Kuba i jego dramat

    Agata DZIEKAN <a href="mailto:dziekan@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>dziekan@echodnia.eu</a>

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Kuba rozmawiał z nami w przeddzień wyjazdu w Bieszczady. Ale w wakacje będzie nie tylko wypoczywał. Zamierza napisać dramat na konkurs Teatru imienia

    Kuba rozmawiał z nami w przeddzień wyjazdu w Bieszczady. Ale w wakacje będzie nie tylko wypoczywał. Zamierza napisać dramat na konkurs Teatru imienia Stefana Jaracza w Łodzi. ©A. Dziekan

    Kiedy miał cztery lata, mama włączała mu obrady Sejmu, żeby mieć trochę spokoju. Siadał i słuchał. Od posłów uczył się nowych słów i później oświadczał: "Jakkolwiek chce mi się pić". Kiedy miał 18 lat napisał dramat, który wystawił teatr w Radomiu.

    - Tylko nie piszcie o mnie, że jestem nieprzeciętny - zaznacza. Jakub Boryczka z Mielca jest wysoki, przystojny, ma czarną czuprynę i właśnie odpoczywa w Bieszczadach. Nie chce, żeby nazywać go wybitnym. Uczy się, chodzi na imprezy, spotka się z kolegami, jak każdy. Może tylko ciut więcej czyta...



    Lubił posłów w telewizji

    Kuba tego nie pamięta, ale wie od mamy.
    Gdy miał cztery, pięć lat uwielbiał zasiadać przed telewizorem, kiedy akurat były obrady Sejmu. Śmieje się, że mama skrzętnie to wykorzystywała: - Gdy chciała mieć dwie godziny spokoju, włączała telewizor.

    Dlaczego tak go wciągały? Przypuszcza, że uczył się nowych słów. Bo później rodzice słyszeli od niego dziwne sformułowania w zabawnych kontekstach.

    Ale teraz już obrad nie lubi: - Bo się denerwuję. Jak każdemu, zależy mi, żeby wreszcie w kraju było normalnie.

    Później było zwyczajnie. Szkoła podstawowa i gimnazjum to zabawy z kolegami, bieganie za piłką i różne stopnie na świadectwie. Żadnych rewelacji.

    Kuba pamięta, że początek średniej szkoły był już inny. - Zauważyłem zmianę u siebie. Straciłem kontakt z kolegami z gimnazjum, miałem więcej czasu. Zacząłem czytać.

    Kuba zaczynał od prostych lektur: "Ojciec chrzestny", "Wiedźmin", ale w miarę upływu czasu sięgał po coraz trudniejsze.

    To była duża zmiana: - Wcześniej nie potrafiłem przeczytać nawet szkolnych lektur. Z dzieciństwa pamiętam, że w całości przeczytałem "Krzyżaków", "Dzieci z "Bullerbyn" i wstyd się przyznać "Anię z Zielonego Wzgórza".

    Kuba zaczął sięgać do literatury klasycznej. Chciał poznać literaturę od podstaw. Nie czytał tego, co akurat było w modzie: Masłowskiej, zwycięzców nagrody literackiej "Nike", ale próbował czytać najważniejsze dzieła od antyku, aż po współczesnych noblistów.

    Czy wszystko rozumiał? Kuba przyznaje, że to nie było tak, że zasiadał do lektury i wszystko wspaniale przyswajał. On musiał mieć pod ręką słownik wyrazów obcych, albo też po prostu uświadamiał sobie, że inaczej się nie da. Pewne książki rozumiał tylko w jednej trzeciej, jednej czwartej. Ale ważne było, że próbował, że się zastanawiał, zgłębiał myśl autora. Podaje przykład: - Czytałem Salmana Rushdiego "Dzieci Północy". Nie rozumiałem postępowania postaci, nie znałem tła zdarzeń - książka dotyczy rewolucji w Indiach. Ale potrafiłem ją przeczytać na poziomie fabuły, barwnego języka. To mnie interesowało.

    Kuba zastępował powoli książki z literatury pięknej książkami z historii literatury i historii myśli filozoficznej, a następnie dziełami filozofów.



    Filozofia to nie... pierdoły

    Mówi: - Panuje przekonanie, że filozofia to gadanie o pierdołach, że w filozofii z prostej sprawy robi się skomplikowany problem. W filozofii chodzi jednak o to, jak się ten problem opisuje, jak się o nim mówi. Filozofia uczy myśleć.

    Kuba spodziewa się, że filozofia przyda mu się nawet w tak wydawałoby się odległej od filozofii sprawie, jak wybory samorządowe. Bo organizacja, do której należy, chce debatować z kandydatami w tych wyborach. - Będę umieć, tak się spodziewam, zadać pytanie trafiające w sedno, zrozumieć odpowiedź, odczytać intencje kandydata, a także wyjaśnić jakieś nieporozumienia w trakcie przygotowywania tych debat, znaleźć wspólny język między nami, organizatorami, ludźmi młodymi a instytucjami, z którymi będziemy współpracować.

    Przydała się już w szkole. Kuba użył wiedzy filozoficznej, kiedy pisał pracę na olimpiadę polonistyczną. Przyznaje, że kiedy na lekcji przeczytał jej tytuł "Romantyczne figury nieskończoności" koledzy zrobili zdziwione miny. W szkolnych programach filozofii jest niewiele.

    W olimpiadzie doszedł do etapu ogólnopolskiego i dostał tytuł finalisty. To było w drugiej klasie. W trzeciej był 21. w Polsce w olimpiadzie filozoficznej. Trochę żałował, że nie został laureatem (laureatami było pierwsze 20 osób, więc Kubie zabrakło punktu), bo nie musiałby zdawać matury - wszystkie uczelnie w Polsce przyjęłyby go na wybrany kierunek humanistyczny. Z tytułem finalisty ma wstęp na niektóre kierunki, a on akurat wybrał Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne w Warszawie, gdzie finaliści muszą poddać się takiemu samemu postępowaniu kwalifikacyjnemu, jak każdy inny maturzysta. Takie studia to gratka dla niego, bo to on decyduje, co chce zgłębiać.

    Student ma swojego opiekuna, z którym indywidualnie ustala plan zajęć - Kuba chciałby studiować psychologię z filozofią i politologię z filologią angielską.

    Fatum, śmierć i zwycięstwo sportu, czyli dramat Kuby

    Jego dramat, który kiedy ukazał się na teatralnym afiszu, przybrał tytuł "Komórkowe love" (tytuł oryginalny był inny, ale ten miał być bardziej chwytliwy), był bezpośrednim efektem tego, co do tej pory robił Kuba. 18-latek czytał (przy okazji poznał też teorię dramatu, więc miał podstawy teoretyczne), zastanawiał się nad życiem, rozmyślał, analizował, więc kiedy kolega opowiedział mu o szkolnej wycieczce, Kuba postanowił, że to wydarzenie może być pretekstem do przedstawienia jego przemyśleń i że warto nadać temu formę dramatu.

    Pisał go trzy tygodnie w zeszłe wakacje - po dwie godziny dziennie wieczorami. Kuba: - To jest historia wzlotów i upadków jednej nocy.

    Myśl przewodnia dramatu dotyczy fatum. Starożytni wierzyli w fatum, że każdy człowiek zdeterminowany jest przez swój los, to co jest mu przeznaczone, zdarzy się i nie da się tego zmienić. Kuba mówi, że współcześnie człowieka determinuje coś innego (mówi o nowym rodzaju fatum). To według niego biologiczna strona człowieka, jego instynkty i podświadomość. W swoim dramacie pokazuje konflikt wartości. Są dwie grupy: ludzie reprezentujący tradycyjne wartości, czyli "starzy" i młodzi, którzy nie uznają konwenansów. - Ciągle dochodzi do konfrontacji dwóch środowisk, jest też walka o kobietę. Jedna z osób - "stara" - umiera. A dramat próbuje odpowiedzieć na pytanie, co się opłaca, te zewnętrze wartości (bycie wysportowanym), czy wewnętrzne. Odpowiadam, że to pierwsze. Jest to pesymistyczne.

    Dramat można znaleźć w Internecie. Na stronie www.portalliteracki.pl, w menu trzeba wybrać ikonkę autorzy i poszukać nazwiska Jakub Boryczka.

    - Myślałem, że to nie ta ranga, że to dla ludzi utytułowanych - Kuba nie wierzył, że jego dramat, który wysłał po wakacjach na konkurs Teatru im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, w ogóle ktoś zauważy. A tu niespodzianka. Na około sto prac, dyrekcja wybrała siedem, które miały być odczytane na scenie podczas kilkudniowego przesłuchania. I wśród nich dramat 18-letniego Kuby.



    Boryczka na afiszu

    Dramat Kuby co prawda nie wygrał - zwyciężył musical "Konfrontacja" Janusza Onufrowicza - ale dwa miesiące później Kuba dostał telefon. - Akurat byłem w przymierzalni w sklepie, bo kupowałem garnitur na studniówkę.

    Reżyser radomskiego teatru Natalia Babińska chce wystawić jego dramat na scenie. - Musiałem trochę go zmienić, coś dodać, coś wyrzucić. Tekst ewoluował. I zmienił się tytuł. Dyrektor teatru Adam Sroka uznał, że "Komórkowe love" się sprzeda.

    29 kwietnia była premiera. Kuba z rodziną na widowni. Jakie odczucia? W końcu to jego nazwisko pojawiło się na afiszu teatralnym. Jest autorem wystawianej sztuki. - Zaskoczenie. Bo nie znałem przecież dramatu w wersji teatralnej, jak będzie wyglądał aktor, jaka muzyka. A rodzice byli chyba trochę zażenowani.

    Opisuje jedną ze scen: - Prześwitująca zasłona, a za nią kobieta. Widać było, że jest naga. Zastanawiam się, co myślą rodzice, że może wprowadzam pornografię. Powiedzieli mi jednak później, że nie oczekują, że będę pisał rymowanki dla pięciolatków.

    Radomski teatr zagrał "Komórkowe love" sześć razy. Kuba ocenia, że spektakl obejrzało około 250 osób.

    Dlaczego teatr wybrał jego sztukę? - Mogło zaważyć to, że jestem młody. Zawsze to jakaś reklama: 18-latek napisał sztukę teatralną. Chwyt marketingowy. Było też coś innego - zaskoczył ich język, podobny do języka Witkacego. I temat. W innych sztukach na konkursie dominował temat przegranych 30-latków, straconych marzeń. Mój był inny.



    Jakub Boryczka

    Ma 19 lat. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące w Mielcu. Ma trzy młodsze siostry. Najważniejsze książki dla Jakuba Boryczka to - Witold Gombrowicz "Dziennik", Władysław Tatarkiewicz "Historia filozofii", Tomasz Mann "Czarodziejska góra", Bertrand Russell "Historia filozofii Zachodu", Albert Camus "Mit Syzyfa".

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo