Jak wygląda życie prywatne posłanki Butryn?

    Jak wygląda życie prywatne posłanki Butryn?

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Posłanka Renata Butryn z gazetą ze zdjęciem szefa politycznego ugrupowania.

    Posłanka Renata Butryn z gazetą ze zdjęciem szefa politycznego ugrupowania. ©Z. Surowaniec

    Przedstawiamy naszych parlamentarzystów. Posłanka Renata Butryn nosi spódnice tylko za kolana i nie przepada za gotowaniem.
    Posłanka Renata Butryn z gazetą ze zdjęciem szefa politycznego ugrupowania.

    Posłanka Renata Butryn z gazetą ze zdjęciem szefa politycznego ugrupowania. ©Z. Surowaniec

    - Zmarzła pani - powiedziałem, kiedy na pożegnanie dotknąłem chłodnej ręki Renaty Butryn, posłanki Platformy Obywatelskiej ze Stalowej Woli. - Nie, to oznaka niskiego ciśnienia - odpowiedziała.

    Pani posłanka na pierwsze umówione ze mną spotkanie przyszła punktualnie co do sekundy, ubrana w ciemne spodnie z cekinami i fioletowy sweter. Ale za nic nie dała sobie zrobić zdjęcia. - Nie, nie, nie, jutro - zaprotestowała gwałtownie.

    Na drugi dzień też przyszła tak punktualnie, że można było nastawić zegarek.
    Tym razem miała na sobie ciemną spódnicę midi, żakiet, a pod spodem karminową koszulę i fantazyjny sznur ciemnych korali. Usta miała w kolorze stonowanego karminu, paznokcie w kolorze bordo. I tak pozwoliła się sfotografować. - Tylko bez ekstrawagancji - zastrzegła, a to oznaczało grzeczne zdjęcie, bez wyszukanych póz, jednym słowem "po Bożemu".

    Z UNIESIONĄ GŁOWĄ

    O pani poseł wiedziałem wcześniej, że jest nieco usztywniona. Jeszcze przed kilku laty, kiedy była radną powiatową, pozowała do zdjęcia z uniesioną głową. No, ale taką pozę można wytłumaczyć tym, że jest polonistką, nauczycielem, a nauczyciele mają poczucie ważności i często demonstrują dydaktyczną wyższość.

    Przełamywanie lodów w rozmowie z panią Renatą to żmudna praca lodołamacza. Jest wyjątkowo powściągliwa w wyrażaniu uczuć. Mimo że jest polonistką, ma charakter matematyka. Takie można odnieść wrażenie. Jest zasadnicza, nieco posągowa, chłodna, nie ma w sobie nic z polonistycznej egzaltacji. I nawet po długiej rozmowie nie daje się łatwo rozmrozić. Ale poznanie jej życia, to ciekawe doświadczenie.

    Urodziła się w Dębicy. To miasto zamieszkałe przez 48 tysięcy mieszkańców, na skraju Puszczy Sandomierskiej. Jego historia sięga średniowiecza, ale podupadłe, nabrało ponownie znaczenia dzięki Centralnemu Okręgowi Przemysłowemu. - Dębica ma specyficzną atmosferę - opowiada pani Renata. To, co ją w tym mieście rozczula, to stare, wąskie uliczki odchodzące od rynku. - Dlatego w Stalowej Woli czuję się swojsko w Rozwadowie, gdzie jest podobna kameralna zabudowa - zwierza się.

    W Dębicy chodziła do szkoły podstawowej, której patronowała św. Jadwiga. I do liceum, którego patronem był król Jagiełło. Pani Renata była czwartym dzieckiem w rodzinie. - Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo - przyznaje. W rodzinie się nie przelewało, ale panowała atmosfera miłości, która dawała poczucie bezpieczeństwa. Jako najstarsza spośród dzieci, opiekowała się najmłodszym bratem. Jak teraz wspomina, to doświadczenie przydało się, kiedy już miała swoje dzieci.
    POCHŁANIAŁA KSIĄŻKI

    - Od początku bardzo chętnie pomagałam innym. Należałam do Polskiego Czerwonego Krzyża, jako wolontariuszka już w szkole podstawowej opiekowałam się starszymi ludźmi czy dziećmi w szpitalu - opowiada. - Pochłaniałam książki - przyznaje. - W domu dużo się czytało, ale ja poświęcałam temu nawet długie wieczory - zapewnia.

    - Od początku miałam humanistyczną wrażliwość - przyznaje. Kiedy miała wybrać studia, zastawała się nad prawem i filologią polską. Stanęło na filologii. I to gdzie! W samym Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak widać, Jagiellonowie odegrali w życiu obecnej pani poseł duże znaczenie, patronowali wszystkim jej szkołom.

    O Krakowie pani Renata mówi tylko dobrze i z rozrzewnieniem. Mimo komunistycznej mizerii, żyła na studiach intensywnie. Kiedy dostała się na uniwersytet, był to rok wyboru Karola Wojtyły na Papieża. Pamięta bijący z tej okazji dzwon Zygmunta. Dzięki znajomościom z innymi studentami pokosztowała żeglarstwa, jazdy na nartach, zafascynowała się kinem i jazzem, strajkowała, bo był to niespokojny czas powstawania Solidarności. Chodziła nawet do seminarium na wykłady księdza Tischnera.

    To od niego usłyszała słowa, które zapadły jej głęboko w pamięć, że najważniejsza jest zawsze platforma spotkania z drugim człowiekiem, bo dzięki tym spotkaniom wpływamy na siebie, my się zmieniamy i ten drugi ktoś też.

    Na studiach pani Renata poznała Andrzeja. Był studentem Akademii Górniczo-Hutniczej. - Czy przystojny? Był jednym z przystojnych - uśmiecha się. To, co jej zaimponowało w tym studencie, to to, że był "szalenie spokojny, mało mówił, ale celnie, budził szacunek i był niezwykle solidny" - wymienia jego cechy. I między nimi narosło uczucie, które okazało się miłością.

    POSZŁA ZA MĘŻEM

    Pani Renata mogła po studiach zostać na uczelni w Krakowie. Jednak poszła za mężem do Stalowej Woli, bo był stypendystą huty i dostał mieszkanie w tym mieście. I nie żałuje, bo pokochała "Stalówkę".

    - Różnimy się. Ja się zajmuję polityką, mąż nie chce mieć z polityką wiele wspólnego. Mamy margines wolności na swoje zainteresowania. Mąż godzi się z moją aktywnością polityczną. Lubi wyjeżdżać, szczególnie na mecze piłkarskie, których ja nie lubię. Jesteśmy różnymi połówkami, ale razem tworzymy cały świat. Idealnie funkcjonujemy - zapewnia.

    Owocem tej miłości jest dwójka dzieci. Dziś Łukasz ma 23 lata, studiuje inżynierię w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. 22-letnia Asia - ukochana córeczka tatusia, studiuje filologię angielską na Uniwersytecie Warszawskim, uczy się także niemieckiego i włoskiego i chce być tłumaczem literatury pięknej. Choć oboje urodzili się w Dębicy, to - jak zapewnia pani Renata - kochają Stalową Wolę. I po posmakowaniu życia w innych krajach, nie zamierzają wyjeżdżać z Polski na stałe.

    - Nie lubię gotować - przyznaje pani poseł. Ale jeżeli chce się popisać, to serwuje pieczony schab nadziewany śliwkami czy zapiekane ziemniaki z nadzieniem koperkowym. W kuchennym repertuarze ma placek miodowo-orzechowy, a z zup rosół. - Lubię stosować w kuchni ostre przyprawy. U męża w domu przeważają łagodne dania, ale nigdy złego słowa nie powiedział na moje gotowanie - uśmiecha się pani Renata.

    OŻYWIONA KLASYKA

    Ubiera się w spokojne rzeczy. - Klasyka czymś ożywiona - tak to określa. - To ma być funkcjonalne. Owszem spodnie, ale jak suknia, to za kolano, nigdy przed - deklaruje.

    - Trzeba się godnie starzeć - dodaje. Jeśli już odrobina szaleństwa to jest to na przykład kolorowa bluzka pod stonowanym żakietem. A makijaż? - Delikatny. Nie mam czasu stać godzinami przy lustrze - odpowiada.

    Pani poseł przyznaje, że życie płynie jej pod szczęśliwą gwiazdą. - Mam szczęśliwą rodzinę, kochającego męża, wspaniałą pracę w szkole, cudownych sąsiadów w bloku - wylicza. No i na dodatek wygrała wybory, została posłem.

    Tylko po tym wyborze jej życie zrobiło zwrot o 180 stopni. - Ten wybór, to jest dla mnie wyzwanie, któremu będę chciała sprostać - deklaruje.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo