Jedni zostali kowbojami, inni postanowili organizować wesela, przyjmować turystów albo wozić paczki z żywnością. Wszyscy oni są pracowici i przedsiębiorczy.

- Stwierdziliśmy z mężem, że nie damy rady utrzymać się z 17-hektarowego gospodarstwa, w którym było tylko 8 hektarów gruntów ornych, więc postanowiliśmy poszukać także innego zajęcia - mówi Jadwiga Wrese, która z rodziną prowadzi Agrotkę w malowniczym Osłoninie (woj. pomorskie).

W 1997 roku postawili na agroturystykę. - Udostępniliśmy turystom kilka pokoi, ale wciąż mieliśmy nie tylko produkcję roślinną, ale i zwierzęcą - wspomina pani Jadwiga. Wówczas wynajmowanie pokoi stanowiło dodatkowe źródło ich rolniczego dochodu.

Weselisko u gospodarzy nad zatoką

W 2000 roku Jadwiga i Ludwik Wrese zdecydowali się sprzedać część gruntów i te pieniądze zainwestować w rozbudowę. Chcieli zwiększyć liczbę pokoi i stworzyć jadalnię. Zauważyli jednak, że ich goście, choć byli zadowoleni z pobytu w Agrotce (leżącej zaledwie 300 metrów od Zatoki Puckiej) często jeździli na większe plaże, no i posiłki spożywali poza Osłoninem.

Żeby jadalnia nie stała pusta, 18 lat temu postanowili zabrać się także za organizację imprez weselnych. - I to była bardzo dobra decyzja - opowiada Jadwiga Wrese.

Pierwsi zadowoleni klienci polecali ich usługi pocztą pantoflową. Jednak - szczególnie na początku - pomógł im nie tylko marketing szeptany, ale także ogłoszenia i obecność w internecie (stworzyli stronę Agrotki). - Początki zawsze są trudne - dodaje pani Jadwiga.

Na początku rolnicy musieli się wiele uczyć. - Korzystałam ze szkoleń organizowanych np. przez Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, Urząd Gminy w Pucku, Agroturystyczne Towarzystwo Nadmorskie Ziemi Puckiej, Urząd Skarbowy - wspomina. - No i podpatrywałam, co gościom najbardziej smakuje, a jakich potraw zostaje najwięcej. Zmieniałam menu, by klienci byli jak najbardziej zadowoleni.

I tak przez żołądek trafili do serc gości, którzy coraz częściej zlecali im organizację imprez weselnych.

9 lat temu uznali, że sala w której biesiadują weselnicy jest za mała, więc ją rozbudowali (kiedyś mieściła 60 osób, dziś aż 120). Powiększyli także część noclegową (do 22 pokoi dla 70 osób).

- Dziś sala weselna stanowi nasze główne źródło dochodu - mówi współwłaścicielka Agrotki. - Zrezygnowaliśmy z utrzymywania krów i trzody chlewnej, bo gościom zwierzęta przeszkadzały - opowiada Jadwiga Wrese. No i czasu na zajmowanie się hodowlą mieli coraz mniej.

Agrotka wywróciła ich życie do góry nogami, bo gospodarze musieli przeorganizować dotychczasową pracę: - Teraz od środy do niedzieli zajmujemy się weselem, w poniedziałek i wtorek sprzątamy i uzupełniamy zaopatrzenie.

To rodzinny biznes. Pracują w nim nie tylko Jadwiga i Ludwik Wrese, ale i ich dzieci: Michał, Elżbieta oraz Marek (pomagają także ich najbliżsi). - Pracy jest dużo, czas jest nienormowany, czyli „na okrągło”, ale nie żałujemy - podsumowuje pani Jadwiga. - Praca z ludźmi daje ogromną satysfakcję.

I choć na rynku sal weselnych nie brakuje, niektóre już splajtowały, gospodarze z Osłonina, którym pozostało 7 hektarów gruntów, są optymistami. Bo nie boją się pracy i lubią ludzi.

Zaczęli od napadów na pociąg

Sebastian Bugno z miejscowości Bożejewiczki (k. Żnina, woj. kujawsko-pomorskie) przede wszystkim czuje się rolnikiem. Ale i kowbojem zafascynowanym Dzikim Zachodem!

Zaczęło się od ... napadów na pociąg niedaleko Biskupina. Pan Sebastian wspólnie z rodziną i kolegami rabowali pasażerów kolejki wąskotorowych, ale tylko tych, którzy za taką atrakcję płacili.

Kowboje świetnie jeżdżący konno, szybko zdobyli uznanie turystów, więc rolnicy w 2010 roku zbudowali Silverado City, miasteczko rodem z westernu. Nazwa wzięła się od filmu westernowego pod tytułem „Silverado” (reż. Lawrence Kosdan). Zainwestowali za swoje. - Początkowo niektórzy się z nas śmiali - opowiada Sebastian Bugno. - Dziwili się, że orną ziemię przeznaczamy pod miasteczko westernowe.

Przeczytaj też: Młodzi rolnicy. Pracują po swojemu, ziemię kochają po staremu

Dziś na ponad sześciu hektarach znajdują się: saloon, domek dr Quinn, biuro sheriffa z więzieniem, chata trapera, Black horse - kawiarnia, Mexico Hall - grillownia, cmentarzyk z chatką grabarza, wioska indiańska, strzelnica, fort wojskowy, bank, poczta Pony Express, stajnia, sklepik z pamiątkami, kowal, minizoo, farma ranchera, arena do pokazów, miasteczko urwisów, plac zabaw, farma dmuchańców.

Nie poprzestaną na tym, bo miasteczko wciąż się rozwija! Co prawda, sierpniowe nawałnice dotknęły także Silverado City, ale ich to nie zraża. Zniszczenia naprawią i będą dalej inwestować.

Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiego biznesu? - Wejście na rynek - twierdzi pan Sebastian. - Bo trzeba przekonać ludzi, że warto przyjechać do takiego miejsca jak nasze miasteczko. No i trzeba być przygotowanym, że niektórzy będą starać się w tym przeszkadzać.

Jego zdaniem samorządy powinny bardziej współpracować z takimi podmiotami, które mogą stać się np. turystyczną wizytówką regionu. A Silverado City (w którym nagrywano już niejeden teledysk i film z udziałem kaskaderów z miasteczka) taką wizytówką jest bez wątpienia. Dlatego Sebastian Bugno cieszy się, że ta współpraca z samorządowcami układa się im coraz lepiej.

Jednak oprócz miasteczka westernowego sporo pracy jest też w tej rolniczej części ich gospodarstwa. - Łącznie z dzierżawami mamy 50 hektarów - dodaje pan Sebastian. - A poza produkcją roślinną mamy konie. Zawsze znajdziemy czas na pracę na roli. Tym bardziej, że zawsze mogę liczyć na 17-letniego syna.

Rolnicy wożą paczki

Praca zespołowa dotyczy także Jana Czaji z Rzuchowej (gm. Pleśna, Małopolska). Absolwent AGH w Krakowie, przejął gospodarstwo w 2004 roku i od razu przestawił je na produkcję ekologiczną. - Mam hodowlę bydła mlecznego, produkuję też ekologiczne warzywa i owoce miękkie - opowiada.

Od 2010 r. z grupą gospodarzy realizuje projekt odrolnika.pl, którego celem jest sprzedaż bezpośrednia produktów rolnych z małych i rodzinnych gospodarstw rolnych. W ten sposób rolnicy mogą poprawić swój byt, a konsumenci zyskać dostęp do sprawdzonej żywności najwyższej jakości (ekologicznej, certyfikowanej) dostarczanej im m.in. w paczkach świadomym klientom (poprzez paczkaodrolnika.pl). Tym, którzy wiedzą, że każda żywność powinna być zdrowa i rozumieją, czym jest ta bio.

Przeczytaj też: Ubezpieczenia rolne - rusza jesienna kampania 2017

Jadwiga Wrese w Osłoninie (pow. pucki, woj. pomorskie) prowadzi z rodziną Agrotkę nadesłane

- Niestety, niektórzy rolnicy wykruszyli się z naszej grupy - dodaje Jan Czaja. - W naszym kraju nie wszyscy chcą ze sobą współpracować. Tak to już jest z polskimi rolnikami, że niemal każdy chciałby mieć swój kombajn, pług i inne maszyny. Tylko po co, jeśli będą ich używać raz w roku?

Jednak ci gospodarze, którzy dziś realizują projekt odrolnika.pl, potrafią współpracować i dzielić się obowiązkami. - Dziś mamy także sklepik, a kolejny etap to przedsiębiorstwo społeczne należące do naszego stowarzyszenia - mówi Czaja.

- Takich ludzi należy podziwiać i doceniać - uważa Ryszard Kamiński, dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.

- Ci, którzy znaleźli sposób na biznes na wsi pomagają nie tylko sobie, ale i innym, bo tworzą miejsca pracy - dodał Stanisław Kalemba, były minister rolnictwa i rozwoju wsi. - A przecież wszystkie gospodarstwa - szczególnie te małe - nie przetrwają. Dobrze, że takich inicjatyw nie brakuje. Byleby więcej rolników chciało ze sobą współpracować.