Skra Sobów już nie strajkuje

    Skra Sobów już nie strajkuje

    Piotr Szpak

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Prezes Iskry Sobów Leszek Wawrylakowski ma się nad czym zastanawiać.

    Prezes Iskry Sobów Leszek Wawrylakowski ma się nad czym zastanawiać. ©M. Radzimowski

    Piłkarze Iskry nie chcieli zagrać już żadnego meczu w czwartej lidze. Wczoraj wieczorem wszystko im się odmieniło.
    Prezes Iskry Sobów Leszek Wawrylakowski ma się nad czym zastanawiać.

    Prezes Iskry Sobów Leszek Wawrylakowski ma się nad czym zastanawiać. ©M. Radzimowski

    Piłkarze Iskry Sobów Tarnobrzeg zapowiadali, że nie wyjadą na środowy mecz z Galicją Cisna do Leska. Mieli też nie zagrać w następnych spotkaniach. Wystarczą dwa walkowery, żeby zespół został karnie relegowany z czwartej ligi do klasy A. Na szczęście wszystko na to wskazuje, że tak się nie stanie.

    Racje mają ci, którzy przed rokiem twierdzili, iż awans zespołu z małego klubiku mającego swą siedzibę w tarnobrzeskim osiedlu wiejskim do czwartej ligi, to nie sukces, tylko wielka krzywda, która może oznaczać jego kres.

    LETNI RUCH
    Po awansie do “okręgówki" okazało się, że obiekt w Sobowie, dumnie nazywany stadionem, nie spełnia wymogów licencyjnych. Powszechnie szanowany i ceniony w Sobowie Jacenty Zioło, były prezes klubu, zwołał ludzi ze wsi i ci w czynie społecznym pracowali od rana do zmroku. Czasu było mało, ale sobowianie zdążyli. Otrzymali licencję. Ale nikt nie chciał trenować Iskry. Zgodził się na to trener ze Stalowej Woli Artur Chyła. Najpierw złapał się za głowę, a później zaczął robotę.

    Dobrą robotę, bo sobowianie na inaugurację rozgrywek zremisowali z “wielką" Siarką Tarnobrzeg, a później wygrywali na wyjazdach. U siebie nie mogli, bo pełne dołków i górek boisko grać w piłkę nie pozwalało, jedynie kopać ją do przodu. A przeciwnicy kopali lepiej.
    ZIMOWE NADZIEJE
    Po rundzie jesiennej okazało się, że Iskra wcale nie musi spaść do “okręgówki". Trener Chyła zakasał rękawy.
    - Pracowaliśmy profesjonalnie, w styczniu i lutym dawaliśmy z siebie wszystko, by jak najlepiej być przygotowanym do wiosennej walki o utrzymanie się w czwartej lidze - mówi obrońca Iskry Mariusz Łukawski.

    - Ja miałem tyle sił, że mogłem grać od pierwszej minuty. W życiu nie myślałem, że kiedyś osiągnę taką formę - dodaje Mariusz Stasiak.
    No, ale była jeszcze jedna kwestia. Kwestia wynagradzania piłkarzy za ich grę. Jesienią było z pieniążkami jeszcze całkiem przyzwoicie. Zimą i wiosną zaczęły się rozmowy o stypendiach. Piłkarze rozmawiali z prezesem Leszkiem Wawrylakowski, ale nic nie zostało podpisane czy choćby spisane. Czas mijał, a kasy jak nie było tak nie było.

    PREZES JEST NIEWINNY
    W miniony czwartek piłkarze powiedzieli, dość! Dowiedzieli się, że to, co było obiecywane nie zostanie zrealizowane. Szlag ich trafił. Tym bardziej że z 18 zawodników grających w zespole malutkie stypendia mogło dostać tylko ośmiu z nich. Powiedzieli, dość tego. Kończymy grę w tym zespole. O dziwo tylko nieliczni mieli pretensje do prezesa Leszka Wawrylakowskiego.

    - Pewnie, że prezes nam naobiecywał, ale on przecież musiał mieć zapewnienie kogoś z urzędu miejskiego, że pieniądze będą. Gdyby nie Wawrylakowski to już dawno byśmy nie grali. Inni nam naobiecywali - mówią piłkarze, wskazując winnego.
    TO JUŻ KONIEC?
    Na wczorajszy mecz z Resovią sobowianie wyszli w koszulkach z napisem “koniec?". Wcześniej twierdzili, że jeśli do dziś nie dostaną zapewnienia, że obiecane im pieniądze otrzymają, wtedy na środowy mecz z Galicją Cisna nie pojadą. Nie wyjdą też na boisko, by rozegrać następne spotkania. A regulamin rozgrywek mówi wyraźnie, że drugi walkower danej drużyny wyklucza dany zespół z rozgrywek. A to z kolei oznacza degradację o dwie klasy rozgrywkowe w dół. Iskra grałaby więc w nowym sezonie w klasie A.

    - Wiemy, że Iskra to klub amatorski i nikt wielkich pieniędzy za grę nie oczekuje. Chcielibyśmy tylko, by potraktowano nas poważnie i zrealizowano to, co nam obiecano. Żadne skandale nie są nam potrzebne, ale nikt też nie rzuci pracy i szkoły, by pojechać na mecz do Leska, za który i tak nie dostanie pieniędzy - spokojnym głosem mówił w piątek Mariusz Łukawski. Wczoraj zmienił zdanie: - Jedziemy do Leska, pogadaliśmy we własnym gronie, wierzymy, że pieniądze dla nas się znajdą - stwierdził.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!