Anna Jasińska, dietetyk, mówi o tym, które owoce możemy jeść bez ograniczeń, a na które powinniśmy uważać. Co pić i dlaczego nie powinien być to alkohol.

Jak to jest z jedzeniem w lecie? Co najlepiej jest jeść na obiad? Ciepłe posiłki w ogóle wchodzą w grę?
W trakcie upałów przede wszystkim należy zadbać o dostarczenie do organizmu odpowiedniej ilości płynów. Chodzi o to, aby nie dopuścić do odwodnienia. I to powinno być priorytetem. Co dozmian w obrębie samego talerza, to nie ma konieczności jakoś szczególnie zmieniać zjadanych potraw.

Nie musimy zupełnie rezygnować z ciepłych posiłków, po prostu warto przesunąć taką potrawę np. na wieczór, kiedy temperatury powietrza są niższe. Ale trzeba włączyć do diety sezonowe produkty. Pewne produkty występują przez krótki czas, a są w stanie zdziałać „dietetyczne cuda”, wzbogacając menu w witaminy, mikroelementy i antyoksydanty.

Jakie owoce i warzywa, na które sezon zaczyna się latem, najlepiej jest jeść? Któreś nie są polecane?

Sezon letni w Polsce podwzględem rozmaitości na ryneczkach obfituje całym bogactwem kolorów, zapachów i smaków. Ja chciałabym zwrócić uwagę na szczególnie „ekskluzywne” produkty sezonowe. Obecnie coraz rzadziej sięgamy po porzeczki, agrest, wiśnie, jeżyny czy poziomki, a są to owoce, które zawierają ogromne ilości witaminy C, antyoksydantów i innych cennych składników odżywczych. Ale nie samymi owocami człowiek żyje. Szczególnie, że przy swojej wysokiej wartości odżywczej i relatywnie niskiej kaloryczności zawierają także sporo cukru. A jak wiemy, cukier nie jest najlepszym składnikiem naszej diety. I nie pomagają tu tłumaczenia, że przecież składają się prawie z samej wody. Jaki z tego wniosek? Pomysł, aby w upały żywić się samymi owocami, wcale nie jest dobry. Między innymi dlatego, że taki rodzaj diety byłby niepełnowartościowy, dlatego zajmijmy się także sezonowymi warzywami.

W takim razie co z sezonowymi warzywami?

Za sobą mamy już sezon szparagowy i botwinkowy, ale nadal cieszyć się można kapustą, bobem, fasolką szparagową, szpinakiem czy jarmużem. Nie można zapomnieć o młodych ziemniakach, cudownie pachnących pomidorach, ogórkach, papryce, cukinii, kalafiorze... długo by wymieniać. Natomiast najważniejsze jest to, że tak wielkie urozmaicenie warzywne może pomóc nam w zwiększeniu odżywczości codziennego jadłospisu (zwiększeniu udziału w diecie witamin i mikroelementów), ale także może przyczynić się do obniżenia kaloryczności diety (przy założeniu, że np. do każdego posiłku zjemy 1-2 szklanki warzyw). Zwiększenie ilości warzyw w diecie może więc pomóc w zrzuceniu kilogramów.

Na początku rozmowy zaznaczyła Pani, że najważniejsze jest prawidłowe nawodnienie. Coraz częściej głośno mówi się o szkodliwości kolorowych napojów...

Mówiąc o nawodnieniu, miałam na myśli przede wszystkim płyny, które jednocześnie nie będą dostarczały nam cukrów prostych, sprawiających, że zwiększy się kaloryczność naszej diety, ryzyko próchnicy, otyłości, cukrzycy, miażdżycy, Alzhaimera itp. Przerażające, prawda? Nie bez powodu zaczynam aż tak drastycznie. Zapominamy, że niewinna szklaneczka brązowego gazowanego napoju, który wszyscy doskonale znamy, czy innego pomarańczowego, zielonego czy niebieskiego w kropki, to uderzeniowa dawka cukru! W szklance może znajdować się go aż kilka łyżeczek. A to powoduje, że w naszym organizmie pojawiają się wahania poziomu cukru, duże wyrzuty insuliny, a to w dłuższej perspektywie czasu może doprowadzić do insulinooporności lub cukrzycy. Oczywiście pojawić się może argument, że można wybrać te light, zero, fit. Owszem, można, ale po pierwsze nasz mózg słodkie odbiera jako słodkie, i tak, czy inaczej, nasza trzustka może otrzymać sygnał o wyrzucie insuliny, i tu pojawi się obniżenie poziomu cukru we krwi i wilczy apetyt na coś słodkiego (brzmi znajomo?), z drugiej strony słodziki mogą działać rakotwórczo.

A co z sokami? W tej chwili na sklepowych półkach pojawiają się tzw. świeże soki - czy rzeczywiście są zdrowe? Albo zdrowsze od soków z kartonu?

Soki same w sobie nie są złe. Oczywiście jeśli mówimy o tych świeżo wyciskanych. Świeżo wyciskany sok jest wartościowym pokarmem (to nie pomyłka pokarmem, a nie tylko płynem), natomiast soki z kartonów już taką wysoką wartością odżywczą się nie charakteryzują, często produkowane są z koncentratów, niejednokrotnie w kartonie znajdują się napoje czy nektary, które swoim opakowaniem mają sugerować, że są sokami, a w rzeczywistości niewiele różnią się od słodkich napojów. No i tutaj jako alternatywa pojawiają się świeże soki tzw. jednodniowe. Mówię tak zwane, ponieważ jeden dzień znajdują się na półkach sklepowych, a należałoby doliczyć jeszcze czas, kiedy to zostały wyprodukowane. Z całą pewnością są lepszym wyborem niż soki kartonowe.

A alkohol? W lecie mamy więcej okazji, żeby napić się czegoś wysokoprocentowego. Powinniśmy?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie każdy udzieli sobie sam, ale warto pamiętać, że alkohol to puste kalorie! Jest niemal dwa razy bardziej kaloryczny niż cukier! Więc jeśli mamy mówić o alkoholu, to warto zasugerować rezygnację z kolorowych drinków z palemką i piwa (bo te dostarczają nam i cukru, i alkoholu, a więc więcej kalorii), a w ramach rozsądnego wyboru np. białe wytrawne wino z lodem. Lód nie tylko dodatkowo schłodzi alkohol, ale go rozcieńczy i pomoże „zaoszczędzić” zarówno kalorie, jak i wątrobę.

Lody - czy to dobra przekąska na upalne dni?

Lody, jak każda słodka przekąska, w zbyt dużych ilościach mogą powodować przyrost masy ciała. Oczywiście nie oznacza to, że należałoby z nich całkowicie rezygnować. Trudno wyobrazić sobie wakacje i piękny słoneczny dzień bez lodów. Warto jednak wykorzystać kilka sztuczek. Pierwsza - zrezygnować z wafelka, lepszy będzie kubeczek. W ten sposób zjemy mniej cukru. Druga - zrezygnować z polew i posypek - znowu porcja cukru mniej. Trzecia - wybierać sorbety i lody jogurtowe - tutaj raczej nie zaoszczędzimy ilości zjedzonego cukru, ale tłuszczu to i owszem.