Dziesięć lat dla Stali

    Dziesięć lat dla Stali

    Arkadiusz KIELAR

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Wojciecha Nieradkę w Stalowej Woli zna każdy szanujący się piłkarski kibic. Były piłkarz Stali kojarzy się fanom z najlepszymi czasami dla zespołu, gdy ten grał w drugiej i pierwszej lidze. 41-letni dzisiaj zawodnik, który występował również m.in. w Siarce Tarnobrzeg, KSZO Ostrowiec i Błękitnych Kielce, ma swoje określone poglądy na temat tego, co się obecnie dzieje z jego drużyną.

    * Wystąpił pan w noworocznym spotkaniu piłkarskim pomiędzy obecnym, trzecioligowym zespołem Stali a byłymi piłkarzami naszej drużyny. I chociaż była to zabawa, to każdy kibic widział, że młodzi piłkarze mogliby się od was, "starych", jeszcze sporo nauczyć...

    - Bo w futbolu jest tak, że mimo upływu wieku pewnych rzeczy się nie zapomina.
    Ciekawe, że za moich czasów także mówiło się, że my, ówcześni zawodnicy, nie dorównujemy umiejętnościami naszym poprzednikom. Po prostu polska piłka obniża coraz bardziej loty. Teraz poziom jest już naprawdę nie najwyższy. A moja Stal gra obecnie zaledwie w trzeciej lidze i na dodatek jest w niej po rundzie jesiennej na przedostatnim miejscu w tabeli. Nigdy bym się nie spodziewał, że może dojść do czegoś takiego. Ale o utrzymanie jestem spokojny, trener Sławomir Adamus wie co robi, przyszedł jeszcze w dodatku trener Janusz Batugowski.

    * Jak pan sądzi, czyja to wina, że "Stalówka" jest tak nisko?

    - Nie ma co ukrywać, wszystko w dzisiejszej piłce rozbija się o finanse. Gdyby Huta Stalowa Wola łożyła nadal spore pieniądze na klub, mielibyśmy w Stali przynajmniej drugą ligę. Działaczy byłoby bowiem stać na ściągnięcie klasowych zawodników. No, ale huta już nie wspiera, widoku na jakiegoś zamożnego sponsora też nie ma. My po prostu żyjemy w "Polsce B" i trzeba oswajać się z myślą, że "Stalówka" będzie grać pewnie jeszcze długo najwyżej w trzeciej lidze. Ale i tak nie jest tak źle, widać, że pod rządami prezesa Bronisława Żaka wszystko idzie w dobrym kierunku i Stal wychodzi na prostą. Wystarczy tylko zobaczyć, co stało się w niedalekim Mielcu. Tamtejsza Stal ma piękne tradycje, wiele lat gry w ekstraklasie, a teraz nie może wygrzebać się od dobrych kilku sezonów z czwartej ligi.

    * W Stalowej Woli działacze i trenerzy wpadli na pomysł, by w trudnej sytuacji dać szansę wychowankom. W końcu kto jak kto, ale piłkarze, którzy się wychowali w Stali, powinni wkładać w grę dla niej mnóstwo serca. A przy okazji wreszcie znaleźć miejsce w składzie i mieć wyjątkową możliwość rozwoju. I nic z tego nie wyszło...

    - Wierzę, że ci młodzi piłkarze, którzy grają teraz w Stali, mają dobre chęci. Ale oni mają już po prostu inną mentalność. Ja jako młody zawodnik nosiłem na treningach za starszymi pokornie pachołki i siatki na bramki, znałem swoje miejsce w szeregu. Teraz młodzież jest inna, w dodatku od razu patrzy, jakie może mieć z piłki profity. A ja uważam, że najpierw niech taki zawodnik zasuwa na treningach i podnosi umiejętności, a potem się rozgląda za kasą. Na początek może grać nawet za darmo, byleby miał taką możliwość.

    * Pan też jest wychowankiem Stali, ale zakończenia kariery nie wspomina pan zbyt ciepło...

    - Grałem dla Stali przez dziesięć lat, myślę, że coś zrobiłem dla tego klubu. Nie miałem jednak żadnego oficjalnego pożegnania, nie zaproszono mnie też w ogóle na obchody 50-lecia istnienia klubu... To przykre, mam o to pewien żal. Nie bardzo też rozumiem, dlaczego jako były zawodnik nie mogę wejść na stadion na mecze za darmo. Ale nie chcę się nad tym rozwodzić. Uważam, że byli zawodnicy mogliby jeszcze coś dla tego klubu zrobić. Cieszę się, że na przykład Darek Sajdak, jeden z najlepszych piłkarzy Stali w historii, pracuje teraz z młodzieżą. Kto może być dla młodych adeptów futbolu większym autorytetem niż on?

    * Zarówno pana, jak i wspomnianego Dariusza Sajdaka i pozostałych, którzy grali w ekstraklasie, kibice wspominają z wielkim sentymentem. Czy ma pan też ma jakieś wyjątkowe wspomnienia z tych "złotych czasów"?

    - Pamiętam dobrze barażowe spotkania o ekstraklasę z Górnikiem Knurów, gdy wywalczyliśmy awans po raz pierwszy w 1987 roku. W Knurowie przegraliśmy 1:2, ale trener Szaryński mówił w prasie, że dałem z siebie "120 procent" (śmiech). Prawdziwy dramat dopadł mnie jednak przed rewanżem, bo rozchorowałem się, miałem 39,3 st. gorączki. Nie mogłem zagrać, ale przyszedłem i tak na stadion, nie mogłem tego nie widzieć. To było wspaniałe, 10 tysięcy kibiców na stadionie, a my awansowaliśmy do ekstraklasy, wygraliśmy w rewanżu 2:0. Wspominam też często już mecz w ekstraklasie z Lechem Poznań, z Juskowiakiem i Podbrożnym w składzie. Zdobyłem wtedy gola na 1:1 w samej końcówce, ale poznaniacy i tak zdążyli jeszcze strzelić nam rozstrzygającą bramkę.

    * Ze Stali przeszedł pan do lokalnego rywala, Siarki Tarnobrzeg i spotkały pana z tego powodu nieprzyjemności...

    - Tak, Siarka też grała akurat w ekstraklasie, więc czekały nas derby. I przed meczem w Tarnobrzegu pojawiły się jakieś podejrzenia, że ja i Artur Kopeć, który też przyszedł do Siarki ze Stalowej Woli, możemy przeciwko swojemu macierzystemu zespołowi nie zagrać na maksa. Nie wytrzymałem presji i poprosiłem świętej pamięci trenera Janusza Gałka, by mnie nie wystawiał w tym spotkaniu. Siarka beze mnie w składzie wygrała 1:0 po bramce w 81 minucie Tyburskiego. W Stalowej Woli w rewanżu było 0:0.

    * Na swoim koncie ma pan też występy w KSZO Ostrowiec, akurat w sezonie, gdy ostrowczanie po raz pierwszy awansowali do ekstraklasy.

    - Najpierw jednak musieliśmy utrzymać KSZO w drugiej lidze, trenerem był wtedy Janusz Batugowski. Na szczęście wygraliśmy bardzo ważny mecz z Hetmanem Zamość 1:0, a jedynego gola zdobył dla KSZO Sławek Adamus, obecny trener "Stalówki". W następnym sezonie przyszedł trener Czesław Palik, grałem u niego pół rundy, po czym KSZO zrezygnowało ze mnie. Ale otrzymałem pamiątkowy sygnet dla piłkarzy, którzy wywalczyli awans do ekstraklasy.

    * Mimo 41 lat, nadal pojawia się pan od czasu do czasu na boisku...

    - Jestem grającym trenerem w występującym w "okręgówce" KP Zarzecze i jeżeli zachodzi taka potrzeba, to wychodzę na boisko. Po prostu lubię to, co robię, byleby tylko mi zdrowia jeszcze wystarczyło...

    * Dziękuję za rozmowę.



    Wojciech Nieradka ma 41 lat, jest wychowankiem Stali Stalowa Wola, grał również w Siarce Tarnobrzeg, MZKS Kozienice, KSZO Ostrowiec, Błękitnych Kielce, Alicie Ożarów, Cukrowniku Włostów, Granicy Lubycza Królewska, Sokole Nisko, obecnie jest grającym trenerem LZS Zarzecze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!