Londyńczycy z Tarnobrzega

    Londyńczycy z Tarnobrzega

    Robert Chrząstek, Wioletta Wojtkowiak

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Radek Czernecki i Monika Dudek na Trafalgar Squ-are. Choć Londyn jest interesujący, to jednak zamierzają wrócić do Tarnobrzega, jak tylko ich nowy polski

    Radek Czernecki i Monika Dudek na Trafalgar Squ-are. Choć Londyn jest interesujący, to jednak zamierzają wrócić do Tarnobrzega, jak tylko ich nowy polski dom będzie gotowy. ©R. Chrząstek

    Wyjechali po studiach do Anglii. Po kilku latach dorabiania się wrócą tylko niektórzy. Podglądaliśmy, jak im się wiedzie.
    Radek Czernecki i Monika Dudek na Trafalgar Squ-are. Choć Londyn jest interesujący, to jednak zamierzają wrócić do Tarnobrzega, jak tylko ich nowy polski

    Radek Czernecki i Monika Dudek na Trafalgar Squ-are. Choć Londyn jest interesujący, to jednak zamierzają wrócić do Tarnobrzega, jak tylko ich nowy polski dom będzie gotowy. ©R. Chrząstek

    Zwykły wrześniowy londyński dzień. Zachmurzone niebo, silny wiatr wiejący w twarz. Na szczęście nie pada, a lało niemal całe lato. Wczesna pora, czas wyjazdu ludzi do pracy. W autobusie słyszy się wiele języków świata. Między nimi polski.
    Nie słabnie zaciąg do pracy na Wyspach. Wyjeżdżają starzy i młodzi, wykształceni i bez kwalifikacji. Kiedy i czy w ogóle wrócą z powrotem do kraju?

    GOOD MORNING LONDYN

    Normalny dzień zaczyna się rytualnie od dzwonka budzika. Jak co dzień, dzwoni o 7. Pobudka, szybka kawa, kanapki zapakowane. W pracy trzeba być przed 9.
    - Stąd, gdzie mieszkam - z Lewisham do Euston - gdzie pracuję, trzeba jechać około godziny. Czasem, gdy są korki, nawet dwa razy dłużej - mówi Katarzyna Sokalska, była już mieszkanka Tarnobrzega.

    Do Londynu trafiła cztery lata temu. Po studiach nie miała problemów z ofertami pracy, jednak płaca oferowana przez pracodawców nijak się miała do kosztów zamieszkania. Decyzja była więc prosta. O tym marzyła niemal cała młodzież. Wyjechać za granicę, najlepiej na Wyspy Brytyjskie.

    - Z językiem nie miałam problemu, poza tym rząd brytyjski funduje za darmo szkołę językową dla imigrantów. Każdy jest zmuszony do nauki języka, w pracy nie pozwala się na mówienie w innym języku niż angielski. Zaczynałam w barze jako barmanka, teraz pracuję w biurze. Wielu "starych Polaków", rezydujących w Londynie od jakiegoś czasu, przechodzi taką ścieżkę kariery.

    Niektórzy zapisują się na studia i próbują w ten sposób polepszyć swój los. Pracują ciężko, męczą się w londyńskim tyglu, walcząc z przestrzenią, tłokiem, anonimowością i brakiem poczucia swojego miejsca.

    TRUDNO ODŁOŻYĆ PIENIĄDZE

    - Pracuję w Londynie od trzech lat i choć zarobki są znaczne jak na polskie warunki, to jednak czuję, że to miejsce nie dla mnie - mówi z nieudawaną goryczą Monika Dudek, także była mieszkanka Tarnobrzega. Przyjechała do tego miasta tuż po otrzymaniu dyplomu ukończenia wyższej uczelni w Polsce.
    Nie miała się nad czym zastanawiać, jej sympatia była w Londynie już rok wcześniej. Choć zarabia się tutaj najmniej na poziomie polskiego ministra, to życie jest bardzo drogie, zarówno jedzenie, jak i mieszkanie.

    Rozpoczynający karierę polski emigrant zarabia przeciętnie miesięcznie na rękę od 800 do 1000 funtów, czyli od 4300 do 5500 zł. To wielokrotnie więcej niż mogliby zarobić w Polsce, jednak wydatki w Londynie są także wielokrotnie większe.
    - Zarabiamy, ale szczerze mówiąc, to odłożyć jakieś znaczące pieniądze jest dość trudno. Większość moich znajomych Polaków nie jest w stanie odłożyć prawie nic, a to przecież najlepszy okres naszego życia. Co będzie dalej, trudno powiedzieć - mówi Radek Czernecki.

    PRZEZ PARTACZY SPADAJĄ STAWKI

    On też wyjechał z Tarnobrzega zaraz po studiach. Radek mieszka w okolicach Paddington. Choć blisko mu do centrum westminsterskiego, posiada dziesięcioletnie audi, kupione na miejscu za około 2000 funtów.
    Kiedyś jeździł metrem do pracy. Remontuje - tutaj w Londynie to polska specjalność. Ale narzeka. Od czasu, jak fala przybyszów zalewa Londyn, stawki za wykonaną robotę spadają. Do tego jeszcze dochodzi fakt, że przyjeżdżają ludzie niewiele umiejący, bez doświadczenia.

    Przedstawiają się jako wspaniali fachowcy, ale tak naprawdę to niewiele mają do pokazania. Potem miejscowa prasa wypisuje o Polakach, mających lewe ręce do roboty. - Wiele razy widziałem polskie ekipy budowlane, niemiłosiernie partaczące robotę. Psują oni opinię uczciwym i solidnym - twierdzi Radek.

    TRUDNE DECYZJE O POWROCIE

    Naszych rodaków jest w Londynie podobno już 200 tysięcy. Czy skłonni są do powrotu i jak widzą siebie w Polsce? - Nie wyobrażam sobie dłuższego pobytu i życia w Londynie. To nie jest moje miejsce, tu nie znam wszystkich zakamarków, nie wiem, jak się gdzie zachować, najgorszy jest brak przyjaciół, zarówno tych stałych, których się pozostawiło w Tarnobrzegu, jak i tych nowych, stąd. Wszyscy są zajęci własną pracą, a duże odległości utrudniają kontakty - mówi Monika.

    Są miejsca, gdzie nie jest bezpiecznie wchodzić, a nawet wjeżdżać samochodem.
    Gazety kilka tygodni temu informowały o przypadku kobiety, która jadąc samochodem przez Brixton, zatrzymała się na światłach przy skrzyżowaniu. Wystarczyło, że popatrzyła się nieodpowiednim wzrokiem na tkwiących na chodników wyrostków. Została wyciągnięta z samochodu i pobita na śmierć.

    - Są dzielnice, gdzie strach wchodzić, gangi dokonują porachunków, strzelają do siebie. Tam nie chciałabym mieszkać ani pracować. Na szczęście pracuję w centrum, tam jest bezpiecznie, jest monitoring. Opowiadają o tym, marząc o takim mieście, jak Tarnobrzeg, gdzie jest bezpiecznie, spokojnie, gdzie ma się czas dla siebie i bliskich. Jest czas i spokój, by usłyszeć swoje myśli.

    - Niedługo kończę tę "mordęgę" i wracam do Tarnobrzega, musisz powiedzieć mi, co mogę tam robić - pyta Łukasz, mieszkający w Londynie od prawie 10 lat.
    Po tak długiej nieobecności sam nie wie, co może robić w rodzinnym mieście i na co może liczyć. Wyjechał z Tarnobrzega jeszcze w czasie, gdy praca w Londynie była dla Polaków nielegalna.

    Podobnie jak Darek, który w Londynie swą ciężką pracą zapracował na godziwe życie, tu wykorzystał swą szansę i swą kreatywność. Dziś nie boi się patrzeć w przyszłość. Śmiało planuje swój powrót do Tarnobrzega.

    Mógłby już to zrobić, ale czeka jeszcze, aż dziecko pójdzie do angielskiej szkoły i nauczy się perfekcyjnie języka. - Dzięki temu będzie miało duży atut, mieszkając już w kraju - mówi Darek.
    Wielu chce wrócić, ale są też i tacy, co nie myślą o powrocie. Ułożyli swe życie tutaj, w tym mieście znaleźli swoją "połówkę", zawarli związek małżeński.

    - Nie myślę o powrocie, mój mąż nie jest obywatelem Unii Europejskiej, więc w Polsce miałby duże kłopoty z pozwoleniem na pracę, poza tym, by przyjechać do mojego kraju, potrzebuje wizy - mówi Kasia Sokalska. - Będziemy po prostu tam, gdzie możemy być, mieszkać i pracować razem.

    CZYTAMY WAS CODZIENNIE

    Tarnobrzeżanie na obczyźnie nie tracą całkowicie kontaktu z krajem ani ze swoim rodzinnym miastem. Czasami odwiedza ich ktoś ze znajomych z Polski, wpadając na chwilę z wizytą. Takie momenty są traktowane niczym największe święto. Można porozmawiać i poczuć się jak w domu.

    - Codziennie sprawdzam internetowe wydanie "Echa Dnia", wchodzę też na tarnobrzeskie portale. Dzięki temu jestem na bieżąco i wiem, co w moim mieście się dzieje - mówi Monika.

    Czasami zaskakuje swoich gości z Polski, kiedy opowiada o problemach Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej czy tarnobrzeskiego szpitala.

    Nasi bohaterowie związali swe losy z tak zwanym wielkim światem, miastem, które czaruje magią swojej różnorodności kulturowej i dynamiki. Miastem, gdzie można poczuć się świadkiem centrum wydarzeń. Pępkiem świata, gdzie rozgrywają się jedne z najlepszych meczów piłkarskich świata, gdzie przybywają i mieszkają największe gwiazdy show-biznesu. Miastem, na które zwrócone są oczy niemal całego świata.

    Pomimo tych "zaklęć", pamiętają o swoim mieście, które jest nawet niedaleko, bo tylko dwie godziny drogi samolotem. Nie tylko pamiętają, ale chcą tu wrócić. Czyżby magia Tarnobrzega była jednak mocniejsza? Tak czy inaczej, jest to pytanie do naszych władz i nas samych. Stoi przed nami wyzwanie, aby powracający rodacy mieli chęć oraz mieli do czego wracać.

    Politycy już próbują dotrzeć do nich ze swymi programami wyborczymi. W Londynie zostały utworzone obwody do głosowania. Kto tylko chce oddać swój głos, będzie mógł to uczynić. Czy polscy emigranci im zaufają? Wyjechali, bo nie widzieli dla siebie przyszłości w Polsce, ale jednak swe życie chcieliby związać z ojczyzną.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo