Ich ziomek kazał zabić?

    Ich ziomek kazał zabić?

    Agata DZIEKAN

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Wielki świat biznesu, polityki, bogactwo, kontakty, układy. Ludziom z Lubziny koło Dębicy nie mieści się to w głowie. Oni żyją zwyczajnie - praca, dom, kłopoty z bezrobociem, pieniędzmi na rodzinę. Rodzice Edwarda Mazura też tacy byli. - A ich syn?! Zlecił zabójstwo?! - kiwa głową pomarszczona kobieta na przystanku autobusowym.

    Była godzina 22, 25 czerwca 1998 roku. Marek Papała, niedawno zdymisjonowany komendant główny policji, podjechał na parking przed swoim blokiem przy ulicy Rzymowskiego w Warszawie.
    Ktoś do niego podszedł. W śledztwie wyszło, że Papała chwilę z tym człowiekiem rozmawiał. Później padły strzały. Pistolet miał tłumik. Były komendant zginął na miejscu. Znalazła go żona. Mimo przesłuchania kilkuset świadków, do dzisiaj nie ma wiarygodnego rozstrzygnięcia, kto stoi za morderstwem.

    Czy zlecił je Edward Mazur? Bogaty biznesmen z polskim i amerykańskim paszportem?

    Media są pełne informacji o jego powiązaniach ze szczytami polskiej sceny politycznej, świata biznesu, podejrzanych interesów, nielegalnych działań. Wiadomo, że dorobił się fortuny i słynął z wystawnych przyjęć. Ale, czy kiedy dorastał coś zapowiadało jego niezwykłą karierę? Spróbowaliśmy to sprawdzić. 58-letni Edward Mazur wychowywał się w Lubzinie, wiosce położonej dziesięć kilometrów od Dębicy.



    Towarzysz dziecięcych zabaw

    W wiosce niebezpiecznie, bo leży przy głównej trasie na Rzeszów. Trudno spokojnie przejść na drugą stronę ulicy. Samochody pędzą, jak szalone. Dużo huku.

    Zbigniew Mazan, właściciel zakładu betoniarskiego znał Edwarda. Chodzili razem do szkoły. - Ale, że zamieszany w zabójstwo, nie słyszałem. Ja telewizji mało oglądam - tłumaczy.

    - Cichy był, uczył się dobrze. Ale za wiele nie pamiętam, bo to już tyle lat. Od podstawówki go nie widziałem - pan Zbigniew pamięta za to, gdzie mieszkał mały Edward. - O, w tym domu z czerwonej cegły, koło tej kapliczki - pokazuje.

    Dom skromny. Budynek i podwórko od sąsiednich posesji wyróżnia pedantyczny porządek. Widać, że ktoś cały czas dba, żeby wszystko leżało na swoim miejscu. Próbujemy wejść, ale furtka w ogrodzeniu nie ustępuje. Pewnie zamknięta.

    - Trzeba mocniej pchnąć - instruuje sąsiadka. Edward to był jej towarzysz dziecięcych zabaw. - A później, kiedy wyjechał, odwiedzał panią? - dopytujemy się.

    - Jak przyjechał, to zawsze do mnie: "cześć", ja do niego: "cześć" - opowiada kobieta. - Zapytał jeszcze, co słychać. Ale obiecywał, że kiedyś wpadnie do mnie na dłużej i pogadamy o dawnych czasach. Ale tak wychodziło, że albo on nie miał czasu, albo mnie nie było w domu. Teraz to już pewnie tego nie zrobi.

    O jego bogactwie wie tyle, co z telewizji. W Lubzinie się z tym nie obnosił. - Elegancki, przystojny był. Przyjeżdżał z kierowcą, ale o sobie nie opowiadał - dodaje.

    - Winny morderstwa? - Wątpi, ale z drugiej strony... - Dla pieniędzy ludzie robią wszystko.

    Mówi, że ten dom z cegły to nie jest dokładnie rodzinny dom Edwarda Mazura. Tu wcześniej stał inny. Ale właśnie to miejsce zawsze odwiedzał. Przyjeżdżał do siostry i siostrzenicy.

    Siostrzenica, pani Jadwiga, kobieta w średnim wieku, uśmiechnięta i sympatyczna, grzecznie odmawia rozmowy. - Ciągle ktoś dzwoni, takie zainteresowanie. Po co mi to? - tłumaczy.

    Jednak opowiada: - Wujek przyjeżdżał raz w roku. Na Wszystkich Świętych. Na grób ojca.

    Kreci głową: - Pieniądze? Pomoc? Przecież człowiek też ma ręce do pracy. Sami dobrze sobie radziliśmy.

    Nie wierzy, że podejrzenia wobec niego się sprawdzą.



    To był grzeczny chłopak

    Z Edwardem Mazurem do szkoły chodziła też Krystyna Marć. Dokładnie do tej, która sąsiaduje z domem jego siostrzenicy Jadwigi. Dzieci z Lubziny dalej się w niej uczą.

    - Razem się wychowywaliśmy. Dobry, grzeczny, dobrze się uczył - nie znajduje żadnych krytycznych słów. I też nie wierzy w jego winę.

    Pochodził z ubogiej rodziny. Miał pięcioro rodzeństwa. Jego rodzice, tak jak wszyscy w wiosce, uprawiali małe poletko i z tego utrzymywali dzieci. Ale przecież tyle lat minęło... - Wyjechał do Ameryki, jak miał 15 lat - przypomina sobie.

    Później spotkała go tylko raz. Przywitał się i tyle. Wyglądał na bogacza. Samochodu sam nie prowadził. Pamięta, że go ktoś przywiózł.

    Niektórzy mieszańcy Lubziny pilnie śledzą sprawę. - Najpierw to nie wiedziałam, czy to o niego chodzi. Bo niby zdjęcia w gazetach są, ale bardzo się zmienił na twarzy. I ten czarny pasek na oczach - puszysta kobieta opowiada, że ma gazetę z takim zdjęciem z 12 marca. Ale się domyślała. Zdradza, że o podejrzeniach wobec Mazura słyszała już dawno. - Pamiętam, że wtedy mój syn chodził do zerówki, a teraz już jest w szóstej klasie. To niech sobie pani obliczy. Jadźka mi o tej sprawie wspominała. I nawet miała mi gazetę na ten temat pokazać. Ale w końcu nie pokazała, a sama się przecież nie będę dopominać.



    Przestępstwo się przedawni!

    Na przystanku, kilometr od domu siostrzenicy Edwarda Mazura, kobieta z pomarszczoną twarzą chętnie rozmawia o skandalu z ich krajanem. Znała go tylko z widzenia, ale ma swoje spostrzeżenia: - Bogaty był. A co z ludźmi robią pieniądze? Wszedł pewnie w jakieś układy, bał się, że jego przekręty wyjdą na jaw, to kazał zabić. Ale pewnie nic mu nie zrobią. Przedawni się albo co innego.



    Kariera w biznesie

    Edward Mazur wyjechał do Stanów Zjednoczonych z matką w latach sześćdziesiątych, zaraz po śmierci ojca. Miał tam wujka. Przejął po nim piekarnię. Tak zaczęła się jego kariera w biznesie. Później zajmował wysokie stanowiska menedżerskie w firmach "United Technologies", "Lockheed Martin", "AG McKee & Co.", spółce "Cargill", "Stream Communications". W latach osiemdziesiątych zaczął często odwiedzać Polskę. Tu też postanowił prowadzić swoje interesy. Założył firmę "Bakoma". Kupił dom pod Warszawą i to w nim, jak przedstawiają dziennikarze ogólnopolskich pism urządzał swoje słynne przyjęcia, na których spotykali się ludzie kojarzeni teraz z wykrytymi ostatnio aferami, politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, oficerowie służb specjalnych.




    Znajomość z Papałą

    Edward Mazur znał ponoć Marka Papałę od 1997 roku. Przyjaźnili się. Jako jedna z ostatnich osób widział żywego generała.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo