Nie przemielimy tej monografii

    Nie przemielimy tej monografii

    Klaudia TAJS

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Po dwudziestu latach oczekiwań Tarnobrzeg doczekał się pierwszej części monografii. Niestety, wraz z ukazaniem się książki, w mieście wybuchł skandal. Najpierw okazało się, że we wstępie autor książki krytykuje lokalne władze za brak chęci współpracy podczas opracowywania dziejów miasta. Potem wyszło na jaw, że kilku pracowników Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, którzy przez trzy lata składali monografię w jedną całość, nie otrzyma od lokalnych władz nawet złotówki.

    Redaktorem pierwszej części monografii przedstawiającej dzieje Tarnobrzega w latach 1593-1939 jest krakowski historyk profesor Feliks Kiryk.
    Historyk, który podczas promocji książki w Miejskiej Bibliotece Publicznej, dał upust swoim emocjom, a na lokalnych władzach nie pozostawił suchej nitki. Jego wypowiedź o braku zaangażowania obecnych gospodarzy miasta w proces powstania monografii była na tyle drażliwa, że wzbudziła zdziwienie wśród pracowników biblioteki.

    Swoje niezadowolenie profesor wyraził także we wstępie do monografii, w której napisał: - (...)Kiedy w 1999 roku udało się skompletować wszystkie prace cząstkowe i pozycję można było oddać do druku, zabrakło woli ze strony władz miejskich do opublikowania powstałego z tak wielkim trudem dzieła(...)"

    Zapewne dlatego wśród postaci, którym profesor dziękuje za pomoc w przygotowaniu dzieła, zabrakło nazwisk przedstawicieli samorządu miasta Tarnobrzega.



    Trzeba spisać dzieje

    Pod koniec lat sześćdziesiątych większość polskich miast postanowiła wejść w posiadanie własnych monografii. Wśród nazwisk, które zajmowały się tworzeniem dziejów dominowało nazwisko Feliksa Kiryka, krakowskiego historyka. W Tarnobrzegu o potrzebie spisania monografii zaczęto głośno mówić w połowie lat osiemdziesiątych. Jednym z tych, który przyczynił się do powstania książki jest Wiesław Lichota, obecny dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnobrzegu.

    - W 1986 roku byłem wiceprezydentem, zaś rok później zostałem prezydentem miasta - wspomina. - Wtedy Tarnobrzeg znany był jako zagłębie siarkowe. Nikt nie myślał o upadku "siarki". A jednak ja miałem przeczucie. Wiedziałem, że miasto musi po sobie coś zostawić. Najlepszą pamiątką jest dzieło spisane, które można podarować bliskim za granicą i w kraju. Do którego można odwołać się w każdej chwili.

    Kiedy Wiesław Lichota poprosił profesora Kiryka o zebranie materiału i stworzenie monografii, ten zgodził się. Opracowanie cząstkowych materiałów powierzył kilku wybitnym historykom reprezentującym ośrodki akademickie w Krakowie, Rzeszowie, Lublinie i Kielcach. Swój udział w powstaniu dzieła ma także tarnobrzeski historyk Adam Wójcik-Łużycki, który skoncentrował się na opisie zabytków Tarnobrzega.

    - Dzieło miało ukazać się w 1993 roku, na 400-lecie Tarnobrzega - wspomina Wiesław Lichota. - Niestety, nie udało się dotrzymać terminu



    12 lat później

    Monografię wydano 12 lat później. Uroczystą promocję książki zorganizowano przed kilkunastoma dniami w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Wśród wielu zaproszonych gości zabrakło przedstawicieli lokalnych władz.

    - To dziwne, że przy tak ważnym wydarzeniu, na które wszyscy czekali od kilku lat, są nieobecni ci, którzy tworzą jego historię - mówił podczas promocji profesor Feliks Kiryk. - Nie rozumiem, jak można się zachwycać kilometrem chodnika, o którym za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał. Tymczasem brakuje słów uznania dla monografii, która jest trwała i dostępna w każdej chwili. Nie rozumiem także tego, że wiele mniejszych miast w Polsce posiada kilka tomów monografii, tymczasem w tym mieście dzieje powstawały z takim trudem.



    Niesnaski i zgrzyty

    Monografia kosztuje 40 złotych. Jest dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej oraz Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega. Kiedy książka znalazła się w obiegu, wyszło na jaw, że profesor Kiryk we wstępie skrytykował postępowanie obecnych władz, zarzucając im brak chęci współpracy przy wydawaniu dzieła. Wśród tych, którym profesor dziękuje jest Adam Wójcik-Łużycki, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, Zofia Czub, dyrektor Muzeum Okręgowego w Sandomierzu oraz Wiesław Lichota, były prezydent Tarnobrzega, jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. I właśnie postać tego ostatniego wzbudza największe kontrowersje wśród przedstawicieli tarnobrzeskiego samorządu, reprezentującego bądź co bądź prawicowe poglądy.

    - To śmieszne, że we wstępie jest wzmianka o prezydencie, który kierował tym miastem w czasach Polski Ludowej, a nie ma nic o ludziach obecnie rządzących - mówi jeden z radnych (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). - Przecież to jest książka o naszym mieście, jak można było do tego dopuścić. Podobno ktoś z rządzących zdecydował, że skoro we wstępie nie ma słowa o obecnej władzy, monografia idzie na przemiał. To już lekka przesada, aby praca tylu ludzi poszła na marne.

    Zdaniem profesora Kiryka, można, a nawet trzeba było pominąć wkład obecnej władzy w powstanie monografii. Według niego, fakt, że władze, mimo kilkukrotnych próśb w sprawie dofinansowania monografii, nabrały wody w usta, należy nazwać karygodnym. - Słowo wstępu do monografii tłumaczy wszystko - ucina profesor. - To dzieło rodziło się w wielkich bólach. Z roku na rok oddalała się perspektywa jego wydania. W końcu znaleźliśmy sponsora. Czy po czymś takim miałem dziękować lokalnym władzom?



    Pracowali za darmo?

    Po wydaniu monografii światło dzienne ujrzała jeszcze jedna przykra sprawa. Otóż okazuje się, że kilku pracowników Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, którzy składali poszczególne artykuły napisane przez naukowców w jedną całość, za swoją pracę nie dostanie nawet złotówki. Ich rola w powstaniu dzieła jest znaczna, ponieważ to oni przepisali na komputerze dwa tysiące ręcznych zapisów naukowców. To oni zadbali o stylistkę i końcowy efekt monografii. Dlatego kiedy po zakończeniu pracy wysłali do prezydenta miasta pismo, w którym proszą o uregulowanie należności z swoją pracę, niemile się rozczarowali.

    - Trzy lata pracy wyceniliśmy na 4 tysiące złotych - mówi jeden z pracowników. - Zważywszy na wkład naszej pracy, suma nie jest wygórowana. Godzinami ślęczeliśmy przy komputerach, przepisując rękopisy. Jest to materiał historyczny, w którym nie może być pomyłek. To tysiące dat, nazwisk i wydarzeń. Niestety, władze odpowiedziały nam, że nie możemy liczyć na pieniądze.



    Nie ma skandalu...

    Nieobecność przedstawicieli lokalnych władz na promocji monografii Wiktor Stasiak tłumaczy w następujący sposób: - Trudno witać się z profesorem, który swego czasu napisał do prezydenta Tarnobrzega i przewodniczącego Rady Miasta, że im ręki nie poda - tłumaczy wiceprezydent. - To, że we wstępie zbrakło słów podziękowania dla obecnej władzy, to już sprawa pana profesora.

    Zdaniem Wiktora Stasiaka, mówienie o braku finansowania monografii przez władze miasta jest grubo przesadzone.

    - Ustaliliśmy z dyrektorem Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, które występuje w roli wydawcy książki, że w momencie, kiedy po stronie placówki pojawią się koszty związane z wydaniem monografii, dyrektor wystąpi do miasta o zwiększenie budżetu - przypomina Wiktor Stasiak. - Dwa miesiące temu Rada Miasta dokonała zmian w budżecie i zapewniła pieniądze dla muzeum. W międzyczasie dyrektor muzeum podjął rozmowy z inwestorem, który sfinansował mu koszt druku.

    Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, władze miasta zakupiły od muzeum 300 egzemplarzy monografii, które są wykorzystywane w celach promocyjnych. Za książki miasto zapłaciło ponad 7 tysięcy złotych. Kwota ta pozwoliła pokryć część kosztów poniesionych przez placówkę przy wydawaniu monografii. Miasto wypłaciło także honoraria autorom poszczególnych materiałów, które składają się na całość.



    Nagród nie będzie

    O ile honoraria autorskie zostały wypłacone, o tyle na pieniądze nie powinni liczyć pracownicy muzeum, którzy trzy ostanie lata spędzili nad składaniem poszczególnych artykułów w całość.

    - Odpisałem w piśmie, że nie znajduję formalnej podstawy do uregulowania tych należności - tłumaczy wiceprezydent Stasiak. - Nie podważam znaczenia pracy włożonej przez te osoby, jednak w regulaminie wynagradzania, jaki funkcjonuje w muzeum, nie ma tytułu, z którego prezydent miasta miałby przyznać dyrektorowi ekstra nagrodę lub premię. Owszem, prezydent mógłby przyznać nagrodę pracownikom w dziedzinie kultury, ale tę formę stosuje się raz w roku, z okazji Dnia Tarnobrzega. Zresztą nie są to pracownicy prezydenta, lecz Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, czyli samodzielnej placówki kultury. Jeśli dyrektor uważa, że takie czy inne osoby zasługują na nagrody, to w ramach swojego funduszu płac, może ich dodatkowo wynagrodzić. Jeśli budżet muzeum jest za niski, to dyrektor powinien wystąpić o jego zwiększenie, a on, niestety, takiego kroku nie poczynił.

    Wiktor Stasiak rozwiewa także widmo krążącej po mieście plotki, że monografia z powodu treści zawartych we wstępie, zostanie wysłana na przemiał. - Wstęp do monografii jest jaki jest, ale nikt z nas nie zamierza jej mielić - zapewnia. - Jest to dzieło, na które czekaliśmy tyle lat, dlatego nie możemy go teraz niszczyć.



    Kiedy kolejne tomy?

    Wiktor Stasiak, wiceprezydent Tarnobrzega: - Badając, dlaczego koniec pierwszego tomu kończy się na 1939 roku oraz skąd to duże opóźnienie, ustaliłem, że teksty, które dotyczyły okresu do 1939 roku, nie budziły wątpliwości. Natomiast najbardziej dyskusyjny był tekst napisały przez profesora Bonusiaka z Uniwersytetu Rzeszowskiego, dotyczący okresu II wojny światowej. Od czasu napisania jego tekstu pojawiło się wiele nowych faktów, które w innym świetle pokazują ten okres. Dlatego po wielu dyskusjach uznaliśmy, że skupimy się na wydaniu pierwszego tomu. Kwestie okresu II wojny światowej i powojennego zostawiamy na potem. Pozostałe tomy być może uda się wydać do 2007 roku.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo