Korona zmienia...

    Marlena BOGDAN, Arkadiusz KIELAR

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Przeżyły swoją chwilę triumfu. Przez rok królowały jako najpiękniejsze dziewczyny. Niektóre wykorzystały szansę, jaką dał im los, inne potraktowały udział w konkursie jak zabawę. Czasem wspominają te chwile, ale starają się żyć bez złudzeń, że korona pomoże im w znalezieniu pracy. Sprawdziliśmy, jak potoczyły się losy najpiękniejszych dziewczyn z naszego regionu.

    Światła, scena, tłum ludzi, błysk fleszów, korona.
    Co roku udział w konkursach miss bierze coraz więcej dziewczyn. Korona to prezent od losu, tylko od dziewczyn zależy jak ten dar wykorzystają. Jedno jest pewne, korona zmienia ich życie czy tego chcą, czy nie.



    Ania zostanie modelką?

    Anna Kara ze Stalowej Woli, Miss Polonia Rzeszowszczyny w ubiegłorocznych wyborach organizowanych przez "Echo Dnia", Radio "Leliwa" i Klub "Planeta" w Stalowej Woli, zawsze marzyła o karierze modelki. Obecnie skończyła szkołę, Technikum Gastronomiczne, i chce ułożyć sobie przyszłość, a na horyzoncie pojawia się pewna szansa...

    - Wiele dziewczyn chciałoby zrobić karierę modelki - przyznaje Ania. - U mnie rysują się pewne możliwości, ale nie chcę na razie nic mówić, żeby nie zapeszyć. Dzięki wyborom miss nabrałam większej pewności siebie, poznałam wiele osób, to było dla mnie nowe doświadczenie. Myślę, że w jakiś sposób pomoże mi to w dalszym życiu. Na pewno jednak woda sodowa nie uderzyła mi do głowy. Nadal jestem tą samą dziewczyną, tak przynajmniej twierdzą moi znajomi (śmiech).

    Ania dzięki wygranej w wyborach wyjechała na wakacje do Bułgarii i świetnie się bawiła. - Było super. Plaża, morze, słońce - wspomina. - Bardzo się cieszyłam, że mogłam pojechać w tak cudowne miejsce. Inne plusy wyborów to fakt, że stałam się w pewnym sensie popularna. Ludzie rozpoznawali mnie na ulicy, zaczepiali. To było miłe. I nie wiem, czy gdyby była taka szansa, to nie wystartowałabym w wyborach jeszcze raz. Ciągnie wilka do lasu (śmiech).

    Ania miała okazję także spróbować swoich sił przed szerokim audytorium jako współprowadząca... prezentacji zespołu piłkarzy Stali Stalowa Wola. Organizatorzy bardzo chcieli, by uświetniła imprezę, podczas której w obecności ponad tysiąca kibiców przedstawiali się zawodnicy "Stalówki". Przy aplauzie fanów, nasza miss poradziła sobie znakomicie.

    - Ogarnęła mnie lekka trema, bo pierwszy raz miałam okazję prowadzić tak dużą imprezę - nie ukrywa dziewiętnastolatka. - Ale myślę, że udało mi się wybrnąć z zadnia i wszyscy byli zadowoleni. Kto wie, może jeszcze kiedyś uda mi się coś takiego...



    Irmina projektuje

    Bardzo wiele zmieniło się również w życiu Irminy Stańkowskiej z Dąbrowy Rzeczyckiej, ubiegłorocznej Miss Lata z Radiem oraz Wicemiss Polonia Rzeszowszczyny. - Od nadmiaru tytułów wcale nie przewróciło mi się w głowie - śmieje się Irmina. - Dzięki wyborom mogłam jednak poznać tak znane osoby jak prezenter Zygmunt Chajzer, muzyk Robert Janson czy aktor Andrzej Neuman. Pozowałam też do zdjęć do kalendarza, wydanego przez jedną z regionalnych firm. Ponadto byłam w jury kilku wyborów miss, prowadziłam różne imprezy.

    Irmina dzięki wygranej w wyborach Miss Lata z Radiem może "rozbijać się" po ulicach "renault clio", autem, który otrzymała jako nagrodę główną. Teraz będzie mogła nim dojeżdżać na studia w Krakowie, gdzie będzie uczyć się w Krakowskich Szkołach Artystycznych na wymarzonym kierunku projektowania mody. - Nie wiem, czy będę taka sławna jak słynna polska projektantka Ewa Minge. Ale raczej nie zależy mi na sławie. Chcę po prostu robić to, co kocham i to jest dla mnie najważniejsze.



    Paryż czeka na Dominikę

    Kto wie, czy tak wiele zmieni się także w życiu Dominiki Grudzień, tegorocznej Miss Polonia Rzeszowszyzny. Ślicznotka ze Stalowej Woli zdała maturę i zamierza studiować pedagogikę. Najpierw jednak w sierpniu wyjedzie w nagrodę na wspaniałą wycieczkę do Francji. - To było moje marzenie - przyznaje Dominika. - Zobaczyć Wieżę Eiffla, te wszystkie zabytki, przespacerować się mostem nad Sekwaną. Po wyborach na razie jestem rozpoznawana w Stalowej Woli, to pierwszy taki "dowód", że zostałam miss. Marzę, by zostać modelką lub aktorką i mam nadzieję, że mi się kiedyś uda...



    Iwonka w swoim żywiole...

    Iwona Chamielec z Mielca w 1999 roku miała 18 lat i brała udział w pierwszych w Mielcu wyborach najpiękniejszej, zdobywając od razu jeden z tytułów. - Kontakt z publicznością daje mi wiele radości. Moi znajomi śmieją się, że: "Iwonka, jak widzi kamerę, jest w swoim żywiole, promienieje, nabiera blasku". Zawsze wystawiają mnie na pierwszy ogień, kiedy trzeba coś powiedzieć do kamery. Nawet jak nic nie mówię, to zawsze załapię się na jakąś migawkę i, co jest najzabawniejsze, pokazują to w telewizji wtedy, kiedy jest największa oglądalność. A później dostaję zabawne telefony i sms albo zupełnie obcy ludzie pytają mnie na przykład jak poszedł casting - tak było w przypadku castingu do "Krzyżaków" Bogusława Lindy.

    Wybory otworzyły jej drogę do nowych znajomości z ludźmi z branży. Ktoś sobie czasem przypomni, że brała w nich udział i proponuje poprowadzenie jakiejś imprezy. - To jest taki mechanizm, że jeden pokaz pociąga za sobą drugi - mówi.

    Co jeszcze zawdzięcza udziałowi w wyborach? Być może także i to, że zdecydowała się wyprowadzić z Mielca do Krakowa i zacząć studia w Szkole Aktorsko-Telewizyjnej w Krakowie. - Małymi kroczkami próbuję zaistnieć w świecie aktorskim. Moje osiągnięcia są z roku na rok coraz większe. Dotychczas udało mi się współtworzyć spektakle profilaktyczno-dydaktyczne, widowiska dla dzieci, festyny, prowadzić konferansjerkę - wymienia Iwona.

    Teraz pracuje nad programem rozrywkowym dla obcokrajowców w Krakowie. Udział w tym przedsięwzięciu biorą aktorzy scen krakowskich. We wrześniu zacznie próby do spektaklu teatralnego. - Będę miała swój malutki udział i niemałą satysfakcję z pracy ze znanymi aktorami z Teatru Starego - dodaje.

    Mówi o sobie, że chce sławy i dąży do jej zdobycia rozpychając się łokciami, ale z rozsądkiem. Na jedno się jeszcze nie zdecydowała. Na sesję zdjęciową dla "Playboya". W 2003 roku trafiła tam na dwa zdjęcia. Dziennikarze robili reportaż o klubach muzycznych w Krakowie. Trafili akurat do tego, w którym pracowała Iwona - do "Stalowych Magnolii".

    - Po kilku dniach zadzwonił do mnie naczelny "Playboya" Marcin Meller i zaproponował zdjęcia próbne. Pojechałam do Warszawy, ale nie mogę się zdecydować na publikację zdjęć. Różnie może być taka sesja odebrana - opowiada Iwona Chamielec.



    Katarzyna i chwila popularności

    W 2002 roku stanęła na scenie i wygrała. Często wraca wspomnieniami do tej chwili, gdy ogłaszano wyniki i usłyszała: "Miss Mielca zostaje Katarzyna Kośla". Miała wtedy 19 lat. Potem zaczęła studia na turystyce i rekreacji, zaczęła pracować. No, ale rzuciła pracę i studia, bo nie dawały jej satysfakcji.

    - Pojechałam do Anglii - opowiada. Tam była trzy miesiące. Wróciła, znowu zaczęła pracować, ale znowu pracę rzuciła. Teraz czeka na kolejny wyjazd. Do Anglii albo do Irlandii. - Chciałabym jechać za granicę, żeby uczyć się języka i poznać nowych ludzi - dodaje. Także po to, nie ma co ukrywać, żeby zarobić na własne mieszkanie, samochód.

    Konkurs nic w jej życiu nie zmienił. Może jedynie to, że przez chwilę poczuła się popularna. Może też nabrała trochę pewności siebie. Nie miała nigdy żadnych propozycji sesji zdjęciowej. W konkursach miss, oprócz jeszcze jednego, gdzie wygrała kolejny telewizor, nie brała już udziałów. Już nigdy też nie zamierza startować. Wszystko przez niski wzrost. 163 centymetry...

    Jedyne, co zostało jej po wyborach, to szarfa schowana do pudełka i telewizor w dużym pokoju. - Trzeba dalej żyć, dalej sobie wszystko układać. Raz mi się udało. To było dla mnie takie zakończenie młodości i wejście w dorosłe życie - opowiada.



    Anna chciałaby wrócić do tamtej chwili

    - Czy konkurs zmienił twoje życie w jakiś sposób? - pytam Annę Wolak, Miss Mielca 2003. - Nie, żyję sobie tak, jak żyłam wcześniej - mówi.

    - Czyli jak - próbuję wyciągnąć z tej nieśmiałej dziewczyny, dłuższą niż jednozdaniową odpowiedź. Dowiaduję się, że skończyła szkołę - liceum techniczne, znalazła pracę w sklepie monopolowym i tyle. Mieszka nadal z rodzicami i siedmiorgiem rodzeństwa. - Nie potrafię ocenić, czy się zmieniłam, to chyba może ocenić tylko osoba z zewnątrz - mówi.

    Patrzę na nią i widzę, że się zmieniła. Przypominam sobie naszą pierwszą rozmowę, kilka dni po konkursie. Była wtedy taka nieśmiała i skrępowana, że z trudnością odpowiadała na pytania. Teraz siedzi przede mną jasna blondynka (wtedy jeszcze była szatynką), wysoka i odprężona. Nie ma w niej już takiej obawy przed rozmową jak kiedyś. Na twarzy nie ma makijażu, pewnie dlatego, że do pracy jeszcze ma kilka godzin. W pokoju obok szaleje trójka młodszego rodzeństwa, siedzi dziadek. A ona wspomina swoją chwilę triumfu.

    - To było dla mnie ważne wydarzenie. Czułam się, jakby to powiedzieć, dowartościowana - mówi. Czasem ogląda zdjęcia z wyborów. W trudnych chwilach, tytuł miss dodaje jej otuchy. Być może dlatego chciałaby jeszcze raz startować w wyborach. - Chciałabym wrócić do tamtej chwili - marzy.

    Dzięki konkursowi jest teraz trochę bardziej rozpoznawalna i cieszy się z tego, póki może.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo