Kotowa Wola > Mieli pożar pod nosem, nie pojechali gasić

    Kotowa Wola > Mieli pożar pod nosem, nie pojechali gasić

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Kiedy w Kotowej Woli zapłonęły we wtorek łąki na Kozim Rogu, pożar gasiły jednostki ze Stalowej Woli i Zbydniowa. Jednostka w Kotowej Woli, znajdująca się dwa kilometry od pożaru, nie wzięła udziału w akcji.

    - Ochotnicza Straż Pożarna w Kotowej Woli nadaje się do obchodów świąt, a nie do gaszenia pożarów - ocenia sołtys wsi Edward Paterek. Za to wychwala pod niebiosa jednostkę w Zbydniowie. - To wzorowi strażacy, są zawsze na zawołanie - zapewnia.
    Co takiego się stało, że strażacy z Kotowej Woli, którym pod nosem wybuchł pożar, nie brali udziału w akcji gaszenia? Jak nam powiedział zastępca komendanta straży pożarnej w Stalowej Woli brygadier Krzysztof Żywczyk, strażacy w Kotowej Woli nie mają w remizie urządzenia do tak zwanego selektywnego wywoływania.

    Wywoływanie polega na tym, że w razie potrzeby udziału w akcji dyżurny w komendzie w Stalowej Woli wysyła sygnał do komendy w innej miejscowości i ogłaszany jest tam alarm. Zbiegają się strażacy i jadą do akcji. Kotowska jednostka nie ma jeszcze takiego urządzenia. - Powinna je sobie kupić - stwierdza Krzysztof Żywczyk.

    Czytaj więcej jutro w Echu

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo