszą dorsze trzema ruchami noża. Warto zabrać lodówkę turystyczną, żeby tuszę przywieźć do domu. Palce lizać. - Zupełnie inny niż ze sklepu, zupełnie inaczej smakuje - zachwala Janusz Tebin. Dwie syreny na zakończenie łowienia. Powrót do portu, pamiątkowe zdjęcie i morskie opowieści w noc.

    Wędkarze marzą o kolejnych wyprawach. Po takich emocjach obrzydły im rzeczki i jeziorka. - Na poczet wędkowania morskiego zrezygnowałem z ciapania po Wiśle. No chyba, że tak z żoną i dzieckiem, dla odpoczynku - dopuszcza Wiesiek.



    Koszt wyprawy

    Samodzielna jazda nad morze słono kosztuje, najlepiej wybrać się całą grupą, będzie taniej i raźniej. Przykładowy koszt wyprawy czterech osób (samochodem) z Tarnobrzega do Władysławowa. Zrzutka na paliwo tam i z powrotem po 100 złotych od osoby. Nocleg w kwaterze, najlepiej u szypra - 25 złotych od łóżka (łazienka, lodówka, barek). Wejście na kuter - ok. 120 złotych. Wypożyczenie sprzętu - 20 złotych. Obiad w porcie - 25 złotych plus inne przyjemności.




    Niezbędny ekwipunek

    - Kołowrotek wielołożyskowy, odporny na słoną wodę.

    - Pilker może mieć 370 gram, przy takim mała błystka się chowa.



    Sprzęt można wypożyczyć na kutrze od szypra, komplet kosztuje 20 złotych za rejs, ale jak ktoś się uprze i chce być profesjonalny niech się przygotuje: wędka typowo morska o dużym ciężarze wyrzutu i kołowrotek z dużą szpulą - każde od 150 zł w górę, żyłka plecionka (150 metrów na rolce) - ok. 100 złotych, żyłka gruba (300 metrów) - 45 zł. Agrafki do zapinania pilkerów (5 sztuk) - 10 złotych. Pilkery - przynęty różnych typów m.in. tobiasze, parasolki, o różnej wadze i przeróżnej cenie - około 15, 20 zł. Wyjąć z szafy dobre ubranie (płaszcz przeciwdeszczowy, gumowce). Zabrać "awiomarin", obcinaczki i aparacik do wyciągania kotwiczek z rybiej paszczy. Wierzyć, że się na pewno uda.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo