Misjonarz ksiądz Marceli Prawica Honorowym Obywatelem...

    Misjonarz ksiądz Marceli Prawica Honorowym Obywatelem Końskich. W piątek ostatnie pożegnanie

    Marzena Kądziela

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Ksiądz Marceli Prawica.

    Ksiądz Marceli Prawica. ©Lech Lipiec

    Końskie mają nowego Honorowego Obywatela. W czwartek został nim zmarły w niedzielę misjonarz ksiądz Marceli Prawica. Jego pogrzeb w piątek w Końskich.
    Ksiądz Marceli Prawica.

    Ksiądz Marceli Prawica. ©Lech Lipiec



    Na misjach w Zambii spędził 44 lata. Gdyby jednak ktoś pomyślał, że w afrykańskim Chingombe jedynie głosił słowo boże, bardzo by się mylił. Ksiądz Marceli Prawica był tam nie tylko duchownym, ale lekarzem, akuszerem, agronomem, nauczycielem, oraczem, siewcą, kupcem, kierowcą, architektem, budowlańcem, myśliwym...
    Zmarł w niedzielę w koneckim szpitalu w obecności przyjaciela doktora Lecha Lipca. Miał 78 lat. W czwartek Rada Miasta i Gminy Końskie przyznała mu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Końskie. W piątek będziemy niezwykłemu duchownemu towarzyszyć w jego ostatniej drodze.

    Ksiądz Marceli - jeden z najstarszych misjonarzy

    Jak opowiadają przyjaciele zmarłego, których duchowny miał w Końskich wielu, ksiądz Marceli Prawica o wyjeździe na afrykańskie misje marzył już jako student w sandomierskim seminarium. Po zakończeniu edukacji trafił jednak do parafii - najpierw pod Ostrowiec Świętokrzyski, do Skarżyska Kamiennej, a potem do świętego Mikołaja w Końskich. I właśnie z Końskich wyjechał najpierw do Anglii, gdzie miał szflifować język i sprawować obowiązki duchownego w polskiej parafii, a potem, w roku 1972 do misji Chingombe w Zambii. Afrykańską misję założyli w 1914 roku polscy jezuici. Chingombe to nazwa doliny, rzeki, wioski. Dolina Chingombe otoczona jest pasmem gór Muczinga i stanowi część Doliny Luano. Zamieszkuje go lud Lala.

    Misja stała się jego domem

    - Misja Chingombe stała się domem dla księdza Marcelego - opowiada przyjaciel księdza doktor Lech Lipiec, który znał duchownego od dziecka. - Buszmenów traktował trochę jak swoje dzieci, ale także uczniów, przyjaciół, współpracowników. Gdy przyjeżdżał do nas raz, dwa, trzy razy w roku, mógł godzinami opowiadać o tym, co nowego wydarzyło się w wiosce. Słuchaliśmy go niekiedy całą noc, bo miał niezwykły dar snucia ciekawych opowieści.

    - Ale wizyty księdza Marcelego nie miały jedynie celu towarzyskiego - dodaje mecenas Jan Nowak, także wieloletni przyjaciel misjonarza. - Duchowny przyjeżdżał do Polski przede wszystkim po to, by zbierać fundusze na funkcjonowanie misji na Czarnym Lądzie. W naszej kolegiacie stoi puszka z fotografią księdza zachęcającego do wrzucania choćby drobnych datków. Chingombe i jego mieszkańcy byli bowiem dla Marcelego Prawicy najważniejsze.

    Wszystkim, co miał, dzielił się z innymi

    - To prawda - dodaje doktor Lech Lipiec. - Ksiądz Marceli wszystkim, co miał, dzielił się z mieszkańcami misji. Na własność miał spraną koszulę, spodnie, schodzone sandały i brewiarz, z którym się nie rozstawał. I na nic kupowanie mu obuwia czy odzieży. Zaraz po przylocie do Zambii, rozdawał to biednym.

    Fundusze na działalność misji ksiądz Prawica zbierał oczywiście nie tylko w Końskich. Gdy przyjeżdżał do naszego kraju, zatrzymywał się w bardzo wielu miejscach, ponieważ wszędzie miał przyjaciół, którzy z wielką radością go gościli. Miał swój pokój w kurii radomskiej, jednak nigdzie nie chciał zatrzymywać się dłużej, bo wciąż miał wiele zadań do wykonania. W misji, dzięki księdzu, działały między innymi szpital, kościół, szkoła. Mieszkańcy uczyli się uprawy roślin - orania, siania, zbiorów, handlu.

    - Jednym z zadań księdza, poza zbieraniem funduszy, była nauka nas, Polaków, tolerancji, szacunku dla innych kultur, obyczajów, miłości bliźniego, przyjaźni, bezinteresownego działania na rzecz innych - dodaje Jan Nowak.

    Po ponad 40 latach spędzonych w afrykańskim buszu ksiądz przyjechał jesienią mininego roku na emeryturę. Dostał pokój w domu księży emerytów w Radomiu, ale nie mógł tam zbyt długo odpoczywać, bo wciąż chciał być aktywny. Znowu jeździł po Polsce dłużej zatrzymując się jedynie w Końskich, a konkretnie w koneckim szpitalu.

    - Niestety, lata spędzone na Czarnym Lądzie odbiły się na zdrowi duchownego - zdradza doktor Lipiec. - Miał wyniszczony organizm między innymi przez malarię, ale także inne choroby. Ale jeszcze wiosną tego roku obwoził księdza z Zambii po Polsce... W niedzielny wieczór ksiądz Marceli zmarł. Spędziłem z nim ostatnie godziny życia. Był świadomy. Ostatnie jego opowieści dotyczyły polowania w afrykańskim buszu. Będzie mi go bardzo brakować, bo był dla mnie, tak jak dla mieszkańców Chingombe, jak ojciec.

    Honorowy Obywatel Końskich

    W czwartek na nadzwyczajnej sesji Rada Miasta Końskie przyznała księdzu Marcelemu Prawicy tytuł Honorowego Obywatela Miasta.

    - To dla nas zaszczyt, że ksiądz tak często bywał u nas i przyjaźnił się z wieloma z nas - mówi burmistrz Krzysztof Obratański. – Był znakomitym ambasadorem nie tylko Polski, ale także Końskich. Mimo wielu lat spędzonych na obczyźnie wciąż posługiwał się piękną polszczyzną. Na początek października przygotowywaliśmy mu benefis. Niestety, Pan Bóg chciał go mieć wcześniej u siebie.

    Pogrzeb księdza Marcelego Prawicy rozpoczyna się w piątek, 22 września, o godzinie 11 mszą świętą w kolegiacie świętego Mikołaja. Później nastąpi przejazd na konecki cmentarz. Kondukt żałobny przejdzie z parkingu przez bramę główną do grobowca kapłanów.


    Rada Miasta Końskie wraz z burmistrzem Krzysztofem Obratańskim oraz zastępcami Krzysztofem Jasińskim i Marcinem Zielińskim po podjęciu uchwały o nadaniu księdzu Marcelemu Prawicy tytułu Honorowego Obywatela Miasta Końskie
    Marzena Kądziela

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Zobacz koniecznie:

      Wideo