Wózek inwalidzki dla Natalii za nakrętki

    Wózek inwalidzki dla Natalii za nakrętki

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pan Stanisław musi podnosić coraz cięższą córkę, co nie jest dla niego łatwe, bo jest inwalidą.

    Pan Stanisław musi podnosić coraz cięższą córkę, co nie jest dla niego łatwe, bo jest inwalidą. ©Z. Surowaniec

    12-letnia niepełnosprawna dziewczynka ze Stalowej Woli otrzymała nowoczesny wózek inwalidzki. To dzięki akcji żoliborskiego stowarzyszenia.
    Pan Stanisław musi podnosić coraz cięższą córkę, co nie jest dla niego łatwe, bo jest inwalidą.

    Pan Stanisław musi podnosić coraz cięższą córkę, co nie jest dla niego łatwe, bo jest inwalidą. ©Z. Surowaniec

    - Mąż myślał, że z tym wózkiem inwalidzkim za plastykowe nakrętki, to "pic na wodę". Kiedy jednak dostaliśmy zaproszenie po odbiór wózka, byliśmy wniebowzięci - przyznaje Irena Czajka ze Stalowej Woli, matka 12-letniej niepełnosprawnej Natalii.

    Natalia to trzecie dziecko państwa Czajków. Mają same córki. Najstarsza 28-letnia mieszka w Ameryce, średnia 25-letnia jest nauczycielką w Warszawie. Opuściły rodzinne gniazdo, wyleciały w świat.

    Natalka urodziła się w siódmym miesiącu ciąży.
    - Za późno była zrobiona cesarka. Miałam odklejone łożysko. Kiedy Natalka się urodziła, nie oddychała. Odżyła po reanimacji, ale zmiany były już nieodwracalne. Miała porażenie mózgowe - opowiada pani Irena.

    UMIARKOWANE PORAŻENIE

    Dziewczynka ma porażenie określane jako umiarkowane. Ale to słowo "umiarkowane" może mylić. Do niesprawnego ciała przyplątała się padaczka. - Ataki są bardzo intensywne. Natalka przez pół godziny głośno płacze, piszczy. Trzeba to odczekać - mówi jej mama. Ale kiedy przyjmuje leki przeciwpadaczkowe, jest osowiała, przytłumiona.

    Natalka nie mogłaby żyć bez całodobowej opieki. Jest już dorosłą dziewczyną, waży 45 kilogramów. To na tyle dużo, że jej rodzice czują ciężar córki, której trzeba zmieniać pampersy, przenosić do łóżka, wynosić z łóżka, sprowadzać ze schodów. A sami nie są okazami zdrowia. Pani Irena ma problemy z kręgosłupem, pan Stanisław jest rencistą.

    Natalka wożona była normalnym wózkiem, trochę większym od tego, jakim wozi się dzieci. Rodzice marzyli o nowoczesnym wózku dla córki. Takim z akumulatorkiem, sterowanym dźwignią, jakim jeździ po Stalowej Woli kilka niepełnosprawnych osób. Takie cudo kosztuje około 16 tysięcy złoty. To "fura" pieniędzy dla biednych rodziców. Tym bardziej, że choroba córki pochłania pieniądze. Kosztują leki, pampersy, bo bezpłatnych pampersów otrzymują tylko część tego, co Natalka zużywa.

    ZBIERA KTO MOŻE

    Ratunek przyszedł od warszawskiego Żoliborskiego Stowarzyszenia "Dom, rodzina, człowiek". Stowarzyszenie zorganizowało ogólnopolską akcję zbierania plastikowych nakrętek. Za kilogram firma zajmująca się przetwarzaniem ich na maty ogrodowe czy płytki, płaci półtora złotego. Za pięć ton nakrętek można kupić nowoczesny wózek inwalidzki, umożliwiający poruszanie się sparaliżowanej Natalii. Tyle tylko, że pięć ton nakrętek to olbrzymia ilość!

    Akcja została nagłośniona w całej Polsce i już przyniosła fantastyczny efekt. Zbieraniem zajęły się szkoły w miastach i wsiach, dorośli i dzieci. Do zbierania nakrętek na wózek dla Natalii zachęcają księża w kościołach, informacje przekazują sobie przez Internet różne osoby. Już zebranych zostało półtorej tony i przekazanych do przetworzenia. Pół tony leży w plastikowych workach na klatce schodowej przy mieszkaniu państwa Czajków, na szóstym piętrze wieżowca przy Alejach Jana Pawła II.

    Rodzice Natalki umieścili na skrzynkach pocztowych kilkudziesięciu okolicznych bloków pudełka z prośbą o wrzucanie do nich nakrętek. - Wieczorem wychodzimy z Natalką i robimy obchód, zabieramy nakrętki - przyznaje pani Irena. Dwa razy w miesiącu przyjeżdża przedstawiciel żoliborskiego stowarzyszenia i zabiera nakrętki.

    NA KRECHĘ

    Do uzbierania jest jeszcze trzy tony nakrętek. - To strasznie dużo - wzdycha pani Irena. Jednak przed tygodniem odbyła się uroczystość, o której rodzice Natalki mówią z wielkim wzruszeniem. Firma zajmująca się sprzedażą wózków, dała wózek "na krechę". Państwo Czajkowie pojechali z Natalką do Warszawy po odbiór pojazdu. Wtedy okazało się również, że anonimowa dobra dusza przekazała na kupno wózka 4 tysiące złotych.

    Wózek jest piękny. Najlepiej obsługuje go pan Stanisław. Natalka szybko się uczy sterowania nim dźwignią. Już wie jak się obracać w kółko, jak jechać do przodu. Wkrótce zniknie również kolejna bariera. Natalka ma już przyznany specjalny składany podest, dzięki czemu rodzicom będzie łatwiej sprowadzać wózek z półpiętra od windy do drzwi wyjściowych z bloku. Wózek razem z Natalką waży ponad 100 kilogramów!

    Dzięki wózkowi dziewczynka będzie mogła więcej korzystać ze spacerów po mieście, a nie siedzieć całymi dniami w domu, gdzie świeżego powietrza może zaczerpnąć tylko na balkonie. Do Natalki przychodzą nauczyciele z integracyjnej Szkoły Podstawowej numer 7. - Uczą ją rysowania, śpiewu, wierszy - wspomina tato. Czasami przechodzi w odwiedziny cała klasa. - Ona się wtedy bardzo cieszy, przytula do dzieci, głaszcze je - mówi ucieszona pani Irena.

    ŁATWIEJ NA SPACER

    Pani Irena już się cieszy, że dzięki wózkowi łatwiej będzie im wychodzić z Natalką na miasto, do pizzerii, na lody, na spacery. Nie trzeba będzie pchać rozklekotanego wózka. Natalka będzie sterowała superwózkiem.

    - To dziwna rzecz, ale po urodzeniu dwóch zdrowych córek miałam depresję. Kiedy urodziłam Natalkę, depresja znikła. Bo zdałam sobie sprawę, że mam dla kogo żyć, że beze mnie, bez męża, to dziecko będzie bezradne i poszkodowane - zwierza się pani Irena. - Kiedy jestem blisko Natalki, głaszcze mnie po głowie tak intensywnie, że jestem rozczochrana - śmieje się mama.

    Pani Irena przyznaje, że mogłaby się starać o inne mieszkanie. Ale twierdzi, że ma tak dobrych sąsiadów, że nie miałaby sumienia się stąd wynosić. - Jesteśmy jak rodzina. Sąsiedzi pytają o Natalkę, gdybym potrzebowała jakiejś pomocy, to są na zawołanie - cieszy się. Jest także wzruszona serdecznością i pomocą, jakiej doświadcza od nieznanych ludzi.

    RADOŚĆ DZIECKA

    Pani Irena jest pewna, że dzięki wózkowi zmieni się życie jej córki. Kolorowe nakrętki sprawią, że świat Natalki stanie się bardziej kolorowy, bardziej dostępny, ciekawszy. Każdy może mieć udział w tej radości, zbierając nic nie warte nakrętki, które można zamienić w wiele wartą radość niepełnosprawnego dziecka.

    Komentarze (5)

    Wszystkie komentarze (5) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo