Nie taki chińczyk nam straszny...

    Nie taki chińczyk nam straszny...

    Wioletta WOJTKOWIAK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    W styczniu rynek europejski otworzy się bez ograniczeń na tekstylia z Chin, bo Bruksela likwiduje kontyngenty importowe. Mobilizują się polscy producenci, stawiają na specjalizację, zwłaszcza w przemyśle lekkim, bo tu lekko nie było i raczej już nie będzie. Przy tańszej sile roboczej z Chin, wszyscy cieniej przędą. Równo z wejściem Polski do Unii Europejskiej kryzys dotknął też Fabrykę Firanek "Wisan" w Skopaniu, jednego z polskich liderów tej branży. Czy nasza firma poradzi sobie z tanią konkurencją?

    - W eksporcie do krajów, które otworzyły swoje rynki na tańsze wyroby z Dalekiego Wschodu zanotowaliśmy spadek sprzedaży o połowę. U nas Chińczyków się nie boimy, bo na rynku są obecni od lat. Atrakcyjne wzory i ceny, krótkie serie, sprzedaż wysyłkowa to będą nasze atuty. "Wisan" jest liderem w produkcji firan gotowych, a jest to produkcja bardzo pracochłonna, ale jakościowo lepsza od masowych wyrobów chińskich czy tureckich. To, co stracimy za granicą, możemy zrekompensować w kraju - zapewnia prezes zarządu fabryki Roman Kudła. - Ale żeby tak się stało, musimy być bardziej elastyczni, mobilni, wzmocnić się ekonomicznie przez zakup nowych maszyn i zainwestować w dział marketingowy.

    W firmie o ponadpółwiecznej tradycji słowo "elastyczność" niepokoi. Chociaż w ciągu 15 lat załoga fabryki stopniała z 1200 do 600 osób, to jednak nie podzieliła losu upadłych przedsiębiorstw lekkich. Związkom zawodowym trudno się pogodzić z filozofią rynkową zarządu, z twierdzeniem, że dla przetrwania konieczna jest opłacalność produkcji. Dlatego propozycja "dzielenia się pracą", czyli wprowadzenia kadrze umysłowej 4/5 etatów nie spotkała się z aprobatą związków.

    Prawda jest gorzka. Na przemyśle lekkim nikomu już nie zależy, ani władzy, ani kapitałowi z Unii Europejskiej. - Bo przemysł lekki w Europie jest drogi i mniej wydajny niż na Wschodzie. Dlatego wszędzie ogranicza się koszty produkcji i od tego nie uciekniemy. Załoga musi zrozumieć, że pracy nie będzie na przykład od 8 do 16, tylko wtedy, gdy będzie coś do zrobienia. A ludzie boją się ryzyka - mówi prezes Kudła. - "Wisan" przestał być wyłącznie fabryką produkcyjną. Musimy mieć świadomość, że byle czego się dziś nie sprzeda. Nie możemy produkować na metry kwadratowe licząc, że jakoś się to wypchnie, podczas gdy konkurencja stawia na jakość i cenę. Musimy być bardziej ekspansywni na rynku, na różne sposoby docierać do klientów, skracać realizacje zamówień do jednego, dwóch tygodni. Niestety, samą tradycją nie zawojuje się dziś rynku.



    Firanki przez Internet

    Jedną z takich nowoczesnych form jest sprzedaż wysyłkowa, którą spółka zapoczątkowała i z powodzeniem prowadzi od ośmiu lat. - Mamy przez to coraz większe grupy odbiorców na świecie. Ludzie mają mało czasu, żeby chodzić po sklepach, szybciej i łatwiej sięgnąć po katalog. W Niemczech i Anglii sprzedaż wysyłkowa dominuje. Dla nas plusem jest szybki przypływ gotówki, minusem są wyższe koszty całej operacji - uważa Wiesław Pająk, dyrektor finansowy spółki.

    Większość klientów chce nowych firanek na święta. Jak woda idą obrusy, bieżniki i serwety. Na nie zwiększa się popyt, dlatego galanteria stołowa to już 20 procent produkcji. Dom sprzedaży wysyłkowej realizuje dziennie około 300 przesyłek z firanami i nakryciami. Na topie są też komeżki dla ministrantów.

    - Sprzedaż katalogowa i przez Internet rośnie. Oferujemy w tej chwili 1800 pozycji. W 2003 roku przyjęliśmy 13 tysięcy zamówień, z końcem tego roku przekroczymy 30 tysięcy, czyli wynik podwojony. To najlepiej świadczy o tym, że pomysł jest trafiony - mówi Mirosław Grazdaj, szef działu.



    Moda w oknie

    Przedświąteczny czas wykorzystujemy na generalne porządki w mieszkaniu. Która z pań nie obiecuje sobie, że już koniec ze starymi zasłonami i firankami, i każe mężowi wieźć się do sklepu. Najczęściej jednak bierze sprawy w swoje ręce. Kto dziś kupuje firanki? Z badań wynika, że najpoważniejszą klientką jest kobieta w wieku 40-45 lat, a także coraz więcej młodszych.

    Dziś mamy do wyboru oprócz firanek z metrażu także gotowe komplety z zasłonami i lambrekinem na okna o typowych wymiarach. Haftowane, nabłyszczane, matowe, z poliestru, tafty, woalu, ze wzorami drukowanymi lub ręcznie barwione. W dodatku dopasowane charakterem do wnętrza - kuchni i pokoju dziecięcego.

    Te cięte z metra są tańsze, bo trzeba je obszyć taśmą samodzielnie, te konfekcjonowane są gotowe do powieszenia od razu. Aktualne trendy podpowiadają firany lżejsze, z delikatnymi motywami kwiatowymi, roślinnymi, we wzory geometryczne. Popularna jest gładka siatka firankowa, tak zwana markizeta w różnych kolorach. W "Wisanie" nowością w nadchodzącym sezonie są zwiewne firanki haftowane z etaminy i serie antyczne.

    - Firanki już coraz częściej nie muszą ukrywać brzydkich kaloryferów, parapetów i rur. Po to się je kiedyś kupowało, ale teraz, kiedy buduje się nowocześnie, to i firanki są coraz bardziej wymyślne i strojne, uzupełniają wystrój wnętrza - mówi Wiesław Pająk.

    Jak w mało której branży, w tej moda jest uwarunkowana regionalnie. Co innego wiesza się w oknach warszawskich, a co innego w krakowskich domach z tradycjami. Marketingowcy mówią, że stolica otwiera okna na kolorowe nowinki. Centrum Polski chętnie kupuje firanki kolorowe. Odwrotnie w Krakowie. Krakusi wielbią nieskażoną biel. Na Śląsku liczy się rodzinna tradycja, więc grube, ciężkie firany, w bogate motywy roślinne, żeby sąsiadka mogła zawiesić oko i spuchnąć z zazdrości.



    Anglia bez zmian

    Jeszcze innego asortymentu chcą kraje zachodnie. Niemcy lubują się w delikatnych wzorach. Anglia nadal zamawia w "Wisanie" firany w kwiatowe, przeważnie różane wzory. Dekoracyjny gust Anglików nie zmienia się przynajmniej od 20 lat. W krajach gorącego Południa sprzedaje się dużo markizet, bronią przed owadami. Od niedawna pod Anglię i Francję w "Skopaniu" szyje się także firanki przylegające do szyby i podciągane jak rolety. Są już promowane na rynku krajowym.

    Szwedzi stawiają na naturalność tkanin, dlatego szansę u nich mają firanki z 80-procentową przewagą bawełny. Dobrym klientem nie jest Holandia, gdzie królują okna niczym nie zasłaniane. Doszukaliśmy się ciekawej legendy związanej z tradycją. Kiedy mężczyźni poszli wojować, osamotnione kobiety, aby udowodnić swoją niewinność i pokazać, że nie mają nic do ukrycia pościągały zasłony z okien. I tak się przyjęło. W Holandii firanki wiszą przeważnie w oknach emigrantów.

    Okno nagie? W Polsce nie do pomyślenia, bo co ludzie powiedzą. - W Polsce tradycja strojenia okien wciąż najsilniejsza jest na wsi. - Można powiedzieć, że póki firanki będzie kupowała polska wieś poradzimy sobie na pewno - żartuje prezes Roman Kudła.



    Pół wieku tradycji

    Budowa fabryki rozpoczęła się w 1939 roku, gdy tworzył się Centralny Okręg Przemysłowy. Skopanie wybrano pod lokalizację cywilnej fabryki mającej dać pracę miejscowej, ubogiej ludności. Dzięki zabiegom burmistrza gminy Jana Drzewińskiego oraz wójta Skopania Jana Bodka, udało się przekonać właścicieli pabianickiej firmy włókienniczej Krusche & Ender, by zlokalizowali swoją fabrykę na 23 hektarach gruntów. Fabryka ruszyła w 1951 roku. Od 1998 roku jest przedsiębiorstwem prywatnym. Większościowym akcjonariuszem - 99,8 procent udziałów od 2001 roku pozostaje częstochowska firma "Primatex" Spółka Akcyjna. Przy produkcji firanek pracuje 430 osób.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo