Wigilia u Lasowiaków

    Wioletta Wojtkowiak

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Hanna Rzeszut i Lasowiaczki z Baranowa Sandomierskiego co roku proszą gości na tradycyjną wieczerzę. Tu wciąż żywe są zwyczaje pradziadów.

    Hanna Rzeszut i Lasowiaczki z Baranowa Sandomierskiego co roku proszą gości na tradycyjną wieczerzę. Tu wciąż żywe są zwyczaje pradziadów. ©W. Wojtkowiak

    Hanna Rzeszut z Baranowa Sandomierskiego opowiada, jak dawniej na wsiach wigilijną wieczerzę szykowano.
    Hanna Rzeszut i Lasowiaczki z Baranowa Sandomierskiego co roku proszą gości na tradycyjną wieczerzę. Tu wciąż żywe są zwyczaje pradziadów.

    Hanna Rzeszut i Lasowiaczki z Baranowa Sandomierskiego co roku proszą gości na tradycyjną wieczerzę. Tu wciąż żywe są zwyczaje pradziadów. ©W. Wojtkowiak

    Na tydzień przed Bożym Narodzeniem gospodarz przypominał żonie, że zbliża się Wigilia. A kiedy nadeszła, przez cały dzień aż do wieczerzy obowiązywał post. Jedzono z jednej miski, a łyżek nie wypuszczano z rąk. Potem związywano je siankiem, żeby się rodzina nie rozpadła.

    Takiej Wigilii już nie ma i nikt nie może sobie pozwolić na to, by w Boże Narodzenie nie robić kompletnie nic, ale Hanna Rzeszut z Baranowa Sandomierskiego, członkini zespołu obrzędowego Lasowiaczki, doskonale pamięta, jak to było w jej rodzinnym domu siedemdziesiąt lat temu. A wszystko zaczynało się już bladym świtem…

    - Franek, wstoń, już trzy razy kogut pieje, będzie trzecio godzina, jedź po drzewko do lasu - wspomina, jak matka budziła ojca, dziś powiedzielibyśmy “o nieludzkiej porze". Bo pracowity to był dzień. Uwijano się, żeby do pierwszej gwiazdki wszystko było gotowe.

    Wigilijne potrawy Hanny Rzeszut

    Wigilijne potrawy Hanny Rzeszut


    Barszcz - Barszcz na żytnim zakwasie robiono co najmniej dwa tygodnie przed Wigilią. W garnku gotujemy wodę z grzybami, kminkiem, majerankiem i czosnkiem. Wywarem zalewamy zakwas, niech się tylko zagotuje. Dodajemy śmietanę z solą. Po zagotowaniu odstawiamy.

    Kapusta z grochem - Kiszoną kapustę wypłukać, gotować co najwyżej pół godziny. Dodać pokruszone grzyby, kminek, majeranek, pieprz i sól. Osobno ugotować biały groch z kaszą jaglaną. Wymieszać.

    Chapcie lasowiackie - Inaczej gołąbki. Kapustę obgotować, żeby liście zmiękły. Kiszoną kapustę ugotować i mieszać z pokruszonymi grzybami, ryżem, kaszą jęczmienną, pieprzem i solą. Można dodać kostkę rosołową. Farszem nadziewać kapuściane liście i dusić na małym ogniu. Można też dodać przecieru pomidorowego i zapiec w piekarniku.



    Drzewko było nieduże, bo w izbie miejsca mało. A wieszało się na nim jabłka i orzechy, łańcuchy z bibuły, aniołki i gwiazdy. I stroiło się choinkę lub gałązki dopiero przed wieczerzą wigilijną, czyli pośnikiem.

    MYJCIE SIĘ W CEBRZYKU
    Zanim wszyscy zasiedli do stołu nakrytego białym obrusem, ubierali się w odświętne stroje lasowiackie. Kiedy już wszystko było gotowe, gospodarz wnosił do izby tak zwanego króla. Snop z żytniej słomy trzykrotnie związany trzema powrózkami.

    - Bo trzy osoby były w stajence betlejemskiej. Pan Jezus, Matka Boska i Józef Święty - mówi Lasowiaczka. “Króla" stawiano w południowym kącie, na dobry urodzaj. Broń Boże od północy, skąd przychodziło samo złe - chmury, grady i zarazy. Gospodarz przynosił też sianko i karmę dla krów. Stawiał cebrzyk z wodą.
    Potem każdy z domowników, chociaż umyty i wyszykowany, musiał obmyć twarz wodą. Były tam już garść siana i grosik, żeby pieniądze się domu trzymały. Wierzono, że umycie się w takiej wodzie chroniło od chorób i zarazy.
    POŚCILI, AŻ MDLIŁO
    W Wigilię nic się nie jadło. Jakaż to była radość dla dzieciaków, kiedy po takim obrządku i modlitwie można było zasiąść do wigilijnego stołu.

    - Przez cały dzień aż się mdlało, a jeszcze nas baby straszyły, żeby nie porywać niczego z garnka, bo będą zęby bolały - wspomina babka Hanka.
    Gdy już zmówiono pacierze, połamano się opłatkiem, gospodyni przynosiła na stół wszystkie potrawy. A gdy doniosła ostatnią, nie mogła ruszyć się od stołu, bo wierzono, że dzięki temu kury będą jej się lepiej niosły.

    RYB NIE BYŁO
    Ucztowanie zaczynano od białego barszczu. Potem chopcie, czyli gołąbki z kaszą jaglaną, kapusta z kaszą jaglaną, kapusta z grzybami i grochem obowiązkowo, bo groch daje siłę, ziemniaki z cebulą i olejem lnianym, a także kasza jaglana ze śliwkami, jęczmienna z masłem, pierogi z kapustą, a na koniec kompot z suszonych jabłek. Nie mogło zabraknąć chleba, ale ryby, uważanej dziś za symbol wieczerzy, długo na lasowiackich stołach nie było.

    - Tylko pany ryby jadały - wspomina Rzeszutowa. Ryby były drogie, ale też tradycja nakazywała przygotowywać wieczerzę z produktów, które znajdowały się w gospodarstwie.
    Honorowe miejsce na wigilijnym stole zajmowała gromnica w glinianym garnku ze zbożem.

    Z JEDNEJ MISKI
    Pośnik jadło się z jednej miski. Każdy miał swoją łyżkę i nie zmieniał jej, żeby krzyż nie bolał przy pracy w polu. Dopiero po kolacji najstarszy domownik wiązał wszystkie sianem, żeby się rodzina nie rozpadła.
    Gospodarz rzucał słomkami z “króla" w sufitową belkę. Ile się ich wbiło, tyle miał mieć kopek zboża w roku. Potem z kolorowym opłatkiem i chlebem szedł do obory. - Do koni, do krów i życzył stworzeniu, żeby zdrowe było - opowiada Hanna Rzeszut.

    Brał też siekierę i powrósła i z dziećmi szedł do ogrodu. -Każde drzewko bił siekierą. - Będziesz rodzić, pytał i przystawiał ucho do drzewa. A gdy usłyszał odpowiedź twierdzącą, przewiązywał drzewo powrósełkiem, żeby wszelkie robactwo w tym
    powrózku potem siedziało.

    WIGILIJNE WRÓŻBY
    W Wigilię panny na wydaniu sprawdzały, która i jak szybko męża dostanie. Rzeszutowa śmieje się, że psa przed Wigilią głodziła chyba każda...
    Dopiero po pośniku dziewczyna brała ze trzy kromki chleba. Jedna to Jasiek, druga Stasiek, a trzecia Waluś. Kładła te kromki koło budy i patrzyła, którą pies złapie.
    Nasłuchiwały też po wieczerzy, z której strony pies zaszczeka. Od młynarza, kowala czy stolarza przyjdzie jej kawaler?

    Panny ochoczo szły do świń i tłuczkiem waliły w koryto. Jak świnia zarechotała, to dobrze. Źle, jak się ogonem odwróciła, bo to znaczyło, że wszystko przepadło, nie pójdzie za mąż.

    ŚWIĘTOWANO DO SZCZEPANA
    - W Szczepana ojciec musiał z izby wszystko wynieść - opowiada Rzeszutowa. A dziewczęta porządkowały izby. Oj, biedna była ta, która nie zdążyła. Jak chłopaki przyłapały dziewczynę na śmieciach, robiły ze słomy chłopa, stawiały przy drodze i pisały na kartce: “Ty zasrano Kasiu, tobie to się widzi Jasiu, głupioś jest jak ciele, co łogonem miele, po kapuście głośno pierdzis i bździnami sama śmierdzis, śmieci ześ se nie sprzątnęła, bodaj byś w nich utonena. Ty łowolanico. Śmij się z Kaśki łokolico" - ciągnie babka Hanka. - Biedna dziewczyna się popłakała…

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo