Kraina wielkich sklepów

    Kraina wielkich sklepów

    Marcin RADZIMOWSKI<br />Współpraca Zdzisław SUROWANIEC, Agata DZIEKAN

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Na razie nikt nic oficjalnie nie chce mówić, ale już głośno, że zagłębie marketowe w Tarnobrzegu będzie się rozrastać.

    Według nieoficjalnych informacji otwarcie "Tesco" w Mielcu planowane jest na koniec października.

    W Stalowej Woli może niebawem zbudować swój kolejny sklep OBI - potentat w handlu sprzętem ogrodniczym, budowlanym i wyposażenia mieszkań. Także biznesmen Koczwara mimo protestów ma szansę zbudować hipermarket na swojej działce na obrzeżu miasta.

    Rosną jak grzyby po deszczu.
    Powstają na miejscu starych zakładów przemysłowych, w możliwie najatrakcyjniejszych punktach miast i wszędzie tam, gdzie można będzie przyciągnąć tłumy. Supermarkety. Północne Podkarpacie staje się powoli ich zagłębiem. Nie dalej jak wczoraj w Tarnobrzegu otwarto kolejnego giganta - "Kaufland", a w Mielcu otwarcie "Tesco" to tylko kwestia czasu. Co dalej?

    W Tarnobrzegu określenie "zagłębie supermarketowe" stało się ostatnio bardzo powszechne. - Kiedyś mieliśmy siarkę, teraz tylko supermarkety - słyszy się. I nie ma się co dziwić, bo sklepy wielkopowierzchniowe można spotkać na każdym kroku. To trochę dziwi, zwłaszcza że miasto nie jest kilkusettysięczną aglomeracją.



    Cicho, spokojnie, nudno

    Wczorajsze otwarcie "Kauflanda" zaskoczyło chyba nawet samych właścicieli tej placówki. Nie było tłumów klientów pchających się z wózkami i ładujących do nich wszystko, co w promocyjnej cenie. O godzinie otwarcia przed drzwiami marketu stało co najwyżej piętnaście osób. Nikt się nie pchał do środka, nie było żadnych wyzwisk. A jeszcze kilka miesięcy wstecz przed znacznie mniejszym "Lidlem" takie sytuacje miały miejsce. Dlaczego "Kaufland" w pierwszych godzinach po otwarciu świecił pustkami? Powodów jest zapewne kilka. Najważniejszy z nich to chyba ten, że do końca nie było wiadomo kiedy placówka zostanie otwarta, bo na billboardach przeczytać można było, że "wkrótce".

    W ogóle otwarcie "Kauflanda" owiane było wielką, mroczną tajemnicą. Nieliczni zostali zaproszeni na "ciche otwarcie", które miało miejsce w środę. Dziennikarzy nikt nawet nie poinformował. Jednak udało nam się ustalić, że na otwarcie zaproszeni zostali między innymi prezydent miasta i kilku urzędników z tarnobrzeskiego magistratu. Nie przyszedł nikt.



    W czwartek otwarcie, w piątek decyzja

    Najciekawsze w całej otoczce "Kauflanda" jest to, że dopiero dzisiaj wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Rzeszowie podejmie decyzję, czy supermarket "Kaufland" wybudowany został legalnie, czy może należy cofnąć zezwolenie na jego powstanie. Sprawę ruszyli tarnobrzescy kupcy. W ich imieniu tarnobrzeski radny Wacław Golik, zarazem szef Tarnobrzeskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, wystosował pismo do wojewódzkiego inspektora, który ma za zadanie sprawdzić, czy prezydent nie złamał prawa wydając zgodę na budowę "Kauflanda". Z wyliczeń kupców wynika, że "Kaufland" po właściwym wyliczeniu ma ponad 2700 metrów kwadratowych powierzchni sprzedaży. A prezydent bez Rady Miasta może zezwolić na budowę sklepu do dwóch tysięcy metrów. - Powierzchnia sprzedaży to także przejścia między stoiskami, bo bez przejść nie odbywałby się handel. To również miejsca przy kasach, bo tam również można kupić drobne rzeczy - mówi tarnobrzeski radny Wacław Golik, szef Tarnobrzeskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

    Identycznie twierdzi prezes kongregacji kupieckiej w Warszawie. Tymczasem z wyliczeń architekta projektującego "Kauflanda" wynika, że obiekt ma niecałe dwa tysiące metrów powierzchni, ale do tego obszaru nie wliczono przejść między stoiskami. Prezydent natomiast nie ma sobie nic do zarzucenia, gdyż - jak twierdzi - kierował się wyliczeniami architekta i przedstawionymi dokumentami. Jego zdaniem zresztą słusznymi.

    Kupcy, pewni swojego, nie odpuścili i wysłali pisma do wojewody oraz wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego z prośbą o pilne rozpoznanie sprawy. Inspektor nakazał z kolei władzom Tarnobrzega przesłanie dokumentów, na podstawie których zgoda została wydana.



    Biedroneczki są w kropeczki

    Trzy "Biedronki", dwa "Leader Price'y", "Lidl", "Faraon", "Kaufland". To na razie wszystkie w Tarnobrzegu. Jedne mniejsze, drugie większe. W ostatnim półroczu powstał drugi "Leader Price", "Lidl", no i "Kaufland". A w planach są kolejne, choć jak zwykle w takich przypadkach, owiane wielką tajemnicą. Najczęściej jest tak, że jakaś firma kupuje teren, prosi miasto o warunki zabudowy, potem odsprzedaje teren firmie developerskiej, a ta z kolei sieci marketów. I dopiero wtedy okazuje się, co w trawie piszczy. A rzeczników prasowych sieci supermarketów można dopytywać do woli. Oni przed otwarciem sklepu żadnych informacji nie udzielają.

    Tak było z "Kauflandem". Właściciel tego terenu - prezes stalowowolskiej "Misty" nie dalej jak jesienią ubiegłego roku zapewniał nas, że na miejscu wyburzonego "Tarnolasu" (zakład produkcji drzewnej) powstanie podobny "Tarnolas", ale nowocześniejszy. W czerwcu tego roku "Mista" sprzedała teren, dwa miesiące później wyrósł supermarket. A z drewnianych rzeczy można w nim kupić wałek do ciasta albo deskę do krojenia warzyw.

    Podobnie tajemniczo wyglądała budowa drugiego "Leader Price'a" na miejscu upadłego "Tarnobutu", podobnie jest z mającym niewątpliwie powstać marketem przy ulicy Kwiatkowskiego, gdzie mieścił się niegdyś Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego. Na razie nikt nic oficjalnie nie chce mówić, ale już głośno, że zagłębie marketowe się rozrasta. Ustaliliśmy, że obecnym właścicielem tego terenu jest krakowska firma developerska "Tang", która planuje tam budowę dyskontu spożywczego. Może więc za miesiąc, dwa...



    Rzutem na taśmę

    Pierwszym hipermarketem, który chciał się zadomowić w Tarnobrzegu, był "Leclerc". Wszystko już było prawie zaklepane, ale raban podnieśli kupcy. Były głośne debaty na forum Rady Miasta. I kupcy dopięli swojego, bo "Leclerca" nie ma i nic nie wskazuje na to, że się pojawi. Kilka lat temu teren rzeszowskiego "Polmozbytu" (który występował pod nową nazwą) kupiła firma developerska "Immo". Warunkiem dokonania transakcji była też konieczność wzięcia tarnobrzeskiego byłego "Polmozbytu". Obydwa tereny miały warunki zagospodarowania pod usługi i handel motoryzacyjny oraz handel związany z nimi, czyli na przykład sprzedaż hot-dogów klientom warsztatu samochodowego.

    - W Rzeszowie firma "Immo", reprezentująca "Leclerca" dostała warunki zabudowy i powstał hipermarket. W Tarnobrzegu miało być podobnie - mówi Wacław Golik, prezes Tarnobrzeskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

    W zamian za warunki zabudowy pod hipermarket "Immo" obiecało miastu sporo, między innymi wymianę trybun na stadionie Siarki, sponsorowanie jednej z sekcji sportowych, budowę fontanny. Prezydent wydał warunki zabudowy, które tarnobrzescy kupcy zaskarżyli do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Tarnobrzegu.

    - Proponowaliśmy firmie "Immo" budowę tego marketu poza miastem, ale nikt nie chciał nawet z nami rozmawiać - wspomina Golik. - Rzutem na taśmę zaskarżyliśmy decyzję prezydenta, bo tydzień później wydane zostałoby pozwolenie na budowę.

    Kolegium uznało rację kupców. Od decyzji "Immo" odwołało się do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który oddalił ich skargę jako bezzasadną i uchylił decyzję o warunkach zabudowy. Minęły dwa lata, w czasie których "Immo" było właścicielem małowartościowych - bez warunków zabudowy handlowej - dla nich terenów. Ponownie poprosili władze miasta o warunki, które zostały wydane, ale w nieco zmienionej formie. Samorządowe Kolegium Odwoławcze ponownie uznało decyzję za niesłuszną, a sprawa na wniosek "Immo" znów powędrowała do Naczelnego Sądu Administracyjnego. We wrześniu ma być znana decyzja.



    "Biedronki" bez protestów

    Stalowa Wola od zawsze była atrakcyjnym miastem dla handlowców. Klientami dla straganiarzy, właścicieli małych i dużych sklepów czy szczęk są tu nie tylko miejscowi ludzie, ale także mieszkańcy z okolicznych wsi i miasteczek. Pierwsze supermarkety powstały za sprawą "Społem". Trzy społemowskie "Luxy" to dziś duże, samoobsługowe sklepy spożywcze, oferujące też asortyment zwany chemią gospodarczą.

    A konkurencja nie daje spokojnie spać społemowcom. Dziś w Stalowej Woli są dwie "Biedronki", "Leader Price", "Albert" i "Mayor". Od kilku miesięcy coraz większą popularnością cieszy się klimatyzowany kombinat handlowy pod nazwą "Centrum", z dużym segmentem spożywczym i kilkudziesięcioma stoiskami z ubraniami, kosmetykami, sprzętem gospodarstwa domowego, garnkami i barami na parterze. A do zagospodarowania jest jeszcze piętro! Te wszystkie obiekty zaczęły swój żywot w spokojnej atmosferze, bez protestów.

    Handlowców zgromadzonych w Stalowowolskim Stowarzyszeniu Kupieckim poderwała do boju zapowiedź zbudowania w mieście pierwszego hipermarketu. Chce go postawić miejscowy biznesmen Zbigniew Koczwara. Były protesty na sesji Rady Miejskiej i transparenty. - Nam hipermarkety nie są potrzebne! - pokrzykiwała jedna z właścicielek straganów.

    Buntowników wsparł obecny prezydent Andrzej Szlęzak, choć kiedy już został prezydentem, ostrzegał sklepikarzy, że nie można w nieskończoność zabraniać biznesmenowi postawienia hipermarketu. Przez odwlekanie decyzji w sprawie wydania warunków zabudowy dał "kupcom" czas, żeby się zorganizowali i byli konkurencją dla sklepu wielkopowierzchniowego. Nic takiego się nie stało - Koczwara jest już bliski otrzymania zgody na budowę i kopanie dołów pod fundamenty, a kupcy siedzą w swoich straganach i wspólnie z radnymi z Ligi Polskich Rodzin wydają tylko oświadczenia, że są przeciwni hipermarketom. Doszło nawet do zmowy z władzami Niska, że nie pozwoli się na budowę hipermarketu w tych powiatach.



    Rozrywka nie, markety tak?

    Tymczasem w Stalowej Woli może niebawem zbudować swój kolejny sklep taki potentat w handlu sprzętem ogrodniczym, budowlanym i wyposażenia mieszkań, jakim jest OBI. A właśnie jest atrakcyjne miejsce do zbudowania wielkiego sklepu dla tych towarów. Huta Stalowa Wola przekazała miastu za długi podatkowe zajezdnię autobusową i parking na działkach przylegających do przedsiębiorstwa. Każdego dnia z huty wypływa kilka tysięcy ludzi. Jeśli powstałby tu sklep, to nie ma siły, żeby część tej fali nie wpłynęła do tych sklepów.

    Jeśli Koczwara mimo protestów ma szansę zbudować hipermarket na swojej działce na obrzeżu miasta, to kompletnym fiaskiem skończył się pomysł zbudowania w Stalowej Woli przez amerykańską firmę "Polimeni" parku rozrywki z centrum handlowym w sąsiedztwie hali tenisowej. Protest tak zwanych kupców zrobił swoje, przed czterema laty ówcześni radni się zjeżyli i nie dali Amerykanom szansy, żeby tam, gdzie jest rżysko i mokradła, powstało San Francisco albo coś na kształt Las Vegas.



    Nabrali wody w usta

    W Mielcu największe kontrowersje budzi "Tesco". Że hipermarket ma powstać, wiedzą już niemal wszyscy mielczanie, ale informacja o tym dotarła do nich pocztą pantoflową. Właściciele sieci handlowej "Jedynka", którzy kiedyś mieli przy ulicy Jagiellończyka swój sklep, nabrali wody w usta i ani myślą przyznać się, że te prace, które wykonują na swoim terenie od kilku miesięcy, to jest właśnie budowa ogromnego hipermarketu. A fakty mówią same za siebie.

    Do niedawna głosili, że prace budowlane przy ich "Jedynce" to tylko zmiana układu sklepu, bo do tej pory był mało komfortowy. Tymczasem dyrektor Wydziału Architektury i Budownictwa starostwa Jerzy Rządkowski podaje: - "Jedynka" ma zezwolenie na rozbiórkę budynku, budowę nowych pawilonów o większej niż do tej pory powierzchni (sklep miał wcześniej 7100 metrów kwadratowych, teraz będzie miał o prawie 2000 metrów kwadratowych więcej) oraz pozwolenie na uzbrojenie całości terenu i budowę parkingu na 350 pojazdów.

    To jeszcze nie wszystko. Właścicielem ziemi, na której ma powstać parking i sąsiedniego terenu, do niedawna obszaru boisk szkolnych Zespołu Szkół Technicznych, "Jedynka" stała się dopiero w ubiegłym roku. Wydała na to dwa miliony złotych. I plany ma tam ogromne. Chce oprócz wspomnianego parkingu postawić jeszcze budynek handlowy i gastronomiczny. A ponieważ do tej pory ziemia ta ma status oświatowej (mogą na niej powstawać budowle związane ze szkolnictwem), wystąpiła o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. Problem w tym, że nie wiadomo, czy się ten plan zmieni. Bo mają zdecydować o tym radni miejscy. A co zrobią, nie wiadomo. "Jedynka" jednak dziwnie się tym nie przejmuje. Chociaż gdyby radni nie przychyli się do jej prośby, dwa miliony poszłyby w błoto. Czyżby więc skądś wiedziała, że jednak nic nie ryzykuje?



    Kupcy dają za wygraną

    "Tesco" nie będzie w Mielcu pierwszym hipermarketem. Około dwóch lat temu swoje podwoje w tym mieście otworzył "Minimal". Wybrał świetne miejsce na Starym Mieście przy ruchliwej ulicy Sienkiewicza. Sieci handlowej próbowali przeszkodzić drobni sklepikarze z Mieleckiego Towarzystwa Kupieckiego. Bez rezultatu. Ze starostwem, które zdaniem towarzystwa sprzedało ziemię pod sklep nie do końca zgodnie z prawem, procesuje się do dzisiaj. Ale to ostatnie na większą skalę działanie drobnych sklepikarzy. O "Tesco" nie zamierzają się wykłócać. Schodzą z placu boju. Prezes towarzystwa Czesław Rybak tłumaczy: - W Mielcu jest już tyle supermarketów, że teraz, kiedy powstaje nowy, walka o klientów toczy się między nimi. Na naszą działalność nie ma to już większego wpływu.



    Eksplozja supermarketów

    Nie znaczy to jednak, że drobnym sklepikarzom żyje się dobrze. Na początku, gdy zaczęły pojawiać się w Mielcu pierwsze duże sklepy, z każdym nowo otwartym tracili, jak obliczył Czesław Rybak, średnio 30 procent swoich klientów. - Po jakimś czasie niektórzy klienci wracali do nas, ale ich liczba sukcesywnie spadała - dopowiada prezes.

    Małe sklepy jeszcze się trzymają, ale w głównej mierze dlatego, że ich właściciele nie mają innego wyjścia. Przecież nie zamkną sklepu i pójdą od "pośredniaka", bo nikt nie da im innego zatrudnienia.

    Mielec przeżył prawdziwą ekspansję supermarketów praktycznie w ciągu ostatnich pięciu lat. Najpierw były "Biedronka" i "Albert" (wtedy jeszcze "Szalony Max"), później "Leader Price", a niedawno "Minimal" i "A&K". Pierwszy i ostatni mają w Mielcu po dwa duże sklepu. W lipcu na Smoczce firma "Orzech" z Kolbuszowej otworzyła następny supermarket. Według nieoficjalnych informacji otwarcie "Tesco" planowane jest na koniec października.

    - Gdyby ten proces rozłożył się na 20-30 lat, jak na Zachodzie, czy na 50, jak w Stanach Zjednoczonych, to jeszcze nic. My tymczasem mieliśmy do czynienia z prawdziwą eksplozją supermarketów - wzdycha Czesław Rybak.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo