Grube miliony we krwi utopione

    Grube miliony we krwi utopione

    Marcin RADZIMOWSKI

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Miało być tak pięknie. Oczami wyobraźni rząd widział już nowoczesną fabrykę przetwarzania osocza krwi, widział nowe miejsca pracy. Teraz zostały tylko plany, prokuratorskie śledztwo oraz smród na styku polityki i biznesu. A na światło dzienne co rusz wychodzą bulwersujące fakty, mające związek z Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu, które nigdy nie przerobiło i nie przerobi ani litra krwi...

    Tereny Specjalnej Strefy Ekonomicznej EURO - PARK MIELEC.
    Obok kilku zakładów pracy stoją dwa budynki, równie okazałe, co puste. Mielczanie wspominają, jak kilka lat temu przecinano wstęgę, otwierając pierwszy budynek. Byli tu ówcześni ministrowie - Marek Siwiec, Jacek Żochowski, Wiesław Kaczmarek, był wiceminister Tadeusz Soroka. Kilka miesięcy później w tym samym miejscu byli już kontrolerzy skarbowi, potem prokurator.



    Przetargu nie było

    Dla chorych na hemofilię (niekrzepliwość krwi), pochodne składnika krwi - osocza, są lekiem ratującym życie. Polscy pacjenci rocznie potrzebują preparatów ekstrahowanych ze stu tysięcy litrów osocza, które od jedenastu lat przerabiane jest w szwajcarskiej fabryce. Roczny koszt to 25 milionów złotych.

    W 1994 roku Ministerstwo Zdrowia postanowiło wybudować przetwórnię osocza w Polsce. Wybrano Mielec. Chęć wybudowania fabryki kosztującej ponad 32 miliony dolarów, zgłosiło kilka firm. Komisja międzyresortowa wskazała palcem na spółkę "Nedepol", która przekształciła się w Laboratorium Frakcjonowania Osocza. W tym czasie kapitał spółki wynosił zaledwie 100 tys. zł. Przetargu nie było, bo w tym czasie ustawa o zamówieniach publicznych jeszcze nie obowiązywała. W spółce LFO pierwsze skrzypce grali Zygmunt N. i Włodzimierz W. Ten ostatni to bardzo dobry znajomy prezydenckiej pary - państwa Kwaśniewskich.

    LFO zaciągnęło na inwestycję 32,7 milionów dolarów kredytu w konsorcjum bankowym. 60 procent z gigantycznego kredytu zgodził się poręczyć skarb państwa. Dokument podpisał dzisiejszy premier, a ówczesny wicepremier i minister finansów Marek Belka.

    - Nasz instytut negatywnie zaopiniował propozycję budowy w Polsce fabryki frakcjonowania osocza, jeśli gwarancji miałby udzielać skarb państwa. Ryzyko dotyczyło ogromnych pieniędzy, między innymi z resortu zdrowia, a "Nedepol" był w naszej ocenie mało znaną firmą, żeby takie ryzyko podejmować - mówi doc. dr hab. Magdalena Łętowska z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. - Zaznaczam jednak, że nie byliśmy przeciwni budowie fabryki w ogóle, lecz przeciwni udzielaniu gwarancji rządowych przy tak ryzykownej inwestycji. W naszej ocenie, fabryka nie byłaby w stanie konkurować cenowo z innymi, większymi w Europie.



    Poselska czkawka

    Kto by tam jednak słuchał naukowców. Profesorowie swoje, ministrowie swoje. Rada Ministrów, w oparciu między innymi o pozytywne opinie ministra zdrowia i opieki społecznej oraz ministra finansów, postanowiła poręczyć kredyt. Pozytywną opinię o planach budowy LFO w Mielcu wydał między innymi minister gospodarki Wiesław Kaczmarek. Teraz tamta opinia może mu się odbić czkawką.

    - Jeśli otrzymamy od marszałka Sejmu potwierdzenie zrzeczenia się immunitetu przez posła Kaczmarka, przedstawimy mu zarzut wydania nierzetelnej opinii w sprawie LFO - wyjaśnia prokurator Edward Podsiadły, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

    Czy podłoże opinii Kaczmarka miało podtekst polityczny? Odpowiedź na to pytanie powinny dostarczyć prokuraturze planowane przesłuchania kolejnych przedstawicieli obozu rządzącego - Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który rządzi teraz i rządził w czasach, gdy zrodziła się inicjatywa budowy LFO.

    Fabryka przetwórstwa osocza w Mielcu miała frakcjonować osocze od lipca 1999 roku. Ale plan inwestycyjny nie był realizowany w terminie. Do Mielca zawitali kontrolerzy skarbowi, co było standardową procedurą sprawdzania przebiegu przedsięwzięcia wspieranego poręczeniem lub gwarancją skarbu państwa. Wskutek kontroli ujawniono nieprawidłowości. Sprawą zajęła się prokuratura. Potem banki wystąpiły do rządu o zapłatę 14,3 miliona złotych. A fabryki jak nie było, tak nie ma. Podobnie, jak pieniędzy przeznaczonych na inwestycję.

    Na początku ubiegłego roku zaplanowano licytację Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Nie odbyła się, bo nie było chętnych na wpłacenie milionowego wadium. Wystawiono dwa budynki nieczynnej fabryki leków krwiopochodnych, oszacowane na 10 mln zł oraz ruchomości, między innymi kotły, wycenione na około 1,5 miliona zł. Fabryka jednak nie ruszy, bo nikt nie chce frakcjonować osocza za cenę zawartą w umowie przez ministerstwo.



    Elita w prokuraturze

    Podejrzanym o przywłaszczenie 30 milionów dolarów jest animator projektu LFO w Mielcu, wspomniany wcześniej Zygmunt N. Biznesmen przebywa jednak w Wielkiej Brytanii i jak do tej pory ani myśli się stawiać na prokuratorskie wezwania. Prokuraturze najwyraźniej skończyła się cierpliwość, bo niedawno wystąpiła do Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Zygmunta N.

    - Zygmunt N. przebywa w Wielkiej Brytanii i utrzymuje z nami kontakt listowny, ale nie stawia się na wezwania - mówi prokurator Bogusława Marciniak z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. - Sąd zgodził się na zastosowanie aresztu. Jeśli decyzja się uprawomocni, sąd wyższej instancji wyda europejski nakaz aresztowania, który egzekwowany jest we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

    Wszystko więc wskazuje na to, że za kilka tygodni podejrzany zostanie doprowadzony do tarnobrzeskich śledczych. Póki co, na tapetę brani są coraz to nowi politycy z pierwszych stron gazet.

    Pierwszym przedstawicielem elity politycznej, który miał związek z LFO, a który odpowiadał na pytania prokuratorów, był premier Marek Belka. To on w 1997 roku jako wicepremier i minister finansów, podpisał poręczenie kredytu przez skarb państwa. Prokuratura zasłaniając się dobrem śledztwa, nie zdradza treści złożonych przez szefa rządu wyjaśnień. Podobnie rzecz się ma z byłym ministrem gospodarki Wiesławem Kaczmarkiem, który był przesłuchiwany w charakterze świadka, a przypuszczalnie będzie też dosłuchiwany, ale już jako podejrzany.



    Podejrzany listy pisze

    Prawdziwą burzę wywołały trzy tygodnie temu zeznania złożone przez byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. W czasach, gdy kierował resortem (2002 rok), prokuratura prowadziła już śledztwo dotyczące LFO.

    - W tym czasie banki zaczęły się upominać o uruchomienie gwarancji rządowych. Dowiedziałem się, że LFO nie będzie w stanie rozpocząć produkcji. Na mój wniosek premier Leszek Miller powołał zespół międzyresortowy, który rozwiązał umowę z fabryką - wyjaśniał dziennikarzom profesor Łapiński, po opuszczeniu gabinetu prokuratora. - Moja wiedza o fabryce osocza ogranicza się do tego, co wyczytałem z gazet.

    Mariusz Łapiński został zaproszony do prokuratury w celu wyjaśnienia kilku kwestii, jakie Zygmunt N. zawarł w ostatnim liście do prokuratury.

    - Zygmunt N. wysnuwa wobec pana posła Łapińskiego pewne zarzuty. Dlatego wezwaliśmy byłego ministra, który ustosunkował się do treści listu - mówi prokurator Bogusława Marciniak. - Nie zdradzę jednak treści zeznań.



    Chcieli wyciszyć aferę?

    Prokuratura milczała, ale jeszcze tego samego dnia do mediów przedostały się nieoficjalne informacje dotyczące zeznań Łapińskiego. A ten miał w prokuraturze powiedzieć o tajemniczym spotkaniu, które odbyło się w 2002 roku gdzieś w Warszawie. W spotkaniu oprócz Łapińskiego mieli uczestniczyć między innymi były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski, szef Kancelarii Premiera Marek Wagner i szef gabinetu prezydenta Marek Ungier.

    I właśnie podczas tego spotkania minister zdrowia miał być naciskany przez współpracowników prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, do wyciszenia sprawy LFO tak, żeby odsunąć podejrzenia od Włodzimierza W. Przypomnijmy, że W. to przyjaciel rodziny Kwaśniewskich. Notabene przy okazji badania afery "Orlenu", dziennik "Rzeczpospolita" opublikował trzy miesiące temu listę podejrzanych firm, wpłacających pieniądze na Fundację Jolanty Kwaśniewskiej - "Porozumienie bez barier". I na liście ofiarodawców znalazła się między innymi... spółka LFO.

    - Nie potwierdzam i nie zaprzeczam, że poseł Łapiński złożył takie zeznania. Obowiązuje nas tajemnica śledztwa - mówi prokurator Edward Podsiadły, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.



    Sojusznicza trójca

    Im więcej czasu od przesłuchania Łapińskiego minęło, tym wyraźniej potwierdzają się oficjalnie przecieki. Przypuszczalnie już za miesiąc do tarnobrzeskiej prokuratury zawita trójka prominentnych działaczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej - Siemiątkowski, Wagner i Ungier - uczestnicy tajnego spotkania.

    - Nie będę mówił o nazwiskach, ale przesłuchane zostaną osoby, o których mówił poseł Łapiński. Proszę poczekać, to się wkrótce okaże, o kim mowa - dodaje tajemniczo prokurator Podsiadły.

    Niewykluczone zatem, że styczeń będzie bardzo gorący. Przynajmniej dla ludzi mających bliski związek z LFO. Czy zeznania bliskich współpracowników prezydenta rzucą podejrzenia na kolejnych "wielkich Sojuszu"? Wszystko się okaże. Zapewne niektórych polityków o palpitację serca przyprawić mogą też zeznania Zygmunta N., którego prokuratura stara się ściągnąć do kraju w celu przesłuchania.

    Ten jednak nie poczuwa się do winy za klapę projektu fabryki frakcjonowania osocza w Mielcu. Ba, coraz głośniej mówi się o tym, że Zygmunt N. w procesie cywilnym zamierza domagać się potężnego odszkodowania od skarbu państwa, odwołując się do artykułu 417 kodeksu cywilnego - narażenie na szkody wyrządzone wskutek działalności funkcjonariuszy publicznych.

    - Jeśli sąd uzna, że fabryka nie powstała wskutek nierzetelnej działalności urzędników, to niewykluczone jest, że Zygmunt N. może dostać odszkodowanie - przyznaje prokurator Edward Podsiadły.

    Może więc dojść do sytuacji, że za układy polityczno-biznesowe przyjdzie zapłacić podatnikom. Każdy z nas "zrzuci się" na zwrot pieniędzy bankom, a potem jeszcze być może na odszkodowanie dla podejrzanego i pokrzywdzonego w jednej osobie. I nie ma się co dziwić, że kogoś może krew zalać. Nawet, jeśli nie cierpi na hemofilię.



    Sto tysięcy litrów

    Docent doktor habilitowany Magdalena Łętowska z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie: - Z krwi uzyskuje się krwinki czerwone, krwinki białe i osocze. Osocze z kolei zawiera około dwustu białek, które ekstrahuje się w laboratoriach frakcjonowania osocza. Pacjentowi cierpiącemu na hemofilię rzadko podawane może być całe osocze, najczęściej podaje się wyizolowane białko konkretnego czynnika, którego niedobór występuje w osoczu krwi pacjenta. Każdego roku przetwarzanych jest w Szwajcarii sto tysięcy litrów osocza, pobranego od polskich honorowych krwiodawców. To koszt rzędu 25 milionów złotych.




    Genetyka i osocze

    Jak szacuje Instytut Hematologii i Transfuzjologii, w skali całego świata z każdym rokiem spada popyt na preparaty powstające z osocza poprzez frakcjonowanie. Na przykład w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych czynniki (białka) krzepnięcia krwi pozyskiwane dotychczas z osocza zastąpiono całkowicie preparatami wytwarzanymi metodami inżynierii genetycznej.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo