Wyborcze wzloty i upadki

    Wyborcze wzloty i upadki

    Rafał Adamski, Wioletta Wojtkowiak

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    PiSnokio Polskiego Stronnictwa Ludowego.

    PiSnokio Polskiego Stronnictwa Ludowego. ©R. Adamski

    Kto na Wiejskiej, a kto na lodzie? Kto robił zabawne błędy w kampanii? Podsumowanie wyborów parlamentarnych w naszym okręgu.
    PiSnokio Polskiego Stronnictwa Ludowego.

    PiSnokio Polskiego Stronnictwa Ludowego. ©R. Adamski

    Jedni mieli szczęście, a drudzy pecha. Zwycięzcy wiwatują, a przegrani muszą zanucić "To ostatnia niedziela". I jeszcze długo będą analizować, dlaczego wyborcy kazali im zostać w domu.

    Na politycznej mapie regionu sensacji nie brakowało. A największe rozczarowanie dotyczy Tarnobrzega. Mieszkańcy po raz pierwszy od kilkunastu lat nie wyślą do Sejmu żadnego posła. Mielec ma trzech, Stalowa Wola dwóch, a my żadnego - narzekają.

    Chociaż prezydent Tarnobrzega uważa, że poniekąd sami są sobie winni. - Zamiast głosować na jednego swojego kandydata, oddali głosy na różne listy - komentuje Jan Dziubiński.

    SWOIM POSŁOM PODZIĘKOWALI

    Klęskę ponieśli dwaj dotychczasowi posłowie z Tarnobrzega - lewicowy Władysław Stępień i prawicowy Dariusz Kłeczek. Już pakują manatki. Na otarcie łez dostaną po 30 tysięcy złotych odprawy. O ile pierwszy może mówić o pechu, to drugi może żałować, że wyborcy okazali mu tak mało sympatii.
    Władysław Stępień osiągnął drugi wynik na liście Lewicy i Demokratów, ale ponad 6 tysięcy głosów nie wystarczyło, by załapać się na mandat i piątą kadencję.

    Być może tarnobrzeżanie uznali, że wystarczy tego dobrego, bo krzyżyk przy nazwisku posła postawiło tylko 1665 osób, a dwa lata temu 2590. Na jego młodszego rywala z tej samej listy Norberta Mastalerza tym razem głosowało 2003 mieszkańców Tarnobrzega. We Wrzawach, swojej rodzinnej wsi pod Gorzycami, poseł Stępień zdobył 343 głosy, równo o sto mniej niż dwa lata temu. A w całej swojej gminie 879 głosów.

    Zatrważająco niski wynik miał drugi tarnobrzeski poseł Dariusz Kłeczek, któremu rozstanie z Prawem i Sprawiedliwością nie wyszło na dobre. Dwa lata temu dostał w Tarnobrzegu 3242 głosy, a teraz, chociaż był "jedynką" Ligi Polskich Rodzin, poparło go w mieście tylko... 250 osób. Poseł znów weźmie się za medycynę. Wróci do pracy w tarnobrzeskim szpitalu.

    PECHOWI SAMORZĄDOWCY

    "Już byli w ogródku, witali się z gąską...", a teraz znani z samorządów ludzie czują niedosyt . Andrzej Wójtowicz, zastępca prezydenta Tarnobrzega, zadebiutował w wyborach parlamentarnych z listy Prawa i Sprawiedliwości. Poszybował nieźle, dostał w okręgu 9476 głosów, z czego w Tarnobrzegu 4303. On też żałuje, że głosy lokalnych wyborców rozproszyły się.

    Gdyby tysiąc mieszkańców nie wybrało zamiast niego Grażyny Gęsickiej, miałby duże szanse na ósmy mandat. A ten dostał Antoni Błądek, starosta stalowowolski, z wynikiem 10.642 głosy. Zabrakło więc lokalnej solidarności, która w tych wyborach cechowała stalowowolan.

    Blisko sukcesu był również burmistrz Baranowa Sandomierskiego Mirosław Pluta, startujący z Platformy Obywatelskiej. Uzyskał 9342 głosy, z czego ponad 4 tysiące w Tarnobrzegu. Znamienne, że jego wynik w gminie, którą rządzi, nie był imponujący. Zdobył tam tylko 1913 głosów. Czyżby popularnego i pracowitego burmistrza nie chcieli wypuścić mieszkańcy?

    Pewnie z odwrotnych powodów nie cieszyli się popularnością inni "swoi" kandydaci. Były starosta tarnobrzeski Zbigniew Rękas, startujący z Polskiego Stronnictwa Ludowego, pytanie o wynik kwituje, że nie ma o czym mówić. Potwierdza się powiedzenie, że nie można być autorytetem we własnym domu. W rodzinnych Sokolnikach były starosta przyciągnął tylko 147 głosów na 1353 zdobyte w okręgu. Stanisława Krawca, byłego wójta Gorzyc, też nie docenili lokalni wyborcy Platformy Obywatelskiej. Dostał od nich 309 głosów na 794 zdobyte.

    MIELEC SILNY JAK NIGDY

    Bardziej rozmyślni byli mielczanie, zachęcani przez prezydenta do głosowania za swoimi kandydatami. Dlatego wyślą do Warszawy rekordową liczbę parlamentarzystów - czterech. Karierę będą kontynuować posłanka Platformy Krystyna Skowrońska i senator Prawa i Sprawiedliwości Władysław Ortyl. Dołączą do nich wiceprezydent miasta Krzysztof Popiołek i Leszek Deptuła, były marszałek Podkarpacia.

    NIEZWYKŁA STALOWA WOLA

    Te wybory były też wielkim sukcesem Stalowej Woli. Mobilizacja w głosowaniu za własnymi kandydatami spowodowała, że do Sejmu trafili Reneta Butryn i Antoni Błądek, odpowiednio z 7. i 30. miejsca. Oboje pokonali wielu, wydawało się, pewnych posłów.

    Przypomnijmy, jaka była ostatnia kampania do Sejmu i Senatu. Nie brakowało w niej zdarzeń dziwnych i zabawnych. Każdy z komitetów kusił i nęcił, a wpadek nie brakowało.

    KTÓRĘDY TĄ AUTOSTRADĄ

    Jeden z "konkretów" z programu Lewicy i Demokratów to partnerstwo publiczno-prawne. Co to takiego, nie wiadomo. Chodziło zapewne o partnerstwo publiczno-prywatne.

    Prawo i Sprawiedliwość też nie ustrzegło się od błędów. Poseł Andrzej Szlachta w swoich materiałach wyborczych opowiedział się za budową autostrady A-1. Inwestycja potrzebna, ale nie ma wiele wspólnego z naszym regionem, gdyż łączy… Gdańsk z Czechami. Natomiast Niemcy z Ukrainą ma łączyć biegnąca przez Rzeszów A-4.

    Z kolei obietnicę doprowadzenia autostrady A-4 do Medyki składał Marek Kuchciński. W istocie ma ona prowadzić do Korczowej. Natomiast Janusz Onyszkiewicz, europarlamentarzysta Lewicy i Demokratów, w przemówieniu wspomniał o wejściu Polski do Unii… Demokratycznej.

    PO POCZĘSTUNEK DO PO

    Kampania wyborcza nie mogła obyć się bez konferencji prasowych. Urządzali je nawet politycy rzadko kontaktujący się z mediami. Każdy chciał na konferencji wystąpić, pokazać się w błysku fleszy i kamer.

    Widać było też walkę. Dziennikarze, wychodzący z jednej z konferencji Platformy Obywatelskiej, spotkali wchodzącego do środka posła Jana Tomakę.
    - Pan się spóźnił?

    - A nie wiem, po co w ogóle to było - powiedział zrezygnowany poseł, którego nie poinformowano o wydarzeniu.

    Po konferencjach prasowych Platformy Obywatelskiej zapraszano dziennikarzy na "POczęstunek". Serwowano kanapki z POlędwicą i POwidłami oraz sok POmarańczowy.

    JA TEŻ CHCĘ MÓWIĆ

    Na jednej z konferencji Samoobrony wystąpili Zygmunt Wrzodak i Janusz Maksymiuk. Wrzodak przez kilkanaście minut mówił o przekrętach Kaczyńskich. Wreszcie skończył.

    - Ja już dziękuję, proszę o pytania. A chyba że pan Maksymiuk chce coś powiedzieć - zwrócił się do drugiego uczestnika konferencji.
    - Generalnie to przyjechałem tu, by coś powiedzieć - przypomniał swojemu koledze Janusz Maksymiuk.

    Maksymiuk nie mieszkał na Podkarpaciu i jazda taki kawał drogi do Rzeszowa, by nie odezwać się na konferencji, byłaby rzeczywiście nieopłacalna.

    KONFERENCJE Z GADŻETAMI

    Najefektowniejsze były konferencje Polskiego Stronnictwa Ludowego. Doradca i strateg ludowców doktor Dariusz Tworzydło, specjalista do spraw public relations z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania, wymyślił między innymi PiSnokia, czyli lalkę z wysuwanym nosem, symbolizującą kłamstwa Prawa i Sprawiedliwości, czy wysłanie magnetofonu "kasprzak", by lepiej się podsłuchiwało.

    Pomysłowością wykazała się też Platforma Obywatelska, gdzie za kampanię odpowiadał Piotr Wróbel. Kandydaci Platformy prezentowali kaczki wyborcze czy sowy. W odpowiedzi na to Prawo i Sprawiedliwość chciało podarować Platformie… srokę. - Państwo wiedzą, co symbolizuje ten ptak - mówił poseł Stanisław Ożóg.

    PRZECZUWALI SUKCES I KLĘSKĘ

    Konwencje Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej przyciągnęły po tysiąc osób każda. Wszyscy klaskali z entuzjazmem, a zwłaszcza młodsi działacze. Natomiast konwencja Ligi Polskich Rodzin zainteresowała tylko około 100 osób, z których spora część już przeczuwała klęskę i wcale nie wykazywała entuzjazmu.

    JEST TELEWIZJA, POWTARZAMY

    Dla polityków najważniejsza była telewizja. W siedzibie Polskiego Stronnictwa Ludowego spora grupa kandydatów prezentowała lalkę PiSnokio. Ale jedna z prywatnych stacji spóźniła się na konferencję. Większość uczestników już wyszła. Jednak posłowie Jan Bury i Mieczysław Kasprzak z chęcią powtórzyli konferencję do jednej kamery. I tylko uczestnicy wcześniejszej konferencji mogli się zastanawiać, jak to się stało, że ich nie ma na wizji.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo