W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nikt nie jest gorszy

    W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nikt nie jest gorszy

    Magdalena Małodzińska

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Jak w prawdziwym domu, posiłki podopieczni przygotowują wspólnie. Potem zasiadają do jednego stołu.

    Jak w prawdziwym domu, posiłki podopieczni przygotowują wspólnie. Potem zasiadają do jednego stołu. ©M. Małodzińska

    Wychowuje, uczy, otwiera na świat - Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Mielcu udowadnia, że nawet to, co wydaje się niemożliwe, staje się realne.
    Jak w prawdziwym domu, posiłki podopieczni przygotowują wspólnie. Potem zasiadają do jednego stołu.

    Jak w prawdziwym domu, posiłki podopieczni przygotowują wspólnie. Potem zasiadają do jednego stołu. ©M. Małodzińska

    Ten rok jest dla placówki wyjątkowy. Ośrodek obchodzi bowiem piękny jubileusz, 50-lecie powstania. Postanowiliśmy więc przyjrzeć się jego wyjątkowej pracy. Pracy z głębi serca.

    Dla większości podopiecznych Ośrodka Szkolno-Pedagogicznego w Mielcu placówka ta jest czymś więcej niż tylko zwykłą szkołą. To drugi dom. Dom, gdzie nie ma podziału na lepszych i gorszych. Dom, gdzie to, co na początku niemożliwe, powoli, krok po kroku, staje się osiągalne. - Chcemy udowodnić dzieciom, że to, iż są niepełnosprawne umysłowo, wcale nie oznacza, że nie mogą realizować swoich marzeń - zaznacza Maria Orłowska, dyrektor ośrodka.

    Obecnie w ośrodku przebywa 130 młodych osób. 70 z nich mieszka w placówce na stałe. Do domu jeżdżą tylko w weekendy. W ciągu tygodnia ciepło domowego ogniska starają się im zapewnić uczący w ośrodku pedagodzy. Całą kadrę trudno zliczyć, w ośrodku zajęcia z młodzieżą mają nauczyciele z zakresu oligofrenopedagogiki, logopedii, psychologii, surdopedagogiki, pedagogiki opiekuńczej i resocjalizacji, gimnastyki korekcyjnej.

    Łącznie w placówce mieści się aż sześć szkół: dwie podstawówki, dwa gimnazja (dla uczniów z upośledzeniem umysłowym lekkim, umiarkowanym i znacznym), szkoła przysposabiająca do pracy oraz zasadnicza szkoła zawodowa specjalna o kierunkach kucharz małej gastronomii oraz malarz-tapeciarz.

    TO NIE PRACA, TO MISJA

    - Tutaj jest moje miejsce, nie wyobrażam sobie pracy, gdzie indziej - mówi dyrektor ośrodka.

    Maria Orłowska jest szefem placówki od trzech lat. Wcześniej kierowała Szkołą Specjalną numer 4. Jednak początki jej kariery zawodowej wcale nie były związane z pracą z niepełnosprawną młodzieżą. - Przez wiele lat pracowałam jako choreograf tańca w zespole Rzeszowiacy. Lubiłam tę pracę, ale czegoś mi brakowało. Tam wszystko szło prosto, bez większych problemów. Nowy układ, próba i do przodu. W ośrodku natomiast potrzeba wprawdzie więcej cierpliwości, spokoju, opanowania, ale sukcesy dają dużo większą satysfakcję - wyznaje.

    Praca w ośrodku jest ciężka, mozolna, często bez wytchnienia. - Tak naprawdę to nie jest praca. To misja - stwierdza dyrektor.

    CIĘŻKA PRACA JEST TERAPIĄ

    Obecnie w placówce przeprowadzanych jest szereg remontów. Ale co ciekawe, nie wykonuje je żadna specjalistyczna firma. Pędzle i szlifierkę w rękach trzymają sami wychowankowie ośrodka, uczniowie szkoły zawodowej o kierunku malarz-tapeciarz. - To coś więcej niż tylko praktyka. To taka forma terapii - mówi dyrektor.

    Rafał przebywa w ośrodku od trzech lat. Na początku stwarzał kadrze niemałe problemy wychowawcze. - Był arogancki, wulgarny, dokuczał młodszym kolegom. Wielokrotnie miał być nawet skreślany z listy uczniów - mówi dyrektor.

    Obecnie jednak nauczyciele nie mają z chłopcem żadnego problemu. Skąd taka zmiana? Rafał bardzo aktywnie włączył się w przeprowadzane przy ścieżce prace. - Chciał się wykazać, sprawdzić, czuć się potrzebnym. Teraz nie trzeba go nawet zmuszać, sam bierze pędzle w dłoń i pyta, kiedy może zaczynać - mówi dyrektor szkoły.

    TALENTY RODZĄ SUKCESY

    Podopieczni ośrodka na brak zajęć pozalekcyjnych nie mogą narzekać. Warsztaty plastyczne, muzyczne, taneczne, turnieje sportowe to tylko część organizowanych w placówce dodatkowych lekcji. - W tych dzieciakach drzemie tyle możliwości, trzeba je tylko odkryć i rozwijać - mówi Mariola Jurek, nauczycielka plastyki.

    Każde z nich znajduje coś dla siebie. Piotr Tomków, 15-letni chłopiec chory na autyzm, maluje od najmłodszych lat. Jego prace już niejednokrotnie brały udział w ogólnopolskim konkursie plastycznym w Zamościu.

    Młodzież odnosi też znaczące sukcesy w rywalizacji sportowej i także nie tylko w środowisku lokalnym, ale też w zawodach wojewódzkich i ogólnopolskich. - W ubiegłym roku nasi uczniowie stanowili trzon reprezentacji województwa podkarpackiego w halowej piłce nożnej. Brali udział między innymi w Mistrzostwach Polski w Halowej Piłce Nożnej w Puławach. Z kolei nasza reprezentacja w piłce siatkowej wywalczyła II miejsce w Turnieju Piłki Siatkowej we Frysztaku - chwali się dyrektor.

    BĘDZIE JESZCZE PIĘKNIEJ

    Możliwe, że ośrodek w najbliższym czasie czeka gruntowna modernizacja. Możliwe, bo wszystko zależy od tego, czy placówka otrzyma dofinansowanie z programu "Kapitał ludzki". Kwota unijnego wsparcia opiewa na 5 milionów złotych. Wniosek będzie składany na dniach. Dyrektor Orłowska nie ukrywa, że czekają ją bardzo nerwowe i pełne napięcia tygodnie. Sprawa powinna się rozstrzygnąć już pod koniec roku.

    Gdyby jednak wszystko poszło zgodnie z planem, teren przed ośrodkiem zmieniłby się nie do poznania. Najważniejszą inwestycją byłaby budowa kompleksowego boiska. Poza tym, na placu powstałaby altanka z ławeczkami, byłoby też gdzie spacerować. - Chcemy, żeby było tutaj jeszcze piękniej. Wierzę, że się uda. Oczami wyobraźni już widzę, jak nasze dzieciaki spacerują po nowej alejce - mówi dyrektor tej wyjątkowej mieleckiej placówki.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo