Z Teatru Ognia do "podhalańczyków"

    Z Teatru Ognia do "podhalańczyków"

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Marcin na pierwszym planie w szeregu, na przysiędze.

    Marcin na pierwszym planie w szeregu, na przysiędze. ©Z. Surowaniec

    Wśród czterech rekrutów Strzelców Podhalańskich, zaszczyconych przysięgą na sztandar, znalazł się chłopak ze Stalowej Woli, twórca Teatru Ognia Kamikaze.
    Marcin na pierwszym planie w szeregu, na przysiędze.

    Marcin na pierwszym planie w szeregu, na przysiędze. ©Z. Surowaniec

    Marcin Tubielewicz nie migał się przed armią, choć kiedy już zdecydował się odsłużyć wojsko, skończył 26 lat. Ale w najbardziej zwariowanych marzeniach nie przyszło mu do głowy, że przyjdzie mu składać przysięgę na głównej ulicy w rodzinnej Stalowej Woli. A tak się właśnie stało.

    - Od osiemnastego roku życia planowałem iść do wojska. Już na pierwszej komisji zgłosiłem się na ochotnika. A potem różne czynniki wpływały na to, że wszystko się odwlekało - przyznaje Marcin.

    POWSTAŁO KAMIKAZE

    Po szkole dostał pracę w Hucie Stalowa Wola, w dziale serwisu. Przed ponad dwoma laty stworzył z grupą przyjaciół Fire Dance Kamikaze, Teatr Ognia. Robią efektowne pokazy, zapierające dech w piersiach. Machają płonącymi poi - specjalnym sprzętem do ognistych efektów. Zieją ogniem, rzucają wodne bomby. Robią pokazy na ślubach, na imprezach w zabytkowych zamkach. Zostali zaproszeni do Krynicy na forum ekonomiczne. Stali się sławni. Ale Marcin myślał o wojsku.

    - Już miałem bilet do VI Batalionu Dowodzenia Sił Powietrznych w Średmiu. I odkręciłem wszystko. Potem miałem iść do Gołdapii, pod rosyjską granicę. Ale chciałem być bliżej domu. Planowałem odsłużyć wojsko w Nisku, ale nie udało się. Najbliżej był Rzeszów. Tam było miejsce na kierowcę ciężarówki - opowiada. Trafił do 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.

    - Nie były dla mnie szokujące pierwsze dni, bo miałem zaprawę. Przez dziesięć lat byłem harcerzem i nie była mi obca szkoła przetrwania. Wielu chłopaków jednak nie mogło się odnaleźć w nowym środowisku - przyznaje Marcin.

    FAJNA KADRA

    - Na jednostce mam bardzo fajną kadrę. Koledzy w innej jednostce mają kadrę bardziej ostrą i jest tam większy rygor. Mnie się trafiło dobrze, jestem bardzo zadowolony - mówi z wesołymi iskierkami w oczach.

    Ma odsłużyć dziewięć miesięcy. - Planuję z końcem grudnia wystąpić o służbę nadterminową - zwierza się. - Średnia wieku żołnierzy zasadniczej służby to 20-21 lat. Jestem za stary na służbę terminową, mogę się starać tylko o zawodową - mówi. Oznacza to, że podpisałby kontrakt z wojskiem. Skutek byłby taki, że nie brałby żołdu 200 złotych miesięcznie, tylko normalną wypłatę około 1700 złotych. - I zobaczymy, jakie będą warunki. Jeśli dobre, to będę się starał zostać w wojsku dalej. A jak nie, to powrót do pracy w Stalowej Woli - planuje.

    Marcin trafił do kompani zaopatrzenia. Najcięższa jest kompania rozpoznania - twierdzi. - Można przyrównać ją do Gromu. To elita - ocenia.

    Dzień w u Strzelców Podhalańskich wygląda tak. Godzina 6 - pobudka, 6.30 - śniadanie, 7 - zaprawa i apel poranny. Dalej zajęcia przedpołudniowe, apel dzienny, 15.30 - obiad, po obiedzie kolejne zajęcia, 18.30 - kolacja, po kolacji tak zwane rejony, sprzątanie i zakwaterowanie. Potem pastowanie butów przed budynkiem, rozliczenie wieczorne, capstrzyk o 22 i spanie.

    PRZYGOTOWANI NA PRZYSIĘGĘ

    Po miesiącu szkolenia, nauki i musztry rekruci zostali przygotowani do złożenia przysięgi. Miała to być ostatnia przysięga żołnierzy zasadniczej służby wojskowej, bo za dwa lata brygada przejdzie na zawodowstwo. Na uroczystość dowództwo wybrało Stalową Wolę.

    To była dla mieszkańców Stalowej Woli niezwykła okazja zobaczenia "podhalańczyków". Choć dzień przysięgi był wyjątkowo zimny i wietrzny, na głównej ulicy Staszica, wybranej na miejsce przysięgi, zjawiło się kilka tysięcy ludzi.
    Podczas kulminacyjnej ceremonii, kiedy trzystu rekrutów stało w szeregu wzdłuż ulicy, czterech młodych "podhalańczyków", uznanych za najlepszych, zostało poproszonych o złożenie przysięgi na sztandar brygady. Wśród nich był Marcin Tubielewicz.

    - Dzień przed przysięgą staliśmy na próbie. Podchodzi dowódca kompanii i mówi do mnie: "Chodź ze mną, jesteś wyróżniony, będziesz przysięgę składał na sztandar". Bardzo mnie to zdziwiło - śmieje się Marcin.

    - Sam się zastanawiam, dlaczego zostałem wybrany. Do tej pory nie wiem, za co zostałem wyróżniony. Może dlatego, że na początku był wywiad z każdym żołnierzem, spisane były nasze zainteresowania, uprawnienia. Może to wpłynęło na to, że byłem instruktorem harcerskim. Bo jestem na takim samym poziomie jak inni, każdy jest dobry w swoim fachu - wyznaje Marcin.

    KWIATY DLA MAMY

    Po przysiędze przed trybunę honorową zostali poproszeni rodzice wyróżnionych żołnierzy. Przy Marcinie stanęła jego mama. Otrzymała gratulacje od dowódcy i kwiaty.

    - Miesiąc szybko uciekł. Ale w wojsku nic nowego się nie nauczyłem. Bo w harcerstwie i organizacjach paramilitarnych poznałem musztry, stamtąd wyniosłem umiejętność strzelania z broni - przyznaje Marcin. - Teraz po przysiędze będzie bardziej lajtowo - ma nadzieję. - Najważniejsze teraz będą przepustki - mówi.
    Gdyby załapał się na kontrakt, kończyłby pracę w jednostce o 15.30. W Rzeszowie musiałby wynająć mieszkanie. Dlatego będzie się starał o przeniesienie do Niska, skąd jest kilka kilometrów do domu w Stalowej Woli. I do dziewczyny Ewy, z którą najchętniej by się nie rozstawał.

    TEATR POD TELEFONEM

    O Teatrze Ognia nie zapomina. Nie wiadomo, czy będzie miał okazję dać z grupą pokaz w wojsku. - Są regulaminy, przepisy, odpada otwarty ogień w jednostce - odpowiada. Ale prowadzi dalej teatr, kontaktuje się telefonicznie z przyjaciółmi. Ma nadzieję, że będą szlifować formę, kiedy będzie wychodził na przepustkę.

    Na razie w Teatrze Ognia jest zastój, skończył się sezon. Ale już posypały się oferty z całej Polski na sylwestrowe zabawy i na Nowy Rok. - Musimy trenować, żeby nie zapomnieć techniki, wymyślać nowe figury - zapewnia Marcin.
    I będzie się wyrywał z podhalańskiego wojska na przepustki, żeby robić ogniste pokazy u ceprów.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo