Na "styku" zasiedzenia

    Marcin RADZIMOWSKI

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Przybiera na sile konflikt władz gminy Grębów z kilkudziesięcioma mieszkańcami tej wsi. Chodzi o działki, które od trzydziestu lat użytkują ludzie z dzielnicy Piaski, a które to - jak twierdzą - kupili od gminy. Wójt natomiast utrzymuje, że działki w istocie użytkują, ale dotychczas nie zapłacili za nie. Do sądu gmina złożyła już 12 pozwów o wydanie nieruchomości.

    Grębowianie, których sprawa dotyczy, rozważają, co robić - czekać na kolejny ruch wójta czy dochodzić racji przed sądem?
    Cała sprawa wyszła na jaw przypadkowo. Jeden z mieszkańców Grębowa-Piasków chciał podzielić użytkowaną działkę, aby parcele przekazać córkom. Zapewnia, że w latach 70. zapłacił gminie za ziemię. U notariusza dowiedział się, że nie może podzielić parceli, gdyż nie posiada aktu własności.

    Skierował sprawę do sądu z wnioskiem o przyznanie mu prawa własności na mocy zasiedzenia. Wkrótce gmina do kilkudziesięciu mieszkańców tej części Grębowa wysłała pisma z nakazem zapłaty za użytkowaną od 30 lat ziemię. We wsi zawrzało, ludzie zaczęli nerwowo poszukiwać kwitków, potwierdzających zapłatę gminie za działki w latach 70. Jedni mają kwitki, inni mapki geodezyjne. W gminie kopii kwitów nie ma, bo archiwum zostało zalane wskutek awarii wodociągu i dokumenty uległy zniszczeniu.

    - Ta sprawa będzie dotyczyć nie tylko mieszkańców Piasków, ale też Miętnego i Zabrnia. Tam również gmina sprzedawała parcele, a pieniądze miały pójść na dokończenie budowy ośrodka zdrowia i, o ironio, Urzędu Gminy - mówi jeden z mieszkańców.

    Pani wójt w rozmowie z nami kilkanaście dni temu była bardzo pewna swoich racji. Zarzucając nam nieznajomość prawa, ironicznie pytała: - To gdzie ludzie mają akty własności ziemi?

    Ludzie przekonują, że nie mają aktów, bo trzydzieści lat temu nikt sobie nimi głowy nie zaprzątał. Teraz jest problem. Przypuszczalnie w ciągu najbliższych tygodni sąd zostanie zasypany wnioskami - z jednej strony gminy, z drugiej mieszkańców, domagających się prawa własności na mocy zasiedzenia.

    Do Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu gmina złożyła już 12 pozwów o wydanie nieruchomości. Co ciekawe, jak ustaliliśmy nieoficjalnie, dziwnym zbiegiem okoliczności gmina pozwała głównie mieszkańców, którzy niedawno byli świadkami w podobnej sprawie o zasiedzenie. I świadczyli na niekorzyść gminy.

    - Pani wójt zaproponowała też niektórym ludziom wydzierżawienie zajmowanej działki, a ci się zgodzili. Nieświadomi, że w tym momencie stracili możliwość ubiegania się o zasiedzenie - dodaje grębowianin.

    Sędzia Marek Nowak, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, zauważa, że nawet sprawy o zasiedzenie nie będą w tym przypadku takie oczywiste.

    - Dopiero od 1991 roku prawo zezwala na zasiedzenie gruntu należącego do gminy. Prawo działa w tym przypadku wstecz, ale tylko w połowie niezbędnego czasu do zasiedzenia, czyli 30 lat - wyjaśnia sędzia Nowak. - W tym przypadku więc prawo nabywa ten, kto użytkował parcelę minimum piętnaście lat przed 1991 rokiem i piętnaście lat po 1991 roku, a więc praktycznie do dziś. Dlatego te sprawy są na "styku" zasiedzenia.

    Tarnobrzeski sąd rozpoznał już wiele podobnych spraw, właściwie wszystkie gminy powiatu tarnobrzeskiego regulowały w ten sposób stan własności. Włodarze gmin zazwyczaj szli na rękę mieszkańcom. W Grębowie się na to jednak nie zanosi.

    - Nie będę na ten temat udzielać odpowiedzi - stwierdziła wczoraj w rozmowie telefonicznej z nami wójt Zuzanna Paduch i odłożyła słuchawkę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo