Już nie trzeba się schylać, by zebrać truskawki, bo można je uprawiać w rynnach. Ten sposób produkcji się rozwija, ale najwięcej owoców wciąż rośnie na polach.

 

Plantacje truskawek Marka Zwolaka z miejscowości Borów-Kolonia (woj.  lubelskie) zajmują 3,5 ha. - W tym roku zbiorę połowę tego, co w normalnym sezonie - mówi  rolnik. - Wczesne odmiany truskawek przemarzły, pozostały tylko te, które zakwitły po przymrozkach - dodaje. Przymrozki, które przeszły przez jego okolicę w drugiej połowie kwietnia, uszkodziły rozety niektórych roślin, zaś 10 maja niska temperatura zaszkodziła truskawkom w fazie kwitnienia.

- Oby ceny były w tym roku dla nas korzystniejsze - dodaje Marek Zwolak. - W naszym regionie jest zagłębie plantatorów truskawek, ale wielu już z tej produkcji  zrezygnowało, gdy opłacalność spadała. 

 

Pogoda miesza w wydajności

Paweł Kraciński z Zakładu Ekonomiki Ogrodnictwa Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej - PIB w Warszawie: - Wielkość produkcji truskawek w latach 2013-2016 oscylowała około 200 tys. ton (rocznie) i zależna była od wielości plantacji i plonów. Wydajność nadal zależy od pogody, bo część upraw nie jest nawadniana. Zresztą nawet nawadnianie nie daje gwarancji pewnego i wysokiego plonu, gdyż owoce mogą wymarznąć, zostać porażone chorobą bądź zniszczone przez szkodniki.  

 

Podkreśla, że mówiąc o uprawie truskawek trzeba uświadomić sobie, że obecnie mamy trzy formy takiej działalności rolniczej, której wynikiem jest ten smaczny owoc: - Różne (niekiedy znacznie) są nakłady finansowe oraz w mniejszym zakresie stosowana technologia. 

 

- Pierwszym jest uprawa w szklarniach i tunelach wysokich z przeznaczeniem na owoce deserowe poza tradycyjnym terminem zbioru (czyli od wiosny do jesieni) - wyjaśnia ekspert. - Ta działalność rozwija się obecnie w Polsce, ale jej znaczenie jest jeszcze małe. Głównym powodem jest niewielkie zainteresowanie konsumentów. Polacy kochają truskawki, ale te dojrzewające w czerwcowym słońcu. Największą barierą rozwoju upraw pod osłonami są wysokie koszty infrastruktury. 

Marek Zwolak na razie niczego na swoich plantacjach zmieniać nie zamierza, pozostaje przy produkcji owoców miękkich na polach. Z kolei Michał Gmys z Wtelna (woj. kujawsko-pomorskie) też ma plantacje na polach, które zajmują ok. 3 ha, ale oprócz tego uprawia truskawki w rynnach. - Polscy konsumenci rzeczywiście wolą truskawki dojrzewające w czerwcowym słońcu, a pierwsze owoce w systemie rynnowym pojawiają się pod koniec maja i można je zbierać nawet do listopada - mówi plantator z ok. Bydgoszczy. 

 

Trzysta tysięcy złotych na pół hektara

Poza tym koszty takiej produkcji nie są małe. -  Truskawki w rynnach zajmują w naszym gospodarstwie na razie pół hektara - mówi Gmys. - Ta inwestycja kosztowała ponad trzysta tysięcy złotych i choć część zwróciła się już w pierwszym roku, to nie udało się nam uniknąć niektórych błędów. 

 

Dotyczyły one np. podłoża kokosowego. - Powinniśmy wymieniać je po dwóch sezonach, a nie po trzech, by roślinom dostarczać właściwe ilości składników pokarmowych, wody - mówi rolnik. -  No i nawodnienie trzeba było lepiej dostosować do warunków atmosferycznych, zmienić liczbę kroplowników (teraz jeden przypada na dwie rośliny). Poza tym na każdym metrze bieżącym maty z substratem kokosowym mieliśmy po 12 sadzonek i to było za dużo. Zmniejszyliśmy obsadę na takiej powierzchni do ośmiu sadzonek i teraz jest lepiej. Generalnie przez pierwsze trzy sezony musieliśmy się uczyć tego sposobu uprawy. 

 

Czy poleciłby go innym rolnikom? - Tak, ale jest on bardzo pracochłonny, wymagający ciągłej uwagi (by nie popełnić błędu, bo komputer wszystkiego za nas nie zrobi) - twierdzi Michał Gmys. - Na przykład trzeba systematycznie badać wartości dotyczące pożywki dla truskawek, pH ... No i nie można zapominać, że co dwa lata należy wymieniać maty. Na pół hektara potrzebujemy ok. 4 tysięcy sztuk, a jedna kosztuje około 7 złotych! 

 

Twierdzi, że za owoce z rynien można dostać znacznie wyższe stawki, ale głównie w Europie Zachodniej. - Dlatego chcemy zainwestować w kolejne uprawy rynnowe, by mieć więcej towaru i móc sprzedawać go na eksport - mówi Gmys. 

Deserowe na podmiejskich polach

- Drugim kierunkiem działalności jest produkcja owoców deserowych w uprawie polowej - wyjaśnia Paweł Kraciński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej - PIB.  - Produkcja owoców deserowych rozwija się najlepiej w pobliżu dużych aglomeracji miejskich. Część producentów decyduje się na uprawę wczesnych odmian, przyśpieszając dodatkowo dojrzewanie okrywami (agrowłóknina, folia), podczas gdy inni wybierają późniejsze odmiany dojrzewające naturalnie. Owoce okrywane dostępne są 2-3 tygodnie przed główną masą owoców z upraw polowych i zwykle można za nie otrzymać korzystne ceny. Drugi typ deserowej produkcji polowej wchodzi na rynek w czasie trwania zbiorów owoców przeznaczonych do przemysłu i dostępny jest jeszcze przez 2-3 tygodnie po zakończeniu głównych „truskawkowych żniw”.  

 

Jego zdaniem uprawa truskawek deserowych w gruncie rozwija się dynamicznie, bo z reguły była znacznie lepiej opłacalna niż kierunek przemysłowy. Na początku czerwca tego roku, kiedy pogoda spowodowała dużą podaż owoców deserowych z upraw polowych, ceny jakie otrzymywali rolnicy wahały się od 4 do 7 zł/kg.  O ile górna granica widełek dawała opłacalność produkcji, o tyle dolna (4 zł/kg) była już problematyczna, bo nakłady pracy w tej działalności są większe niż w tradycyjnej uprawie polowej.

 

- Mam nadzieję, że dostaniemy chociaż pięć złotych za kilogram owoców deserowych - powiedziała Mariola Markiewicz, współwłaścicielka plantacji truskawek w Buszkowie, niedaleko Bydgoszczy. - Najwcześniejsze odmiany przemarzły, więc mam nadzieję, że chociaż te owoce, które dojrzeją później, pokryją część strat. Oby tylko nie brakowało rąk do pracy przy zbiorze, bo z tym jest problem od kilku lat. 

 

Marek Zwolak wierzy, że do pracy przy zbiorze owoców na jego  polach przyjadą ci, którzy obiecywali - m.in. obywatele Ukrainy. Wszak do woj. lubelskiego daleko nie mają. 

 

Plantatorzy owoców miękkich z zachodniej, czy północnej części Polski, muszą liczyć przede wszystkim na pracowników sezonowych z naszego kraju. - Coraz więcej osób w  ogóle nie chce podejmować takiej pracy - mówi plantator z woj. zachodniopomorskiego. - Wśród Polaków mogę liczyć przede wszystkim na osoby starsze, bo one chcą dorobić, ale im z kolei  brakuje sił do takiej pracy. 

 

Z owoców gorszej jakości będzie sok zagęszczony

 - Nadal główna masa produkcji truskawek przeznaczana jest do zakładów przetwórczych na mrożonki i w mniejszym zakresie soki zagęszczone - twierdzi Paweł Kraciński. - W najbliższych latach taki kierunek nadal będzie dominował, o ile rolnicy będą otrzymywać satysfakcjonujące ceny.

I dodaje, że większość produkcji truskawek przeznaczona jest do mrożenia: - W ostatnich sezonach z naszych truskawek mroźnie wytworzyły od 115 do 140 tys. ton mrożonych owoców. Drugim kierunkiem przemysłowym jest produkcja zagęszczonego soku truskawkowego. Ma on mniejsze znaczenie, do jego wytworzenia trafiają owoce gorszej jakości. Ceny uzyskiwane za owoce na sok są czasami nawet o połowę niższe niż te za truskawki do mrożenia. 

 

Podkreśla, że większość truskawek mrożonych zostaje wyeksportowana, głównie do krajów Unii Europejskiej: -  Taka sytuacja powoduje, że ceny owoców w Polsce zależą od rynku światowego. Z jednej strony zakłady przetwórcze chcą kupić owoce jak najtaniej, aby być konkurencyjnym na rynku światowym. Jesteśmy jednocześnie największym producentem mrożonych owoców z UE i dlatego nasze ceny wpływają na te obowiązujące w handlu. Jeśli jednak nasze mrożonki w Europie będą zbyt drogie, to przedsiębiorcy z UE zdecydują się importować z innych krajów np. Hiszpanii, Maroka czy Chin.