Przetańczyć życie w najlepszym stylu

    Przetańczyć życie w najlepszym stylu

    Zdzisław SUROWANIEC

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Dom państwa Kiszków jest już gotowy na święta.

    Dom państwa Kiszków jest już gotowy na święta. ©Z. Surowaniec

    Dom państwa Kiszków jest już gotowy na święta.

    Dom państwa Kiszków jest już gotowy na święta. ©Z. Surowaniec

    Czy ktoś, kto jest cichy, nieśmiały, ma poczucie niedowartościowania, może zrobić karierę tańcząc na parkiecie czy w telewizji, gdzie ceniona jest przebojowość? Coś takiego przytrafiło się cichemu, spokojnemu Piotrowi ze Stalowej Woli. Nawet kiedy dostał się do programu "Taniec z gwiazdami" w telewizji TVN, był pewien, że wróci do domu za półtora miesiąca. Tymczasem niedługo minie trzeci miesiąc, a on ze swoją partnerką Joanną Jabłczyńską zajmuje coraz wyższe miejsca i prawdopodobnie dotrwa do finału w maju. A jego zdjęcia trafiają na okładki kobiecych pism.

    Trójka dzieci państwa Kiszków przychodziła na świat co dwa lata. Dziś najstarsza Ania ma 29 lat, młodszy od niej jest Piotr, po nim Wiktor. Choć trzeba przyznać, że Piotr ze swoją chłopięcą twarzą wygląda młodziej od brata.



    Przetańczyć życie

    Państwo Kiszkowie nigdy nie uczyli się tańca towarzyskiego, choć jak zapewniają, w tańcu świetnie sobie radzą. Za to chłopcy postanowili przetańczyć swoje życie i to w jak najlepszym stylu. Wiktor z Małgorzatą Garlicką są ósmą parą na świecie w tańcach standardowych i pną się coraz wyżej. Piotr, rozmiłowany w tańcach latynoamerykańskich, założył w Stalowej Woli własną szkołę tańca "Merengue". W tym roku nieoczekiwanie dostał się do programu "Taniec z gwiazdami" i dzięki telewizji staje się bardzo popularny.

    Czym się różnią roztańczeni bracia? Mama, pani Barbara, sympatyczna blondynka pracująca w banku, odpowiada natychmiast: - Przede wszystkim charakterami. Piotr jest skryty, bardziej nieśmiały, zawsze czuł się bardziej niedowartościowany. Ale to jest taka cicha woda, "z cicha pękł". Nie odzywa się, nie odzywa, ale jak coś w końcu powie, to... - pani Barbara przerywa ze śmiechem. - Jak już się rozkręci, to jest dowcipny, wesoły, bawi towarzystwo, ale musi nastąpić jakieś przełamanie - zapewnia. Na udział w castingu do "Tańca z gwiazdami" wszyscy go namawiali, a on się zdecydował dopiero w przedostatnim dniu.

    - Piotr to synek mamusi czy tatusia? - pytam zaczepnie. - Nie wiem, ale chyba mamusi - uśmiecha się pani Barbara. - A Wiktor jest bardziej otwarty. Kiedy zaczynali tańczyć, Wiktor był w młodszej grupie i łatwiej mu było osiągać sukcesy, bo mu Piotr w domu pokazywał kroki - przyznaje pani Barbara.



    Przykład z brata

    Kiedy na początku szkoły podstawowej Piotr uczył się tańca towarzyskiego, Wiktor tańczył wtedy w Zespole Ludowym Mali Lasowiacy. Piotrek popisywał się w domu tanecznymi krokami i wtedy Wiktor chciał tak samo tańczyć jak brat. Powiedział, że chce chodzić z Piotrem. Zajęła się nimi świetna pedagog Mariola Felska z Olsztyna.

    Piotr po zdobyciu na turniejach międzynarodowej klasy tanecznej S już nie tańczy "turniejowo". Poświęcił się pracy choreografa w swojej szkole tańca "Merengue". Co takiego się stało, że zrezygnował ze szlifowania formy? - Piotrowi nie wyszło z dziewczyną, z którą tańczył i w której był zakochany - tłumaczy mama.

    Piotrek mógł bez egzaminów dostać się na Politechnikę Krakowską, bo zdał maturę połączoną z egzaminem na tę uczelnię. Ale poszedł do Lublina tylko dlatego, że chciał tańczyć z Agnieszką. Agnieszka mieszkała w Chełmie, Piotr wybrał więc uczelnię, która była najbliżej jego ukochanej dziewczyny.

    - Szukał w informatorze, na której uczelni zdaje się matematykę w Lublinie. Dostał się na informatykę w Akademii Rolniczej. No i nie poszedł do Krakowa, choć wszyscy go namawialiśmy - wzdycha pani Barbara. - Możesz nie słuchać ojca, mamy, ale posłuchaj siostry, brata - tłumaczyliśmy mu. Nie chciał. Był zakochany, poszedł do Lublina. A ona jako tancerka była bardzo dobra, tylko z jej charakterem było nie bardzo. Zawiódł się i nie chciał już zaczynać tańczyć z nową partnerką. Przestał tańczyć na czwartym roku studiów. Chodziło także o finanse, bo my nie zarabialiśmy nie wiadomo ile, a mieliśmy na utrzymaniu studiujące dzieci.



    Trzy zawody

    Piotr ma więc trzy zawody - skończył technikum budowlane, ma "rolnika" i uprawnienia choreografa. - Dał się prowadzić do osiemnastego roku życia, a potem już sam o sobie decydował. Cała trójka jest bardzo pracowita. Mają to po babciach. Córka nigdy nie siedzi z założonymi rękami, ciągle czegoś się uczy, choć skończyła studia ekonomiczne w Krakowie. Teraz uczy angielskiego - opowiada pani Barbara. Nawet wspólnie z mężem korzystają z domowych lekcji angielskiego u Ani. Ania natomiast uczy się tańca w szkole swojego brata. A Wiktor studiuje politologię w Gdańsku, choć wziął urlop dziekański.

    Piotrek z Wiktorem lubią gotować. - To mają po tatusiu - wyrokuje pani Barbara. Potrafią gotować zupy, smażyć naleśniki, tylko placków nie pieką. Najczęściej przygotowują mięsne dania. - Piotrek nawet często nam coś przygotował, kiedy byliśmy w pracy. Kiedyś, ze trzy lata temu, przychodzimy, a tu tort zrobiony i sałatka, bo były jego urodziny zbiegające się z moimi - wspomina pani Barbara.

    Piotrek nie robi się na modnisia. - Dopóki mu spodnie nie spadną, to by drugich nie kupił. Nie lubi wydawać pieniędzy, a Wiktor i Ania wszystko by wydali. Piotr nie chce kupować nawet niezbędnych rzeczy - ocenia jego mama.

    Państwu Kiszkom ciężko było utrzymać trójkę dzieci, finansować studia i naukę tańca. - Ale jak się pojechało z nimi na turniej, widziało się efekty ich pracy, to było oderwanie od szarej rzeczywistości - przyznaje pani Barbara. Cieszy ją także to, że córka i chłopcy chętnie chodzą do kościoła, nawet jeśli są za granicą. - To pomaga, bo człowiek się wycisza - mówi.



    "Już nie palę"

    Państwo Kiszkowie wspominają lata dzieciństwa chłopców. - Piotrek miał sześć lat, kiedy z okna mieszkania zauważyłam, że coś zbiera pod oknem. Okazało się, że to były niedopałki papierosów - opowiada pani Barbara. - Mąż wziął go na rozmowę, że nie wolno tego palić, że ktoś to opluł, że to niezdrowe, że po tym się nie rośnie. Wtedy Piotrek odpowiedział tak, że do dziś się z tego śmiejemy w domu: "Ja już nie palę". Do dziś obaj nie palą papierosów.

    Rodzice pamiętają także Dzień Wiosny. Witek przyniósł do domu Marzannę, którą następnego dnia mieli nad rzeką podpalić i wrzucić do wody. Postawił ją w kącie swojego pokoju. Piotrek wszedł w kąt i podpalił kukłę. Materiał zaczął się palić i gdyby tato nie skoczył na pomoc, mogłoby się skończyć tragicznie. Była także przygoda z choinką w domu, która zajęła się od sztucznych ogni. Takie przygody, szczęśliwie zakończone, dziś wspomina się z sentymentem.

    - Jesteśmy dumni z chłopców, bo widać, że lata ich pracy i naszych wyrzeczeń nie poszły na darmo - przyznaje pan Władysław, który właśnie awansował na zastępcę prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej. To on jest rzecznikiem prasowym Wiktora i przekazuje prasie informacje o kolejnych sukcesach syna i jego partnerki. - Różnie może być w życiu, ale idą właściwą drogą. Ludziom powodzenie przewraca w głowach, ale u nich na razie tego nie widać - uważa.



    Wolą światowe turnieje

    Wiktor i Małgorzata dostali propozycję udziału w "Tańcu z gwiazdami", ale odmówili. Wolą turnieje na światowych parkietach. Czy wyjazd do Warszawy, kontakt z gwiazdami filmu, sceny i telewizji odmienił Piotra? - Nie, nie zmienił się, pozostał sobą. Jest już mniej stremowany. Podczas pierwszego programu był ogromnie zestresowany, nie wiedział w którą stronę ma patrzeć - stwierdza pani Barbara. Przyznaje także, że po każdym programie Piotr siada w swoją toyotę i pędzi do Stalowej Woli, do swojej ukochanej dziewczyny.

    Piotr nie przyjedzie na święta do domu. W niedzielę weźmie udział w kolejnym odcinku "Tańca z gwiazdami". Państwo Kiszkowie, którzy do tej pory korzystali z zaproszeń syna i zajmowali miejsca w studiu, tym razem zostaną w domu i będą oglądać program w telewizorze.

    - Baaardzo miło jest patrzeć na jego występ. Wstyd się przyznać, ale jak oglądam Piotrka jak tańczy, to czasami łzy mi polecą - przyznaje pani Barbara. Ale to są przecież ciepłe łzy szczęścia i matczynego wzruszenia.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo