Marina Łuczenko w "Tańcu z gwiazdami"

    Marina Łuczenko w "Tańcu z gwiazdami"

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Ostatnie wcielenie Mariny, czyli udział w telewizyjnym programie "Taniec z gwiazdami”, gdzie jej partnerem jest Michał Uryniuk.

    Ostatnie wcielenie Mariny, czyli udział w telewizyjnym programie "Taniec z gwiazdami”, gdzie jej partnerem jest Michał Uryniuk. ©A. Szczukiewicz

    Marina Łuczenko miała fatalny wschodni akcent i dykcję, ale dzięki pracowitości znalazła się wśród gwiazd w telewizyjnym programie.
    Ostatnie wcielenie Mariny, czyli udział w telewizyjnym programie "Taniec z gwiazdami”, gdzie jej partnerem jest Michał Uryniuk.

    Ostatnie wcielenie Mariny, czyli udział w telewizyjnym programie "Taniec z gwiazdami”, gdzie jej partnerem jest Michał Uryniuk. ©A. Szczukiewicz

    Kiedy Marina Łuczenko przyjechała z rodzicami z Ukrainy do Stalowej Woli, była małym dziewczątkiem, zaciągającym mocno wschodnim akcentem. Kiedy wyjeżdżała stąd do Warszawy, mogła ponieść klęskę lub zostać śpiewającą gwiazdą. Los się do niej uśmiechnął.

    Piotr Wroński patrzy na kolorowy blok przy ulicy Wałowej w Stalowej Woli. Jego rodzina i Łuczenkowie wprowadzili się tu w tym samym czasie. - To był rok 1994 albo 1995 - przypomina. Wrońscy zamieszkali na parterze, Łuczenkowie na trzecim piętrze. - Jak Marinka ćwiczyła śpiew w domu, to u mnie było słychać - śmieje się pan Piotr.

    MAMA TAŃCZYŁA

    Pan Piotr i Wasyl Łuczenko zostali kolegami, tym bardziej że razem pracowali w spółce Tasta, handlującej armaturą. Bywali u siebie w domu. Łuczenkowie mieli dwójkę dzieci - Marinę i starszego Żenię. - Tam zawsze w domu było czysto - zapewnia. Ałła, żona Wasyla, pracowała z nim w Taście. W młodości była tancerką.
    Wasyl dbał o edukację dzieci. - Marinka była jego oczkiem w głowie - wspomina. Dużo czasu poświęcała muzyce - albo słuchała nagrań, albo miała próby. - Ale była dzieckiem potrzebującym dużo ruchu - pamięta. Wasyl grał na gitarze i śpiewał, wystąpił nawet w telewizyjnym konkursie "Szansa na sukces". W Stalowej Woli założył zespół muzyczny Smurf.
    - Nie wiedziałem, że Marinka występuje w "Tańcu z gwiazdami". Rzadko oglądam telewizję, nie interesują mnie seriale - przyznaje pan Piotr.

    W następnym bloku pytam rówieśniczkę Mariny, czy ją znała. - Znałam - potakuje. Ale nie ma o niej zbyt dobrego zdania. - Śpiewała nam na podwórku, ale była taka dziwna, nie lubiła się bawić ze wszystkimi - mówi. Pamięta, że większą wartość dla niej mieli ci, którzy mieli swój dom, a w domu komputer.

    NORMALNA NASTOLATKA

    Kiedy Marina osiągnęła wiek szkolny, rodzice posłali ją do Szkoły Podstawowej numer 12 w Stalowej Woli. Jednak po czterech latach przenieśli ją do płatnej szkoły społecznej. Jej wychowawczyni Marta Szado określa ją jako "normalną nastolatkę". - Była średnio zdolną uczennicą - ocenia Marinę. Kiedyś słyszała wypowiedź Mariny, że lubiła matematykę, ale uznała to zwierzenie za przesadzone.

    Największy pożytek był z Mariny na szkolnych uroczystościach, kiedy śpiewała. - Zawsze śpiewała, miała ładny głos - zapewnia dawna wychowawczyni. - Miała szczęście, że trafiła do wyjątkowo dobrej klasy artystycznej. Nie wywyższała się - zapewnia Marta Szado.

    Wasył Łuczenko mierzył wysoko i posłał Marinę do szkoły muzycznej w klasie fortepianu. - Nie była wybitna jeśli chodzi o naukę gry na tym instrumencie, lepiej szło jej ze śpiewaniem - wspomina dyrektor szkoły Magdalena Pamuła.

    SUKCES W WARNIE

    Marina kształciła głos także w Studiu Wokalnym Prymka w Miejskim Domu Kultury. Jej opiekunem była pedagog muzyczny Teresa Myśliwiec. - Miała dziewięć lat, kiedy przyszła do Prymki - pamięta pani Teresa.

    Kiedy Marina skończyła jedenaście lat, pani Teresa wyjechała z nią do Bułgarii na dziecięcy festiwal w Warnie. Mała piosenkarka zajęła tam pierwsze miejsce. - Ale debiut miała w Nisku, gdzie wystąpiła w konkursie piosenki religijnej "Chcę śpiewać Panu" - pamięta Teresa Myśliwiec.

    O swojej uczennicy mówi, że z początku miała fatalny wschodni akcent i złą dykcję. - Ale była bardzo pracowita i robiła duże postępy - przyznaje. - Zawsze przychodziła na próby punktualnie i była przygotowana. Nie stwarzała żadnych problemów - dodaje.
    Ojciec Mariny ostrzegał ją, że w Polsce będzie miała bardzo utrudnioną karierę, bo zawsze będzie się na nią patrzeć, jak na obcą. - Nie będą cię lubić i dlatego musisz być dużo lepsza od innych - mówił jej.

    Prawdopodobnie to właśnie przez wygórowane ambicje ojca Marina przeforsowała gardło i miała problemy z emisją głosu. Stało się to w fatalnym momencie, kiedy wygrała casting na rolę Julii w musicalu Janusza Józefowicza "Romeo i Julia" w Teatrze Buffo w Warszawie.

    WSIĄKŁA W WARSZAWIE

    Kiedy Marina przed czterema laty przeniosła się do Warszawy, to już tam wsiąkła. Do Stalowej Woli nie wróciła. Jest uczennicą 37. Liceum Ogólnokształcącego imienia Agnieszki Osieckiej w Warszawie, w klasie artystycznej. Głośno zrobiło się o niej przed rokiem, kiedy zajęła trzecie miejsce na międzynarodowym konkursie młodych wykonawców "New Wave" w łotewskiej Jurmale.

    Ze Stalowej Woli zniknęli także Łuczenkowie. Kiedy mieszkający w Częstochowie Żenia wyjechał do Stanów Zjednoczonych, rodzice przenieśli się do mieszkania, które tam miał. Wasyl pracuje w biurze handlu zagranicznego przedsiębiorstwa Dospel, jako dyrektor odpowiedzialny za rynki wschodnie.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo