Uchwała jak grom z jasnego nieba

    Uchwała jak grom z jasnego nieba

    Zdzisław SUROWANIEC <a href="mailto:surowaniec@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>surowaniec@echodnia.eu</a>

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli: - Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie się wycofać z przyjmowania tej uchwały, która pozbawi miasto kontroli

    Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli: - Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie się wycofać z przyjmowania tej uchwały, która pozbawi miasto kontroli nad wydawaniem dużych pieniędzy. ©Z. Surowaniec

    Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli: - Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie się wycofać z przyjmowania tej uchwały, która pozbawi miasto kontroli

    Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli: - Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie się wycofać z przyjmowania tej uchwały, która pozbawi miasto kontroli nad wydawaniem dużych pieniędzy. ©Z. Surowaniec

    Koalicja radnych w Stalowej Woli wzięła się za wyproszenie miasta z Fundacji Uniwersyteckiej. Na przeszkodzie stanęło prawo i prezydent.



    Stalowa Wola ma sensację. Grupa radnych chce wyprowadzić miasto ze Zgromadzenia Założycieli Fundacji Uniwersyteckiej. I to natychmiast. Przeciwnikami pozostania miasta w fundacji są radni związani z fundacją - prezes zarządu Jerzy Kozielewicz oraz członkowie rady Janina Sagatowska, Stanisław Cisek i Andrzej Gargaś.



    To nie było tak, że od jakiegoś czasu wzbierała niechęć radnych do Fundacji Uniwersyteckiej, której celem jest wspieranie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
    To strzeliło jak grom z jasnego nieba. Ni z gruchy, ni z pietruchy na otwarciu ostatniej w ubiegłym roku sesji Rady Miejskiej Janina Sagatowska zgłosiła projekt uchwały o wystąpieniu miasta z członka Zgromadzenia Założycieli Fundacji.



    Trzeba było przegłosować wprowadzenie tego projektu do porządku obrad. To dla koalicji Prawa i Sprawiedliwości oraz Stalowa Wola Naprzód i Forum Mieszkańców nie stanowiło problemu, bo mają trzynaście szabel przeciwko dziesięciu opozycyjnym.



    FATALNY MOMENT



    - Ta decyzja przyszła w fatalnym momencie - ocenił pomysł radnych prezydent Andrzej Szlęzak. Przypomniał, że miasto ma już niemal w zasięgu ręki kilkadziesiąt milionów złotych z Unii na dofinansowanie projektu budowy biblioteki uniwersyteckiej, obiektu dydaktycznego dla filii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz budynku socjalnego i dydaktycznego z wyposażeniem dla potrzeb oddziału Politechniki Rzeszowskiej.



    Wartość inwestycji wyniesie 56,75 miliona złotych, na co Unia da 48,24 miliona. - Pięć lat po wybudowaniu miasto będzie chciało przekazać ten majątek Fundacji Uniwersyteckiej i taki jest zapis w projektach przyjętych do realizacji przez rząd - zapewnił prezydent. A że miasto będzie chciało mieć wpływ na to, co się będzie działo z tymi obiektami, chce je przekazać fundacji, w której ma swoich przedstawicieli - tłumaczył Szlęzak.



    Radni usłyszeli od prezydenta, że projekt uchwały jest kompromitacją rady i nieprzychylnym gestem w stosunku do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, pokazującym kto jest niechętny rozwojowi w mieście wyższych uczelni. - Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze możecie się wycofać z przyjmowania tej uchwały, która pozbawi miasto kontroli nad wydawaniem dużych pieniędzy - powiedział do radnych.



    Niezwykły przebieg miała dyskusja, w której ani razu głosu nie zabrała autorka projektu. Na zasadzie "uderz w stół, a nożyce się odezwą", do dyskusji włączył się tylko Jerzy Kozielewicz.



    WĄTKI OSOBOWE



    Kozielewicz wspomniał, że Katolicki Uniwersytet Lubelski i Fundacja Uniwersytecka to dwie różne, niezależne instytucje. - Zapewniam, że przy przyjmowaniu tej uchwały żadne wątki osobowe nie wchodzą w rachubę - usłyszeli radni.



    O co chodziło w "wątkach osobowych"? To prawdopodobnie trop, prowadzący do rozwikłania zagadki błyskawicznego wprowadzenia uchwały pod głosowanie. O dawna szeptało się o tym, że Jerzy Kozielewicz bezprawnie łączy mandat radnego z funkcją prezesa fundacji, której miasto przekazało darowiznę na kapitał założycielski. Miasto przez fundację wspierało uczelnię, przekazało działkę pod budowę auli, teraz płaci fundacji za obiady wydawane ubogim. Fundacja zwróciła się do miasta o przekazanie gruntów pod budowę obiektów. To, że prezes fundacji jest radnym, to konflikt interesów.



    - Trzeba oddzielić pewne funkcje. Jako przewodniczący rady mam wpływ na prezydenta, a prezydent ma wpływ na mnie, na zasadzie współpracy - tłumaczył Kozielewicz, dlaczego miasto ma się wycofać z fundacji. Dodał, że od trzech lat miasto nie może dofinansowywać uczelni przez fundację. Jeśli chce to zrobić, to tylko wspierać ją bez pośrednika.



    - Miasto może wychodzić z fundacji - uznał Jerzy Kozielewicz. Poproszona o wykładnię prawną radca Teresa Darska nie miała wątpliwości: - Fundator nie może przystąpić lub wystąpić ze zgromadzenia założycieli fundacji, ani wskazać następcy prawnego. Fundację można tylko zlikwidować, gdy wykona ona cel, do jakiego została powołana - stwierdziła. - Wystąpić można w każdej chwili - upierał się Kozielewicz, powołując się na statut.



    DOTACJA NIE WPROST



    - Nie jest prawdą, że nie ma zależności finansowych między miastem, a fundacją. Miasto płaci za obiady dla ubogich wydawane przez stołówkę należącą do fundacji - przypomniał prezydent. - Prowadzenie stołówki jest nierentowne. Dziękuję za taki interes - zdenerwował się Kozielewicz. - Nie rozmawiamy czy stołówka jest rentowna czy nie, tylko że jest to dotowanie, choć nie wprost - nalegał prezydent.



    Kiedy kilku radnych z opozycji wypowiedziało się krytycznie o projekcie uchwały, Janusz Kotulski zgłosił wniosek o zakończenie dyskusji. Radnym z koalicji spieszno było przegłosować uchwałę. Wtedy prezydent zaproponował, aby prowadzenie obrad przejął któryś z zastępców Jerzego Kozielewicza, aby przewodniczący jako prezes nie był posądzony o stronniczość.



    Z ochotą na prowadzenie obrad zgodził się Janusz Kotulski. Kozielewicz ustąpił mu miejsca, ale nie wyszedł z sali. A regulamin, o którym Kozielewicz powiedział, że będzie stosował z żelazną konsekwencją, zabrania prowadzenia obrad przez zastępcę w obecności przewodniczącego, o czym przypomniały pracownice Biura Rady. - Ale mnie pan wrobił! - powiedział Kotulski do prezydenta. - Sam się pan wrobił - odpowiedział Szlęzak.



    WALKA NA EKSPERTYZY



    Wkrótce na wniosek Kotulskiego zarządzona została przerwa. Po przerwie radni koalicji przegłosowali uchwałę. Prezydent powiedział o niej, że jest bezprawna. Wstęp do projektu uchwały dotyczy związku gmin, a nie fundacji. - Wojewoda może tę uchwałę uwalić - powiedział jeden z radnych. Ale przy okazji na powierzchnię wypłynął i już pewnie nie zatonie do wyjaśnienia temat - czy prezes fundacji wspieranej przez miasto może być radnym?



    W kolejnych dniach odbyła się więc walka na ekspertyzy prawne. Jerzy Kozielewicz pokazał opinię prawną dla Bronisława Majgiera z Wyższej Szkoły Administracji i Zarządzania w Przemyślu (naukowiec jest bratem radnego Jerzego Majgiera, przy którym Kozielewicz siedział na sesjach w minionej kadencji). Wynika z niej, że radny może być członkiem zarządu fundacji.



    Zdaniem radców prawnych magistratu, fundacja jest przedsiębiorcą, w którym miasto uczestniczy jako fundator. Kozielewicz stracił prawo do bycia prezesem z mocy prawa zaraz po zaprzysiężeniu na radnego, jeśli nie zrzekł się tej funkcji - wynika z ekspertyzy. Jest już radnym osiem lat. Pod znakiem zapytania mogą stanąć wszystkie decyzje podejmowane przez niego w tym czasie w fundacji. Także zasadność pobierania wysokiej pensji, wynoszącej 7,6 tysiąca złotych do ręki. Teraz do jego kieszeni wpływa także spora kwota za kierowanie radą. To pieniądze większe od apanaży prezydenta. Nawet na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim przebąkuje się, że jest to kwota nieprzyzwoicie wysoka.



    ZAPROSZENIE NA ŚNIADANIE



    O komentarz do uchwały o wyjściu miasta z fundacji poprosiliśmy rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, księdza profesora Stanisława Wilka. Przez rzecznika prasowego przesłał nam taką opinię: "Rada Miasta jest organem podejmującym autonomiczne decyzje w ramach własnych kompetencji. W związku z kompetencjami radni podjęli stosowne kroki. Mamy nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na naszą dalszą współpracę oraz na pomoc finansową, jaką Wydział uzyskuje od miasta Stalowa Wola".



    Kolejną osobą poproszoną w środę o komentarz w sprawie uchwały był ordynariusz sandomierski, ksiądz profesor biskup Andrzej Dzięga. To z wykształcenia prawnik i jego oczkiem w głowie jest Wydział Prawa w Wydziale Zamiejscowym Nauk o Społeczeństwie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli. Przez telefon usłyszeliśmy od biskupa: - Pytanie na ten temat należy skierować do zainteresowanych. Ja nie jestem stroną. Jeśli chodzi o moją opinię, to proszę skierować do mnie pytanie na piśmie przez kurię. I proszę to uszanować.



    A jednak nie do końca biskup ordynariusz zachował chłodny dystans do wydarzeń. Po naszym telefonie zadzwonił do prezydenta Szlęzaka i zaprosił go na czwartek na śniadanie. - Młyny kościelne mielą wolno, ale sprawiedliwie - powiedział Szlęzak przed wyjazdem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo