Nasz trener dzwoni do wróżki!

    Nasz trener dzwoni do wróżki!

    Arkadiusz KIELAR

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Sławomir Adamus, gdy gryzie go poważny problem, dzwoni do... wróżki. Trener trzecioligowych piłkarzy Stali Stalowa Wola, który został Szkoleniowcem Roku w plebiscycie "Echa Dnia" i Radia "Leliwa", jest w ogóle przesądnym człowiekiem. - Jeżeli czegoś zapomnę z domu, na pewno się nie wrócę. Mogę nawet jechać samochodem do Torunia bez dokumentów, ale powrót jest niemożliwy, bo to przynosi pecha - śmieje się trener "Stalówki".

    Sny i zabobony

    Na tym wcale nie koniec. Sławomir Adamus, gdy coś w meczu pójdzie nie tak, nie założy więcej tej samej koszuli albo krawata. A przed ostatnim meczem sparingowym w czasie przygotowań do sezonu musi się... ostrzyc.

    - Bo potem przed pierwszym spotkaniem, ale już w lidze, nie mogę, to by było pechowe. Potem już kilka miesięcy nie skracam w ogóle włosów - przyznaje trener.

    A jak to jest z tą wróżką?

    - Jestem zabobonny. Jak mi się śni coś wyjątkowego, jakieś białe konie albo ktoś kogoś zastrzelił, to wtedy dzwonię do mojej wróżki, którą jest... żona byłego piłkarza Stali Stalowa Wola, Darka Brytana - Bożena. Pierwsze, co robię rano, to dzwonię do niej i pytam: wygramy czy przegramy? A ona wtedy mnie uspokaja, że wynik będzie korzystny. I jej przepowiednie w 95 procentach się sprawdzają. Dlatego jeszcze jako piłkarze, wychodziliśmy na boisko z Darkiem Brytanem bardzo spokojni, bo wiedzieliśmy, że wygramy (śmiech). Graliśmy razem z Darkiem w KSZO Ostrowiec i awansowaliśmy do ekstraklasy.



    Jędrzejów zamiast Niemiec

    Trener Stali jest nie tylko przesądny, ale i bardzo romantyczny. Dla niego i jego żony Marii w okresie narzeczeństwa nie było przeszkód nie do przeskoczenia, a przede wszystkim... kilometrów. Sławomir Adamus pochodzi z Jędrzejowa, a jego żona aż z Torunia, jednak połączyło ich przeznaczenie...

    - Jak to możliwe, że poznaliśmy się, mieszkając tak daleko od siebie? Tak się zdarzyło, że wyjechałam na szkolny obóz akurat do Jędrzejowa, nie wiedziałam nawet, gdzie to jest -opowiada pani Maria. - Pamiętam, że był to wtedy dla nas duży zawód, bo mieliśmy jechać do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (śmiech).

    - Żona grała w orkiestrze szkolnej, na trąbce. Białe sukieneczki, kozaczki, długie włosy - wspomina z uśmiechem Sławomir Adamus. - A ja akurat miałem wtedy zajęcia z drużyną piłkarską. Chodziliśmy z żoną na obiady do tej samej stołówki, potem jakaś dyskoteka i tak to się zaczęło... A potem listy, spotkania przez trzy lata (śmiech). Wsiadałem w pociąg i jeździłem do niej, rozkłady jazdy znaliśmy na pamięć. Potem grałem w Koronie Kielce, to spotykaliśmy się w połowie drogi z Kielc do Torunia, czyli w Łodzi. Jakoś dawaliśmy sobie radę.



    Noce nieprzespane

    Małżeństwem państwo Adamusowie są już od dwudziestu lat. Co trener Stali planuje kupić swojej żonie na rocznicę ślubu, która wypada w sierpniu? - Na prezenty brakuje mi pieniędzy (śmiech). Ale chyba coś z bursztynu, bo żonie się podoba. Ja wiem, że ciężko mieć męża piłkarza, a potem trenera piłki nożnej. Bo człowiek musi odreagować to, co dzieje się w pracy i do domu przychodzi się wyżalić. Ja przeżywam w domu wszystko na nowo, ale też duszę to w sobie, dlatego przez pół dnia w domu jest cisza. To po porażce, bo po zwycięstwie przychodzę trochę później (śmiech). Jak się wygrywa, to jest od razu dużo pochlebców... A żona też interesuje się piłką, ale patrzy na to z dystansem. I mnie temperuje po sukcesach, mówi że po tygodniu znowu może być pod prąd...

    Czy pani Maria wolałaby mieć męża lekarza albo prawnika? - Gdy decydowałam się na małżeństwo, to nie zwracałam na to uwagi - przyznaje. - Ja zresztą też miałam trochę do czynienia ze sportem, startowałam w szkolnych zawodach, najczęściej w lekkiej atletyce. Ale tylko amatorsko. I chyba wolałabym, by mąż miał stałą pracę.

    - Ja jestem nerwus, impulsywny, to moje wady - przyznaje się Sławomir Adamus. - Wstydzę się na przykład swojego zachowania po ligowym meczu ze Stalą Rzeszów, gdy doszło do spięcia pomiędzy mną a jednym z zawodników gości. Przeprosiłem go, sytuacja mnie przerosła, więcej takiego samego błędu nie popełnię. Jak się wkłada w coś serce, to czasami człowiek nie wytrzymuje... Przyznam też, że przeżywam krytykę, boli mnie, mam nieraz noce nieprzespane. Ale taki jest urok mojego zawodu.



    Czemu tak nie gramy?

    Nerwy szkoleniowiec koi w domu, w Pysznicy, do którego przeniósł się z bloku w Stalowej Woli dwa lata temu. Ma swój ulubiony fotel, w pokoju kominek. - Ten dom to dziesięć lat naszych wyrzeczeń - mówi Sławomir Adamus. - Ale jestem zadowolony, że teraz wychodzę sobie do ogródka po pietruszkę czy marchewkę, a nie biegnę do sklepu z czwartego piętra (śmiech). Tyle że ja z tej pietruszki nic nie ugotuję, bo potrafię zagotować tylko wodę na herbatę. No, jeszcze zrobić jajecznicę, ziemniaki obrać i ugotować.

    Po powrocie do domu trener Adamus wcale jednak nie stara się zająć czymś innym, tylko w głowie ciągle mu... piłka nożna. - Oglądam mecze w telewizji, przeglądam Internet w poszukiwaniu futbolowych nowinek, czytam "Echo Dnia". To mnie uspokaja. Moje ulubione trzy zespoły to Barcelona, Liverpool i Milan, one grają dokładnie to, o co chodzi w piłce. Podziwiam te zespoły i myślę sobie: Kurczę, czemu my tak nie gramy? (śmiech).



    Wywaliło korki

    Ale trener potrafi być też bardzo pożyteczny w domu. - W zimie przynoszę drewno, czyszczę kominek, do mnie należy mycie naczyń. Zaopatruję też dom, robię zakupy, bo żona długo pracuje, zostaje po godzinach w hucie. Także rachunki to moja działka, no i odkurzacz. Wiem, co zrobić z wiertarką, jako elektryk trochę mniej się niestety sprawdzam, bo parę razy w domu wywaliło korki (śmiech).

    Rodzina Adamusów marzy, by wyjechać na urlop gdzieś do ciepłych krajów. - Mieliśmy kiedyś takie wspaniałe wczasy we Władysławowie. Plaża, morze, naprawdę wtedy odpoczęliśmy. Teraz przydałaby się na przykład jakaś Bułgaria. A wszystkie decyzje w domu podejmujemy demokratycznie, nie ma tak, że ktoś rządzi w domu i narzuca swoje decyzje. Nie możemy się tylko zdecydować na psa, bo chcemy takiego, żeby nie trzeba było go wyprowadzać i żeby nie szczekał (śmiech). Na razie córka Patrycja ma żółwia, wcześniej miała królika i świnkę morską.

    Sławomir Adamus przyznaje, że interesuje się też od czasu do czasu polityką. - Oglądam programy Tomasza Lisa, lubię Monikę Olejnik. Tyle że w tej chwili to, co się dzieje w polityce, to dla mnie poniżej pasa. Ja sam nie mam ambicji politycznych, nie chciałbym zostać nawet radnym. Polityka jest dla mnie zbyt "brudna".



    Marzenia o ekstraklasie

    Trener Stali przyznaje nam się, że twardo stąpa po ziemi i nie ma wygórowanych marzeń. Ale... - Chciałbym kiedyś poprowadzić zespół w pierwszej lidze, najlepiej Stal. Zamierzam w tym roku zapisać się do Szkoły Ryszarda Kuleszy w Warszawie, zrobić pierwszą klasę trenerską, bo na razie mam drugą. No i chcę pojechać na słynny stadion "Camp Nou" w Barcelonie. Córka już była, pokazywała zdjęcia. Ja chciałbym przynajmniej dotknąć murawy...



    Sławomir Adamus - trener roku 2005

    Sławomir Adamus urodził się 6 lipca 1961 roku w Jędrzejowie, jest absolwentem Szkoły Trenerskiej Ryszarda Kuleszy, trenerem drugiej klasy. Żonaty, żona Maria, córka Patrycja, ma 19 lat. Kariera zawodnicza - Naprzód Jędrzejów (wychowanek), Błękitni Kielce, Korona Kielce, Stal Stalowa Wola (29 spotkań w ekstraklasie) KSZO Ostrowiec (awans do pierwszej ligi), Pogoń Staszów. Pozycja na boisku - obrońca. Kariera trenerska - asystent trenerów Stali Stalowa Wola, Piotra Brzezińskiego i Czesława Palika, w sezonie 2003/2004 debiutował w roli pierwszego trenera Stali w trzeciej lidze. Przez siedem lat pracował z młodzieżowymi grupami w stalowowolskim klubie.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo