Marszałek nie narzekał

    Marszałek nie narzekał

    Arkadiusz Kielar

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Piłkarze "Stalówki” pewnie ograli Miedź Legnica, a jednym z najlepszych piłkarzy na boisku był pomocnik gospodarzy, Janusz Iwanicki (z piłk

    Piłkarze "Stalówki” pewnie ograli Miedź Legnica, a jednym z najlepszych piłkarzy na boisku był pomocnik gospodarzy, Janusz Iwanicki (z piłką). ©S. Czwal

    Piłkarze drugoligowej Stali Stalowa Wola pokonali łatwo na własnym stadionie Miedź Legnica. Oklaskiwali ich znani samorządowcy i muzyk z... Piwnicy pod Baranami.
    Piłkarze "Stalówki” pewnie ograli Miedź Legnica, a jednym z najlepszych piłkarzy na boisku był pomocnik gospodarzy, Janusz Iwanicki (z piłk

    Piłkarze "Stalówki” pewnie ograli Miedź Legnica, a jednym z najlepszych piłkarzy na boisku był pomocnik gospodarzy, Janusz Iwanicki (z piłką). ©S. Czwal



    Stal złamała Miedź nadspodziewanie łatwo. W czasach, gdy w drugiej lidze walczy się o każdy punkt jak o życie, stalowowolanie wywalczyli "komplet" łatwo i przyjemnie, a rywali mogli "pogonić" nawet "piątką" przy lepszej skuteczności.

    Pojedynek z Miedzią miał być "na noże", bo oba zespoły martwią się o ligowy byt. Piłkarze gospodarzy zmotywowani byli podwójnie, bo chcieli oddać rywalom pięknym za nadobne za porażkę jesienią w Legnicy 2:3.
    Dodajmy, że "głupią" porażkę, bo nasi prowadzili z Miedzią na jej terenie 2:1 do 83 minuty, potem jednak dali sobie strzelić dwie bramki. Na szczęście tym razem karty rozdawali już "zieloni-czarni".

    ZAGRAŁ NA AMBICJI

    Mecz zapowiadał się emocjonująco, a w końcówce majowego "długiego weekendu" czas na piłkę nożną znalazło wielu znanych przedstawicieli władz samorządowych, w tym marszałek województwa podkarpackiego Zygmunt Cholewiński i wiceprezydent Stalowej Woli Franciszek Zaborowski. W zacnym gronie, obok byłego prezesa Stali Stalowa Wola, Bronisława Żaka, zasiadł także Konrad Mastyło, znany stalowowolski muzyk współpracujący z krakowską Piwnicą pod Baranami. Wszyscy spodziewali się emocji i bramek, i w pierwszej połowie nie mogli narzekać.

    Początek spotkania okazał się jednak najpierw pechowy dla pomocnika Stali Przemysława Pałkusa. Popularny "Pałka" już w czwartej minucie doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Zastąpił go Janusz Iwanicki, który nieoczekiwanie znalazł się na ławce rezerwowych. Okazało się, że trener gospodarzy Albin Mikulski, to niezły psycholog. Zagrał "Iwanowi", czołowemu pomocnikowi w swojej talii, na ambicji i ten, gdy tylko wszedł na boisko, mocno rozruszał towarzystwo.

    MOGŁO SIĘ ZEMŚCIĆ

    Już w 13 minucie "stalowcy" objęli prowadzenie po golu niedocenianego w Stalowej Woli napastnika Pawła Kowalczyka, na którego jednak konsekwentnie stawia Mikulski. I jak się okazało słusznie - po znakomitym podaniu Jacka Maciorowskiego z lewej strony, popularny "Kowal" przyjął piłkę w polu karnym na pierś i huknął fantastycznie z woleja tuż obok słupka, bramkarz Miedzi, Łukasz Mariak, nie miał szans.
    Szybki gol w tak ważnym meczu - nie mogło być lepiej. A "Stalówka" nie zwalniała i niedługo potem powinna prowadzić 2:0. Kamil Gęśla odebrał piłkę obrońcom Miedzi, pomknął na bramkę rywala, w sytuacji "sam na sam" z Mariakiem uderzył i... bramkarz gości zdołał odbić piłkę! Co gorsze, mogło się to zemścić na naszych, bo w 27 minucie, po stracie Marka Kusiaka, mieliśmy niemal identyczną sytuację po drugiej stronie boiska. Tym razem jednak "oko w oko" z Tomaszem Wietechą znalazł się napastnik Miedzi, Słowak Josef Banda, który uderzył obok naszego golkipera, minimalnie obok słupka...

    TŁUMACZYŁ NIEOBECNOŚĆ

    Za głowę złapał się czeski szkoleniowiec gości, Petr Nemec. Do Stalowej Woli nie mógł przywieźć innego swojego napastnika, Damiana Misana, który ponoć, jak mówi się nieoficjalnie, nie gra z powodu kłótni z... prezesem Miedzi, Andrzejem Grajewskim, znanym wcześniej ze sponsorowania Widzewa Łódź. Sam Nemec jednak przedstawił w tej sprawie inne stanowisko. - Misan jest po prostu kontuzjowany - tłumaczył nieobecność swojego zawodnika szkoleniowiec.

    To jednak problemy Miedzi, a Stal do przerwy pokazała, że potrafi być skuteczna. W 42 minucie idealnie w pole karne rywali piłkę dośrodkował Iwanicki, a tu czyhał już Rafał Dopierała i nie dał najmniejszych szans Mariakowi. Pomocnik Stali, na grę którego narzekali wcześniej kibice, nareszcie zdobył dla swojej drużyny pierwszego gola po przyjściu w przerwie zimowej z Unii Skierniewice.

    TO BYŁ KARNY

    W przerwie także nie brakowało... emocji. Po raz kolejny stalowowolski klub postarał się o niespodziankę dla swoich kibiców i tym razem, po wcześniejszym turnieju piłkarskiej żonglerki, mieliśmy dla widzów turniej rzutów karnych. Bronił rezerwowy bramkarz Stali, Stanisław Wierzgacz, a trzej kibice, którzy zdołali go pokonać, otrzymali od klubu nagrody.

    A na początku drugiej połowy najgłośniej słychać było... trenera Stali, Albina Mikulskiego. Szkoleniowiec nie zdzierżył, gdy w polu karnym powalony został jego piłkarz, Łukasz Stręciwilk, przez tym razem austriackiego obrońcę Miedzi, Gilberta Prilasniga. - To był karny, panie sędzio - krzyczał szkoleniowiec, ale arbiter pozostał niewzruszony.

    Po tej akcji mieliśmy z kolei ostre dośrodkowanie z rzutu wolnego Dopierały, po którym o mały włos piłka nie wpadła do bramki. A na pewno by się w niej znalazła, gdyby któryś ze "stalowców" dołożył nogę. Za chwilę kibice uśmiali się też z... sędziego, który podyktował rzut wolny dla Stali po tym, jak Gęśla najzwyczajniej w świecie tylko stracił piłkę. Huknął z 25 metrów Kowalczyk, ale w środek bramki.

    TO NIE JEGO DZIEŃ

    W 73 minucie powinna paść trzecia bramka dla naszych. Po dośrodkowaniu świetnie spisującego się Iwanickiego tylko przyłożyć odpowiednio głowę pozostało wprowadzonemu po przerwie Łukaszowi Czyżykowi. Ale napastnik Stali strzelił wprost w Mariaka. Jeszcze lepszą okazję miał Gęśla w 82 minucie - piłkę obrońcom Miedzi odebrał Jaromir Wieprzęć, który chwilę wcześniej wbiegł na boisko po tym, jak doznał niegroźnego urazu i wyłożył ją koledze z zespołu "jak na patelni". To nie był jednak dzień Kamila - był znowu sam na sam z Mariakiem i po raz drugi przegrał.

    Jeszcze przed końcowym gwizdkiem na boisko wszedł Marcin Dettlaff i był to jego debiut w "Stalówce", na który musiał długo czekać po tym, jak zachorował na początku rundy wiosennej na zapalenie płuc. A po ostatnim sygnale arbitra na stadionie zapanowała radość, smuciła się tylko garstka kibiców Miedzi. Przejechali szmat drogi, by zobaczyć porażkę swoich pupili, odniesioną w nie najlepszym stylu. A Stal? Jeżeli po tej wygranej złapie wiatr w żagle, może być tylko dobrze...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!