Superbelfer z wiejskiej szkoły

    Superbelfer z wiejskiej szkoły

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pani Aleksandra z dziećmi w małym skansenie.

    Pani Aleksandra z dziećmi w małym skansenie. ©Z. Surowaniec

    Aleksandra Krasoń wygrała w plebiscycie na najbardziej popularnego i lubianego nauczyciela i została Belfrem Roku 2006/2007.
    Pani Aleksandra z dziećmi w małym skansenie.

    Pani Aleksandra z dziećmi w małym skansenie. ©Z. Surowaniec

    Belfer Roku

    Belfer Roku


    Najpopularniejszym nauczycielem regionu Anno Domini 2007 została Aleksandra Krasoń z Majdanu Zbydniowskiego w powiecie stalowowolskim.
    Drugie miejsce zajęła Aneta Majka, nauczycielka plastyki w Gimnazjum numer 1 w Tarnobrzegu. Trzecie Agata Zych, nauczycielka wychowania fizycznego w Liceum Ogólnokształcącym w Nisku



    Pani Aleksandra to niezwykle pogodna kobieta.
    Uśmiecha się tak, że widać tylko wesołe szparki w oczach. Uśmiecha się, kiedy jest z dziećmi na grillu w Zbydniowie, czy kiedy któreś dziecko dobrze się uczy. To nauczyciel z powołania, czujący się w szkole jak ryba w wodzie.

    NAJPIERW MATEMATYKA

    - Zawsze lubiłam pracę z dziećmi. Nawet w rodzinie opiekowałam się młodszą siostrą - przyznaje pani Aleksandra. Zaraz po maturze podjęła pracę nauczyciela. Uczyła matematyki w klasach od czwartej do ósmej w Jeżowem-Podgórzu koło Niska. - Jednak klasy z młodszymi dziećmi są bardziej przytulnymi, ciepłymi. I dlatego polubiłam pracę w nauczaniu początkowym - tłumaczy. Ucząc skończyła studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach. Teraz jest nauczycielem nauczania początkowego w Majdanie Zbydniowskim koło Stalowej Woli.

    - Czy to niewdzięczny zawód? Ja tego nie odczuwam, jestem zadowolona z pracy i ze środowiska, ze współpracy z rodzicami, z dzieci w klasie - wyznaje.

    Można powiedzieć, że całe jej życie związane jest ze szkołą. - Dużo czasu poświęcam szkole. W domu robię różne dekoracje czy pomoce naukowe, jeżeli jest potrzeba zostaję dłużej w szkole - wylicza. Jej zdaniem, jeśli chodzi o postępy w nauce, dzieci na wsi nie zostają z tyłu za dziećmi z miasta.

    Aleksandra Krasoń


    Im mniej dzieci w klasie, tym więcej czasu można poświęcić jednemu dziecku na naukę.
    (fot. Z. Surowaniec)

    Aleksandra Krasoń


    Uczy 26 lat. Ukończyła Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Kielcach. Mężatka, dwóch synów. Najstarszy studiuje historię, młodszy uczy się w szkole zawodowej na ślusarza. Mieszka w Pilchowie koło Stalowej Woli. Uczy dzieci w klasach od pierwszej do trzeciej, czyli prowadzi tak zwane nauczanie początkowe.



    ŁĄCZONE KLASY

    - Dla nas w wiejskim środowisku jest gorzej tylko dlatego, że mamy małe szkoły. Od września będziemy mieli łączone klasy. Komfort pracy będzie dużo mniejszy. Wprawdzie mamy mało dzieci, ale to nie powinno decydować, żeby łączyć klasy czy likwidować szkoły. Bo takie szkoły są rodziną. W mało licznej klasie mogę porozmawiać z każdym uczniem, każdemu można zadać pytanie. W dużej nie ma na to czasu - uważa.

    Czy czasami ma ochotę rzucić to wszystko? - Jak wszędzie są i takie chwile. W rodzinie też się to zdarza. Ale nie, nie. Ja tu wszystko robię dla dzieci - mówi z wesołymi iskierkami w oczach. - Najbardziej denerwuje mnie atmosfera wokół szkoły. Bo jesteśmy małą szkołą i przez kilka lat władze chciały ją zamknąć. Te maluchy musiałyby dojeżdżać do Zbydniowa czy Turbi. Najgorszy stres daje niepewność. To największy ból, kiedy zamyka się szkoły, rozdziela dzieci, że jest nadmierna biurokracja - uważa pani Aleksandra.

    Dla niej szkoła marzeń, to taka, w której dzieci nie są przeciążone nauką. - Bo wtedy traci się radość uczenia. Kiedy jest mało godzin, nie można pobawić się, porysować w wolnym czasie. Jest zabójcze tempo - tłumaczy.

    ODCHODZĄCY ŚWIAT

    A właśnie radość może dawać pokazywanie dzieciom odchodzącego świata. Taki jaki jest na przykład w małym, prywatnym skansenie w Zbydniowie. - Tam można pokazać inny świat. Żelazko na żar, cep, żuraw. Nawet biegająca po podwórzu perliczka jest już dla dzieci wydarzeniem - mówi ubawiona.

    - Kiedy dostaję nową klasę, zawsze się boję, czy podołam obowiązkom, a kiedy odchodzą jest mi żal, że się rozstajemy - zwierzyła się nam pani Aleksandra. - Każdy rocznik jest wyjątkowy i z wszystkimi dziećmi łączą mnie szczególne wspomnienia - zapewnia.

    - Gdybym miała zaczynać od początku, to nie zamieniłabym tego zawodu na inny, zostałabym nauczycielem - zapewnia. A na pytanie, co trzeba robić, żeby być lubianym belfrem, odpowiada: - Nie wiem. Ja robię tylko to, co do mnie należy.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo