Ameryka dodaje wiary

    Wioletta KAMIŃSKA

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Studiując w Stanach Zjednoczonych Tomek poznał swoją żonę Basię. Przyjechała w ramach wymiany młodzieży. Kilka tygodni temu wzięli ślub w Polsce. Na

    Studiując w Stanach Zjednoczonych Tomek poznał swoją żonę Basię. Przyjechała w ramach wymiany młodzieży. Kilka tygodni temu wzięli ślub w Polsce. Na weselu wystąpił "Dunajec". ©Wioletta Kamińska

    Studiując w Stanach Zjednoczonych Tomek poznał swoją żonę Basię. Przyjechała w ramach wymiany młodzieży. Kilka tygodni temu wzięli ślub w Polsce. Na

    Studiując w Stanach Zjednoczonych Tomek poznał swoją żonę Basię. Przyjechała w ramach wymiany młodzieży. Kilka tygodni temu wzięli ślub w Polsce. Na weselu wystąpił "Dunajec". ©Wioletta Kamińska

    Pojechał do Stanów Zjednoczonych, na wakacje - zarobić trochę kasy i podszkolić język. Po miesiącu zadzwonił do rodziców z informacją, że nie wraca. Będzie studiował w Stanach. Zaproponowano mu stypendium i prowadzenie zespołu ludowego. Dziś umiejętności choreograficzne Tomka Kielara ze Stalowej Woli prezentuje sześć polonijnych zespołów ludowych. A wszystko zaczęło się od stalowowolskich "Lasowiaków" i ich choreografa Marka Zaremby.

    Marzenia zaczął realizować już jako dziecko

    - Zapisałem się do "Lasowiaków" w wieku siedmiu lat. Rodzice dowiedzieli się o tym dopiero, kiedy zaprosiłem ich na swój pierwszy występ. Byli zdziwieni, ale i dumni - wspomina 28-letni Tomek Kielar ze Stalowej Woli.

    Tomek już jako mały chłopiec lubił oglądać występy par tanecznych w telewizji. Od dziecka marzył, że będzie tańczył. Bardzo podobał mu się taniec towarzyski. Ze względów finansowych nie mógł się go uczyć, więc zapisał się do stalowowolskiego zespołu folklorystycznego "Lasowiacy", gdzie pod czujnym okiem nauczyciela i choreografa Marka Zaremby tańczył przez 16 lat. Z czasem zaczęła pociągać go choreografia. Postanowił spróbować swoich sił w tej dziedzinie i po namowach Zaremby, zaczął uczyć dzieci w szkołach. Po drugim roku studiów wyjechał do Stanów Zjednoczonych. - Chciałem poduczyć się języka i zarobić trochę kaski - mówi. - Zaczynałem na budowie. Ale szybko zrozumiałem, że to nie dla mnie, chciałem wrócić. Znajomi z "Lasowiaków", których tam spotkałem, usilnie namawiali mnie, abym został i kontynuował studia w Stanach. Mógłbym też tańczyć w zespole ludowym przy jednej ze szkół w Denwer, zwłaszcza że kiedyś z "Lasowiakami" tam występowaliśmy - dodaje.

    Początkowo Tomek nie mógł sobie wyobrazić studiowania w obcym języku na obcej uczelni, zwłaszcza - że jak mówi - jego angielski nie był najlepszy. Ale długo nie trzeba było go namawiać. Telefonicznie poinformował rodziców, że nie wraca. Będzie studiował w Ameryce.



    To zespoły szukały Tomka

    Przy jednej z prywatnych uczelni w Denwer, gdzie stalowowolanin rozpoczął naukę istniał folklorystyczny zespół studencki "Galicja". Tomek poszedł na jedną z prób. Zaprezentował swoje zdolności. Przyjęli go. Tańczył i pomagał przy choreografii. Po semestrze szkolnym zaproponowano mu stypendium i poproszono, aby został w Stanach, studiował wymarzony marketing i poprowadził "Galicję".

    - I tak minęło pięć lat - śmieje się Kielar. - Wiem, że to brzmi jak bajka, ale tak było. Podobno mam szczęście w życiu. Ale pewnie dlatego, że staram się do wszystkiego podchodzić pozytywnie i jakoś tak się układa. A może czuwa nade mną jakaś opatrzność - dodaje.

    Praca z "Galicją" była początkiem choreograficznej kariery Tomka. Praktycznie w tym samym czasie odwiedził "Parafię Częstochowa", skupisko polonii amerykańskiej, gdzie działał dorosły zespół ludowy "Dunajec" i właśnie powstawał dziecięcy zespół o tej samej nazwie.

    - Ksiądz Mirosław Rakowski, założyciel zespołu poprosił mnie o poprowadzenie próby z dziećmi. Poszedłem tam zupełnie na żywca. Po próbie ksiądz stwierdził: zostajesz. I tak zostało. Jestem z nimi od pięciu lat. Mam już pierwszych wychowanków w dorosłej grupie - opowiada Tomek. I dodaje: - Od tego momentu z roku na rok kolejne zespoły proponowały mi pracę. Ja nigdy żadnego nie szukałem, to one zawsze znajdowały mnie.

    I tak w 2002 choreograf ze Stalowej Woli rozpoczął karierę w zespole "Polanie". Napisał im choreografię na Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie, po którym zaproponowano mu poprowadzenie zespołu. Później pojawiły się kolejne grupy. Dziś jest ich w sumie sześć.



    Amerykanie kochają polski folklor?

    Jedynym zespołem, jaki Tomek uczy po polsku jest "Dunajec", który liczy około 100 osób. - Te dzieciaki czują się prawdziwymi Polakami. Są zakochani w polskim folklorze i świetnie się z nimi pracuje, bo oni to bardziej czują. Poza tym doskonale mówią i znają polską kulturę. Pozostałe zespoły uczę w języku angielskim. To są w większości Amerykanie polskiego pochodzenia. Lubią nasz folklor, chcą się go uczyć, bo to jest żywe. Najbardziej nakręca ich możliwość występu na festiwalu, pokazania się, co daje poczucie bycia najlepszym, a to takie typowo amerykańskie - stwierdza Tomek.

    Polski folklor tańczą też ludzie zupełnie nie spokrewnieni z Polską i naszą kulturą. Przykładem jest Irakijczyk, który przyszedł na próbę "Dunajca" i zapragnął tańczyć w zespole. W końcu polskość tak mu się spodobała, że zaczął uczyć się polskiego języka. Tomek twierdzi, że polski folklor podoba się ludziom na Zachodzie, bo jest skoczny, szybki, kolorowy, wrażenie robią kostiumy, dlatego tak chętnie tworzone są zespoły ludowe i ludzie chcą w nich tańczyć. Chcą też o nich słuchać i czytać, czego najlepszym dowodem jest zainteresowanie osobą Tomka wśród amerykańskich mediów. W 2000 roku Tomek na temat polskiego folkloru udzielał wywiadu jednej z gazet, rok później reportaż przeplatany filmami z występów prowadzonych przez niego zespołów nagrała amerykańska telewizja miejska.



    Nie "widzi się" w Ameryce

    W tym roku Tomek przyjechał na Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych do Rzeszowa z dwoma zespołami: "Polanie" i "Dunajec". Przez osiem dni tańczyli, uczyli się i dawali koncerty wyjazdowe. Artyści wrócili do domów, Tomek Kielar został w kraju. Co prawda, nie na długo, ale swojej dalszej przyszłości nie wiąże ze Stanami. Zapewnia, że wróci do Polski. Nie "widzi się" na stałe w Ameryce.

    - Nie chcę, aby moje dzieci były wychowywane tak jak amerykańskie, czyli rodzice cały dzień w pracy, od której bardzo jest się uzależnionym, a dzieci przez cały dzień pod okiem opiekunki. Ja tak nie chcę. Dla mnie duże znaczenie ma rodzina. Chcę, aby więź między dziećmi a rodzicami była silna. To rodzice mają obowiązek i powinni wychowywać swoje potomstwo. Poza tym wielu moich znajomych Polaków ma dzieci, które urodziły się w Stanach i tak się przyzwyczaiły do tamtego życia, że nie chcą nawet mówić po polsku. Nie wyobrażam sobie, że moje dziecko nie mówi w naszym języku...

    Nim wróci do kraju, Tomek chce w Stanach skończyć jeszcze jeden kierunek studiów: informatykę albo ekonomię. Z tymi dziedzinami wiąże swoją przyszłość i karierę po powrocie do kraju. Choreografia zawsze - jak zapewnia - będzie jego pasją i na pewno z niej nie zrezygnuje, "ale przyszłości nie można opierać tylko na jednym zawodzie". Poza tym wierzy, że amerykańskie studia i dobry angielski pozwolą mu znaleźć dobrą pracę.

    - Ameryka uczy pozytywnego myślenia i optymistycznego podejścia do świata. Dodaje wiary. Poza tym, jak już mówiłem, jestem szczęściarzem i mam nadzieję, że zawsze tak będzie - mówi.



    Ma talent

    Marek Zaremba, choreograf zespołu "Lasowiacy", pierwszy nauczyciel Tomka Kielara - Jestem bardzo szczęśliwy i dumny z Tomka i jego osiągnięć. Praktycznie od dziecka go prowadziłem. Był nawet taki moment, że był moim asystentem. Z jednej strony ogromie ubolewam, że wyjechał i opuścił zespół, z drugiej strony, jestem dumny z tego, że prowadzi tak znakomite zespoły w Stanach Zjednoczonych. Staram się jak najwięcej mu pomóc i wesprzeć różnymi materiałami tekstowymi, dźwiękowymi czy nawet kontaktujemy się ze sobą i doradzam mu, bo ja już w sumie 40 lat jestem czynnie związany z folklorem. Śledzę jego karierę i widzę, że doskonale sobie radzi. Oglądałem jego zespoły na festiwalu w Rzeszowie i mogę być dumny z tego, że jest to mój wychowanek. Zawsze będę mu pomagał i wymieniał się z nim doświadczeniami. Szkoda, że nie ma go przy mnie i nie może ze mną współpracować. Niemniej to, że tak daleko prowadzi tyle zespołów z takim znakomitym skutkiem świadczy o jego talencie i twórczych pomysłach. Widać u niego też talent pedagogiczny. A to ważne, bo można znakomicie tańczyć, a nie umieć tego przekazać. Cieszę się, gratuluję mu i życzę jak najlepiej.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo