Dają nura w inny świat

    Dają nura w inny świat

    Wioletta WOJTKOWIAK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Mariusz Wydro i Jacek Łągwa, muzyk zespołu "Ich Troje", który dwa lata temu przed nurkowaniem w zbiorniku w podtarnobrzeskim Piasecznie

    Mariusz Wydro i Jacek Łągwa, muzyk zespołu "Ich Troje", który dwa lata temu przed nurkowaniem w zbiorniku w podtarnobrzeskim Piasecznie prosił - z obawy przed fanami - by utrzymać to w tajemnicy. ©archiwum Mariusza Wydro

    Mariusz Wydro i Jacek Łągwa, muzyk zespołu "Ich Troje", który dwa lata temu przed nurkowaniem w zbiorniku w podtarnobrzeskim Piasecznie

    Mariusz Wydro i Jacek Łągwa, muzyk zespołu "Ich Troje", który dwa lata temu przed nurkowaniem w zbiorniku w podtarnobrzeskim Piasecznie prosił - z obawy przed fanami - by utrzymać to w tajemnicy. ©archiwum Mariusza Wydro

    - Ostatnio, pierwszy raz w życiu spotkaliśmy rekiny. Strach przyszedł dopiero po wyjściu na powierzchnię, kiedy ludzie ochłonęli - opowiada Mariusz Wydro, płetwonurek i założyciel Tarnobrzeskiego Centrum Nurkowego IDA-OCTOPUS, z którym pod wodę wyprawia się coraz więcej amatorów wrażeń. Bo nurkowanie powoli staje się modne. Kto szuka piękna, spokoju i ciszy, musi to po prostu zoba-czyć.

    Mariusz Wydro, zawodowy strażak, nurkuje od prawie 20 lat. Jego przygoda zaczęła się banalnie, wspomina. Dosyć długo chorował. Kiedy lekarze orzekli, że jest zdrowy, chciał się upewnić i zrobił kurs ratownika wodnego.

    - Wtedy postanowiłem, że chcę być płetwonurkiem. Jeździłem trzy razy w tygodniu do wojskowego klubu wodnego w Stalowej Woli. Po takiej szkole człowiek zostawał prawdziwym nurkiem. Kurs był ciężki, trwał osiem miesięcy i obejmował nurkowanie w każdych warunkach, nawet pod lodem. To nie to samo co teraz. Dzisiaj kurs trwa tylko miesiąc, jest okrojony.

    Po służbie wojskowej - w lotnictwie, bo nie było już miejsca w jego specjalności, zaczął podnosić swoje kwalifikacje i robi to nieustannie. Na jego wizytówce widnieją skróty LOK (Liga Obrony Kraju - polska organizacja, która nadaje uprawnienia płetwonurkom) oraz IDA-CMAS** (międzynarodowa organizacja najlepiej rozpoznawalna na świecie).

    Mariusz Wydro jest dwugwiazdkowym instruktorem, to znaczy, że może przeprowadzać szkolenia na wszystkie stopnie, a nawet wyszkolić drugiego instruktora. Jest trenerem w dziewięciu specjalnościach między innymi: nurkowanie głębokie, pierwsza pomoc, nurkowanie nocne, pod lodem, w silnym prądzie wody, na wrakach. Takich jak on - master instruktorów - jest w Polsce niewielu. W dodatku posiada uprawnienia nadane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. Na Podkarpaciu takich instruktorów jest czterech - dwóch właśnie w Tarnobrzeskim Centrum Nurkowym, które jako pierwsze i jedyne w południowo-wschodniej Polsce szkoli w międzynarodowym systemie IDA/CMAS.

    - Centrum istnieje od 2001 roku, ale nasi instruktorzy mają w szkoleniach ponaddziesięcioletnie doświadczenie. Szkolimy strażaków, policjantów i żołnierzy. Uprawnienia wydawane przez centrum uznają szkoły strażackie Państwowej Straży Pożarnej - mówi z dumą Mariusz Wydro. Nurkowanie to dla niego coś więcej niż praca. To filozofia życia.



    Lekarze pod wodą

    Przeszkolił już w Tarnobrzegu około 60 osób. Ma opinię świetnego fachowca. Na kursy zapisują się mieszkańcy od lat 8 do 60. Na jednym biegunie uczniowie i studenci, na drugim ludzie z ustabilizowaną sytuacją życiową, którzy mają czas i pieniądze na coś jeszcze poza pracą. Chętnie korzystają z ofert turystycznych i wyjeżdżają nurkować na ciepłe morza Chorwacji, Egiptu. W tym gronie najwięcej jest lekarzy i biznesmenów. - Może dlatego, że nie narzekają na brak pieniędzy - śmieje się instruktor.

    Janusz Kamiński, lekarz rodzinny z Tarnobrzega, połknął bakcyla będąc lekarzem resortowym w Poliklinice Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Zajmowałem się służbowo także zdrowiem płetwonurków pracujących w straży pożarnej. Udało mi się zrobić kurs patofizjologii nurkowania, potem zanurkowałem i zacząłem jeździć.

    Polskich wód nie lubi, jak prawie wszyscy. Ulubione miejsca jego wypadów to Morze Śródziemne i Morze Czerwone. - Ciepło, relaks, oderwanie od rzeczywistości. Rafy są rewelacyjne, widoki pod wodą niewiarygodne, jeszcze jak stanie się "twarzą w twarz" z wielką rybą...

    Wrażeń szukał też pod wodą inny tarnobrzeżanin Wojciech Wiśniewski, ordynator oddziału chirurgii szpitala w Nowej Dębie. Pierwszy raz zanurkował dwa lata temu. - Nie mam jeszcze dużego doświadczenia, byłem tylko w Chorwacji. Pływanie jest urzekające, to fajna przygoda, jeśli ktoś lubi statyczne dyscypliny. Nurkowanie może uprawiać każdy. Ja szukam ekstremalnych sportów i dlatego spróbowałem też nurkowania, ale nie poświęcę mu całego wolnego czasu, bo mam jeszcze większe pasje. Moim sportem numer jeden są narciarstwo i surfing.

    O tych lekarzach Mariusz Wydro mówi - bardzo spokojni, opanowani, dobrzy partnerzy. Nie mają postawy "ja już wiem wszystko", potrafią zapytać, podyskutować o tym, co przeczytali, podpowiedzieć. Często spotykam lekarzy, bardzo dobrze się z nimi nurkuje.

    Pod wodą można spotkać też laryngologa Jarosława Stępnia z Tarnobrzega, Zbigniewa Golę, lekarza ze Stalowej Woli, Antoniego Misiora, właściciela sieci sklepów meblowych "Halmar". Ze znanych pań daje nura Małgorzata Kucharska, dyrektor Biura Zarządu Podkarpackiego Klubu Biznesu. Kobiet nurkujących jest dużo mniej, ale reprezentują wysoki poziom. Do perfekcji opanowały oddychanie pod wodą i znajomość sprzętu, pomaga im spokój i pewność siebie.

    Z ciekawostek. Na jeden z kursów, które Tarnobrzeskie Centrum Nurkowe prowadzi w różnych miejscach kraju trafił Jacek Łągwa, muzyk zespołu "Ich Troje". Było to dwa lata temu, kiedy zespół był u szczytu kariery. - Zobaczył notkę w prasie i zadzwonił. Nurkowaliśmy wtedy w Piasecznie, w absolutnej tajemnicy przed wszystkimi. Łągwa bardzo o to prosił. Żartował, że Wiśniewski miał ochotę, ale pewnie nie byłoby to możliwe bez ośmiu ochroniarzy.



    Zbadaj się

    Nadal od ciekawości silniejszy jest strach. To wcale nie tak, że nurkować nie można, jeśli się nie umie świetnie pływać. Jednak ta umiejętność uprzyjemni przygodę. Oprócz tego bardzo ważne są dobre chęci i zaangażowanie. Bez tego ani rusz.

    Zanim ktoś zapisze się na kurs, może się sprawdzić w niedzielę na basenie w Tarnobrzegu i Stalowej Woli. Pierwsze lekcje pokazowe w Tarnobrzeskim Centrum Nurkowym są bezpłatne, właśnie po to, żeby poczuć namiastkę uczucia i zastanowić się, czy o to chodziło.

    Chociaż bywają tacy, którzy już w trakcie kursu kupią sprzęt. Pojadą raz, drugi na głęboką wodę i kończą z nurkowaniem. Nie mogą się przełamać. Panuje przekonanie, że ten kto raz nurkował w polskich wodach, zimnych i mętnych, i pokonał w sobie barierę psychiczną, ten może już nurkować wszędzie. Wszelkie trudy wynagrodzą przejrzyste, ciepłe wody Morza Czerwonego i Śródziemnego. Egipt i Chorwacja to najczęstsze kierunki wyjazdów tarnobrzeskich nurków. Jeśli ktoś nie ma własnego sprzętu, pożycza w centrum.

    Naukę nurkowania zaczyna się dopiero po badaniu lekarskim. Klubowy lekarz Janusz Kamiński, jeden z trzech patofizjologów nurkowania na Podkarpaciu, orzeka o przydatności kandydatów od sześciu lat. - Nie można mieć astmy, źle opanowanej cukrzycy. Takie choroby, jak padaczka dyskwalifikują i inne schorzenia, które grożą utratą przytomności pod wodą, bo to są warunki ekstremalne - ostrzega.

    Niektóre defekty wcale nie przekreślają szans na zwiedzanie podwodnego świata. - Słyszeliśmy o przypadkach, że lekarz nie podpisał zgody na nurkowanie u kogoś z wadą wzroku. To bez sensu. Kupuje się maskę ze szkłami korekcyjnymi i po problemie. Jeśli jest skrzywiona przegroda nosowa robi się zabieg chirurgiczny.



    Bezpieczniej niż na ziemi

    - Nurkowanie to najbezpieczniejszy ze sportów ekstremalnych - przekonuje Mariusz Wydro. Trudno w to uwierzyć, ale jednak. Weźmy taki skok z bungee. Jeśli się nie uda i nawet jeśli skaczący przeżyje, to i tak w najlepszym przypadku czeka go wózek inwalidzki.

    Załóżmy, że zepsuje się cokolwiek na głębokości 20-30 metrów: brakło powietrza, zerwało maskę, straciliśmy płetwy - średnio zdrowy człowiek jest w stanie wynurzyć się na powierzchnię bez większych problemów. Nawet jeśli został sam, bo partner gdzieś odpłynął. To prawo fizyki. W płucach zawsze zostanie nam resztka powietrza. Pozostaje tylko zapanować nad emocjami.

    Jak w każdym sporcie i tu zdarzają się wpadki - hiperwentylacja, omdlenia, zasłabnięcia - najczęściej osobom niedoświadczonym, świeżo po kursie albo starym wygom, którzy stwierdzili, że już wszystko umieją. - Trzeba wierzyć we własne możliwości, trzeba się szkolić, ale trzeba pamiętać, że to nie jest chodzenie po ziemi. Woda uczy pokory, trzeba zachować respekt, ale bez przesady. Łatwiej zginąć jeżdżąc samochodem - uważa Mariusz Wydro.



    Niespodzianka dla Państwa

    Pierwsze 10 osób, które zgłoszą się na kurs płetwonurkowania do Tarnobrzeskiego Centrum Nurkowego i przyjdą z gazetą "Echo Dnia" dostanie na własność zestaw ABC - maska, rurka i płetwy.




    IDA - na całym świecie

    Międzynarodowe Stowarzyszenie Osób Nurkujących (IDA - Internationally Diving Association) zostało założone w czerwcu 1996 r. na podstawie pomysłu, którego nadrzędnym celem było połączenie fachowości wielu amerykańskich federacji oraz aktualnych osiągnięć w dziedzinie nurkowania wraz z wysokimi standardami procesu treningowego Centrum Nurkowania VDST/CMAS. Głównym założeniem Stowarzyszenia IDA jest edukacja połączona z treningiem instruktorów nurkowania z całego świata w oparciu o najnowsze standardy i niezwykle innowacyjne metody nauczania. Nauczyciele - instruktorzy Stowarzyszenia IDA są gwarantami bezpiecznej i łatwej nauki nurkowania. Stowarzyszenia IDA funkcjonują w następujących krajach: Polska, Irlandia, Malta, Chorwacja, Ibiza, Majorka, Costa Brawa, Francja, Egipt, Tajlandia, Dominikana i inne.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo