Życie jest w ich rękach

    Życie jest w ich rękach

    Sławomir CZWAL <a href="mailto:czwal@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>czwal@echodnia.eu</a>

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Tym razem pogotowie wezwano do 74-letniego mężczyzny, którego stratował byk. Na szczęście nie było zagrożenia życia, ale i tak pechowiec trafił na oddział

    Tym razem pogotowie wezwano do 74-letniego mężczyzny, którego stratował byk. Na szczęście nie było zagrożenia życia, ale i tak pechowiec trafił na oddział do szpitala. ©S. Czwal

    Tym razem pogotowie wezwano do 74-letniego mężczyzny, którego stratował byk. Na szczęście nie było zagrożenia życia, ale i tak pechowiec trafił na oddział

    Tym razem pogotowie wezwano do 74-letniego mężczyzny, którego stratował byk. Na szczęście nie było zagrożenia życia, ale i tak pechowiec trafił na oddział do szpitala. ©S. Czwal

    Pogotowie przyjechało do mężczyzny, który leżał na przystanku autobusowym. S. Czwal

    Pogotowie przyjechało do mężczyzny, który leżał na przystanku autobusowym.
    (fot. S. Czwal)

    Niżańskie pogotowie w ciągu doby wyjeżdża na sygnale do około 20 pacjentów. Wzywani są do najbardziej tragicznych samochodowych wypadków, do osób z chorobami serca, a czasami do... zwykłego przeziębiania czy biegunki. Czasem muszą sobie radzić nawet z agresją rodziny.
    - W zawodzie pracuję 20 lat i po raz pierwszy spotkałam się z taką agresją - żali się Alicja Koc, napadnięta pielęgniarka. - Nie zasługujemy na takie traktowanie. Codziennie kilka, a może nawet kilkanaście razy, ratujemy zdrowie i życie ludzi. S. Czwal

    - W zawodzie pracuję 20 lat i po raz pierwszy spotkałam się z taką agresją - żali się Alicja Koc, napadnięta pielęgniarka. - Nie zasługujemy na takie traktowanie. Codziennie kilka, a może nawet kilkanaście razy, ratujemy zdrowie i życie ludzi.
    (fot. S. Czwal)


    Przekonała się o tym w ubiegłym tygodniu pielęgniarka Alicja Koc, która podczas reanimacji pacjenta została uderzona pięścią w głowę przez jednego z członków rodziny.



    Na sygnale

    Minuta przed pierwszą w nocy w ubiegłą sobotę. Na telefon alarmowy pogotowia zadzwoniła młoda dziewczyna. Prosiła o przyjazd karetki do ojca, który stracił przytomność. Kiedy dyspozytorka chciała potwierdzić adres, usłyszała w słuchawce: - I co "królewno", wyspałaś się już? Młoda kobieta rozłączyła się. Po chwili był kolejny telefon. Tym razem dziewczyna nie przebierała już w słowach. Takich telefonów było kilka.

    Ale prawdziwy horror zaczął się po przyjeździe ambulansu. Pierwszy do pacjenta dotarł lekarz i rozpoczął reanimację. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka i wtedy zięć chorego uderzył ją w głowę. Pomimo ataku, zarówno lekarz, jak i cała załoga, nadal próbowali przywrócić pracę serca mężczyzny. Rozpoczęto defibrylację, przy trzeciej próbie podchmielony mężczyzna zaczął wygrażać lekarzowi. Tym razem powstrzymała go rodzina.



    Odrobina szacunku

    Zespołowi karetki udało się przywrócić pracę serca i oddech pacjenta. Nieprzytomnego mężczyznę zabrano do niżańskiego szpitala, gdzie następnego dnia odzyskał świadomość. Pracownicy pogotowia o incydencie poinformowali policję. Napastnik odpowie jak za napaść na funkcjonariusza publicznego. Grozi mu kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności oraz kara grzywny.

    - Teraz jak będę słyszał sygnał do wyjazdu, to pewnie zastanowię się, co mnie spotka u pacjenta - mówi Hubert Kolano, anestezjolog z niżańskiego pogotowia. - Jakieś obawy na pewno pozostaną, ale wybrałem taki zawód i z powodu jakiegoś incydentu nie zmienię pracy.

    - W zawodzie pracuję 20 lat i po raz pierwszy spotkałam się z taką agresją - żali się Alicja Koc, napadnięta pielęgniarka. - Nie zasługujemy na takie traktowanie. Codziennie kilka, a może nawet kilkanaście razy, ratujemy zdrowie i życie ludzi.

    Pracownicy pogotowia twierdzą, że najgorsze zło dla nich zaczęło się od wykrycia czasu afery w łódzkim pogotowiu. Wtedy narosła agresja i zaczęły padać wyzwiska. - Przecież w każdym zawodzie znajdą się czarne owce - żalą się lekarze i pielęgniarki. - Wtedy zostaliśmy napiętnowani i tak już zostało. Nie możemy odpowiadać za winny innych. Ratujemy życie i chcemy, aby odnoszono się do nas z szacunkiem. Czy to za wiele?



    Kamienie i siekiera

    Lekarze z niżańskiego pogotowia mówią, że każdy z nich miał podobne przypadki, ale do bezpośredniego uderzenia nigdy nie doszło. - Kiedyś, zostaliśmy wezwani do mężczyzny, któremu miała dyndać noga... - opowiadają lekarze. - Na miejscu okazało się, że noga dynda, bo facet siedzi na huśtawce i się huśta. Straszne okaleczenie piłą motorową wymagało nałożenia zwykłego plastra opatrunkowego.

    Innym razem w miejscowości Przyszów zostaliśmy obrzucani kamieniami, bo nie chcieliśmy wystawić zwolnienia lekarskiego dla pijanego. Kolejnym razem zostaliśmy wezwani do pacjenta, który prawdopodobnie miał zawał. Po przyjeździe okazało się, że mężczyzna nie żyje już od blisko godziny. Nad naszymi głowami stanął jego syn z siekierą i powiedział, że musimy uratować jego tatę. Musieliśmy zabrać zwłoki do karetki....



    Kiedy wzywać pogotowie i jak udzielać pomocy?

    - Pogotowie powinno być wzywane wtedy, kiedy są wskazania do leczenia szpitalnego bądź udzielenia natychmiastowej pomocy u chorego - wyjaśnia Bohdan Rakowski, szef pogotowia w Nisku. - Teraz, w lecie, mamy zdecydowanie więcej wyjazdów i są to najczęściej omdlenia, zasłabnięcia czy problemy u osób z chorobą układu krążenia. Jednak równie często ludzie traktują pogotowie jako coś zastępczego dla lekarza rodzinnego. Mają bóle brzucha od kilku dni i postanawiają wezwać karetkę, a na miejscu okazuje się, że pacjent ma biegunkę...

    Równie często pogotowie wzywane jest niepotrzebnie do bólów głowy czy do osób, które przyjęły za dużo alkoholu.



    Złote minuty

    - Trafna diagnoza i "złote" pięć minut rzutuje na dalsze życie pacjenta - dodaje Bohdan Rakowski. - W tej chwili nie ma możliwości, abyś w pięć minut karetka trafiła do pacjenta. Jeśli osoby trzecie zaczną prowadzić akcję reanimacyjną i karetka przejmie akcję, to pacjent ma szansę na wyjście z tego. Jeśli przyjedziemy po 15 minutach i nie będzie prowadzona akcja, to szanse są nikłe. Obecnie zalecenia mówią, że zdecydowanie ważniejszy jest masaż serca od prowadzenia oddechu zastępczego. Przy jednym ratowniku powinno być to 30 masaży serca i dwa oddechy. Jeśli widzimy osobę, która przestała oddychać i jej tętno jest niewyczuwalne, to nie bójmy się podjąć akcji ratowniczej. To może uratować jej życie.



    Jak chronić się przed upałami?

    Na pewno osoby starsze oraz pacjenci, którzy leczą na choroby serca czy nadciśnienia, powinny unikać wysiłku oraz wychodzenia na otwartą przestrzeń w godzinach najbardziej intensywnego słońca. Jeśli już muszą, to należy zakładać okrycie na głowę oraz pić więcej płynów, w szczególności wody niegazowanej. Bo gazy rozdymają żołądek i wydaje się nam, że już wypiliśmy odpowiednią ilość wody, a w rzeczywistości tak nie jest.




    Co robić, gdy ugryzie nas osa lub pszczoła?

    Osoby, które cierpią na alergię lub są uczulone na jad pszczół, powinny mieć przy sobie ampułkę z hydrokortyzonem i w sytuacji ugryzienia podać sobie zastrzyk domięśniowy. Oczywiście, należy jak najszybciej wezwać pogotowie, a miejsca ugryzienia obłożyć lodem. W przypadku kończyn można też powyżej ugryzienia zastosować opaskę uciskową. Takie działania na pewno spowolnią rozprzestrzenianie się jadu w organizmie. Osoby, które są uczulone, powinny też stale zażywać leki odczulające.




    Jak udzielać informacji dla pogotowia?

    Na początku poinformujmy, co się stało. Następnie podajmy adres, pod jaki ma przyjechać pogotowie oraz imię i nazwisko poszkodowanego. Ważne, aby mówić wyraźnie, bo czasami zdarzają się szumy podczas połączenia.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo