Zwyczajna ze mnie... Liz Taylor

    Zwyczajna ze mnie... Liz Taylor

    Wioletta WOJTKOWIAK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Najpierw Kasia, potem Leszek i Grześ. Skradają się na palcach do krzesła, sięgają po zeszyt, żeby zaraz upuścić go z hukiem. Gorące! Parzy! To widać, chociaż nie krzyczą. Skaczą, machają rękami, fukają, tyle w nich ekspresji. Wczuwają się w rolę, na scenie znika ich niepełnosprawność.

    Kolejne ćwiczenie. Teraz niech Liz zerwie nieistniejące jabłko z nieistniejącego drzewa. - Liz, Liz - zachęcają uczestnicy gościa.
    - Nie wiedziałam, że będę musiała pracować - wzdycha z filuternym uśmiechem aktorka. Liz prawie spada z drzewa, ale ma jabłko. Krzywi się, kwaśne. No dobrze, a teraz kto chce być złym psem sąsiadów? Teraz Krzyś próbuje zabrać jabłko, musi się spieszyć, bo sala coraz szybciej tupie. Rośnie napięcie, właściciel sadu zbliża się wielkimi krokami...

    Środa rano. Jesteśmy w Warsztatach Terapii Zajęciowej przy alei Niepodległości w Tarnobrzegu. W jadalni teatralne zajęcia z niepełnosprawnymi umysłowo prowadzi Roy Haworth, sympatyczny Anglik, który zadomowił się w Tarnobrzegu. Uczy języka angielskiego i ma bzika na punkcie teatru. Prowadzi angielskojęzyczne grupy teatralne i kabaretowe. Od kilku miesięcy jako wolontariusz prowadzi trzy razy w tygodniu teatralne zajęcia w warsztatach przy alei Niepodległości z umysłowo upośledzonymi. Zespół nazwali "Wesoła Brygada". - Oni mi dają tak dużo radości. Zresztą widziałaś jak świetnie się bawimy.

    Roy aż się rwie, żeby robić coś dla ludzi, kulturalnie uaktywnić. W lutym organizuje w Tarnobrzegu międzynarodowe warsztaty teatralne dla niepełnosprawnych ludzi.

    - Musimy dać im szansę wypowiedzenia się w tym uniwersalnym języku teatru. Są tego warci. Przyjadą ludzie z Włoch, Holandii i naturalnie Liz Taylor ze swoim teatrem niepełnosprawnych "So Many Words", czyli "tak dużo słów" - tłumaczy Roy. Jest przerwa w zajęciach. Liz Taylor, aktorka, chociaż nie ta słynna z amerykańskiego Hollywood, a z Salford koło Manchesteru, siedzi obok. - Przepraszam, że nie jestem tą właściwą - rozpływa się w uśmiechu. Szary, obszerny sweter, związane włosy, lekki makijaż.



    Piękna, lecz niebogata

    Nazwisko intryguje. My też byliśmy ciekawi, jak wygląda angielska Liz Taylor. Co łączy obie panie? - Nic, oprócz nazwiska i aktorstwa - śmieje się drobna szatynka. - Żałuję, że nie mam jej pieniędzy. Cha, cha, cha. Była i jest piękną kobietą, ale ja wyszłam za mąż tylko raz - robi aluzje do małżeńskich perypetii gwiazdy. Naprawdę nazywa się Elizabeth Fitzgerald Taylor. Przedstawia się Liz Taylor, bo tak krócej i nie ukrywa, że nazwisko trochę pomaga w karierze. U siebie w Anglii też jest znana. Ale z tego, że od trzech lat reżyseruje i gra w teatrze niepełnosprawnych ruchowo i umysłowo.

    - Jestem aktorką zawodową. Dużo podróżuję, po całym świecie. Robię różne rzeczy, pracuję w telewizji, mam role w "operach mydlanych", radiu, teatrze, mam zajęcia w szkole teatralnej. Ale moim chlebem jest praca z niepełnosprawnymi - mówi o sobie Liz. Dlaczego zamiast łatwej popularności, jaką daje telewizja, wybrała właśnie tę drogę?



    Teatr niezwykły

    - Nie od razu, też musiałam się przełamać. Moja koleżanka, prowadząca warsztaty z grupą niepełnosprawnych, poprosiła mnie kiedyś o zastępstwo. Poszła rodzić. Powiedziałam, że zrobię dwa, góra trzy spotkania. Potem zapytali mnie, czy nie chcę być kierownikiem artystycznym teatru. Odpowiedziałam: nie. Znaleźli osobę, która prowadziła teatr przez dwa tygodnie i potem znów zapytali. I znów się nie zgodziłam. Miałam za dużo pracy. Kiedy przyszli po raz trzeci, zgodziłam się. Dlaczego?

    - Dużo się od nich nauczyłam, urzekli mnie szczerością, przekonaniem. Scena ich nie wyleczy z ułomności, ale łagodzi ich upośledzenie. Tam, w teatrze odgrywają prawdziwe role. Obdarzyli mnie swoim sposobem rozumienia i wyrażania świata - wyjaśnia Liz. Teatr to świetna forma terapii. Ale teatr niepełnosprawnych umysłowo ma w sobie dodatkowo coś niezwykłego. Widzowie są zszokowani i dziwią się.

    - Najlepsze przedstawienia, jakie widziałam, to te z udziałem zawodowych i niepełnosprawnych aktorów. Teraz mamy zamiar zrobić teatr integracyjny, ale ciężko przekazać ludziom, że warto to zrobić. Ciężko przekonać obydwie strony - i publiczność, i aktorów - mówi Liz. To dlatego otrzymując zaproszenie od Roya na lutowe warsztaty teatralne, przyjechała wcześniej do Polski sama. - Moi aktorzy byli chętni zagrać przedstawienie w waszym kraju, ale powiedzieli mi, że boją się, jak zostaną przyjęci - mówiła Liz na spotkaniu z uczniami Gimnazjum nr 1. Młodzi ludzie zapewnili aktorkę, że przygotują kolegom gorące powitanie. Liz wyjechała z Tarnobrzega pewna, że się uda i z dużym zapasem czekolady. - Prezenty dla rodziny. Podobno polska jest najlepsza.



    Co łączy angielską i amerykańską Liz Taylor?

    Liz Taylor, aktorka, chociaż nie ta słynna z amerykańskiego Hollywood, a z Salford koło Manchesteru. - Przepraszam, że nie jestem tą właściwą - rozpływa się w uśmiechu. Co łączy obie panie? - Nic, oprócz nazwiska i aktorstwa - śmieje się drobna szatynka.




    Liz Taylor o aktorach niepełnosprawnych

    - Dużo się od nich nauczyłam, urzekli mnie szczerością, przekonaniem. Scena ich nie wyleczy z ułomności, ale łagodzi ich upośledzenie. Tam, w teatrze odgrywają prawdziwe role. Obdarzyli mnie swoim sposobem rozumienia i wyrażania świata...

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo