Gotha - miasto królów

    Gotha - miasto królów

    Jarosław PANEK <a href="mailto:panek@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>panek@echodnia.eu</a>

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Uliczka na starówce

    Uliczka na starówce ©D. Łukasik

    Uliczka na starówce

    Uliczka na starówce ©D. Łukasik

    Barokowy ratusz Gothy zachwyca turystów D. Łukasik

    Barokowy ratusz Gothy zachwyca turystów
    (fot. D. Łukasik)

    To tutaj znajduje się bowiem potężny rodowy zamek wielkiej królewskiej dynastii Sakso-Coburg Gotha, z pochodzi były premier Bułgarii i brytyjska królowa Elżbieta.
    Dom słynnego malarza Łukasza Cranacha D. Łukasik

    Dom słynnego malarza Łukasza Cranacha
    (fot. D. Łukasik)




    Niewielu turystów przyjeżdżających do Niemiec słyszało o miasteczku Gotha. Bo też nie jest ono ani tak duże jak Berlin, Hannower czy Monachium, ani tak piękne jak Drezno, Heidelberg czy Weimar.



    W dodatku leży nieco na uboczu od głównych szlaków komunikacyjnych i to jeszcze w we wschodniej części Niemiec, która zupełnie niepotrzebnie traktowana jest przez podróżnych jako gorsza. Tymczasem Gotha kryje w sobie skarby wielkiej królewskiej dynastii Sakso - Coburg - Gotha, a dla mieszkańców Kielc miejscowość ta powinna mieć znaczenie szczególne gdyż, jest miastem partnerskim.



    Jak wygląda więc współpracująca z Kielcami Gotha? W czym jest od Kielc lepsza, w czym gorsza, a w czym po prostu inna?



    Zamek kontra pałac

    Jeśli coś łączy oba miasta to z pewnością położenie w niewysokich górach. Te z Gothy, niestety są piękniejsze od świętokrzyskich i wyższe. Gotha jest zresztą uważana za bramę do słynnego Thuringer Wald, czyli Lasu Turyngii, jednej z najbardziej malowniczych, pełnej bajkowych legend krainy geograficznej Niemiec.



    Drogi prowadzące do Gothy są więc tak samo kręte, otoczone górami i porośnięte lasami sosnowymi oraz liściastymi, jak drogi do Kielc, wijące się wśród świętokrzyskich wzgórz. Tyle, że tutaj wspinaczka bywa bardziej karkołomna. Za to przed samym wjazdem do miasta wita wszystkich tablica informująca o tym, iż miejscowość ta współpracuje z kilkoma innymi w Europie, w tym właśnie z Kielcami.



    Na tym polu władze Gothy są bardzo aktywne i za taką promocję Kielc należy im się plus. Szkoda, że w drugą stroną to nie za bardzo działa. I być może dlatego, gdyby zapytać Kielczanina, z jakim miastem w Niemczech nasze władze samorządowe współpracują, raczej by nie odpowiedział, podczas gdy mieszkańcy Gothy od razu bardzo przyjaźnie reagują na hasło “Kielce" i wiedzą, co to za miasto.



    Ale nie wszystko zostało dopilnowane. Oto bowiem na stronach internetowych Gothy, znajdziemy informację o współpracy z Kielcami, a nawet zdjęcia z wizyty prezydenta Lubawskiego u niemieckich partnerów, tyle, że ktoś przekręcił nazwę “Kielce" i zamiast tego figurują... “Liece".



    To ewidentna wpadka i jeśli chodzi o prawidłowe pisownię nazwy. W tej mierze samorządowy, kielecki serwis internetowy wyraźnie wygrywa.



    Gotha jest miastem cztery razy mniejszym od swojego polskiego partnera znad Silnicy i z pewnością nie może się pochwalić choćby taką kielecką Sienkiewką. W kategorii: “deptak" Kielce prowadzą na całego. Inaczej z rynkiem.



    Sędziwa Gotha, ma bowiem cudowny, choć niewielki rynek, który jest położony dość nietypowo, bo na stromo opadającym zboczu góry, na jakiej widnieje potężny, zbudowany na planie litery “U" zamek Friedenstein. Kielecki Pałac Biskupów Krakowski wygląda przy nim jak maleńka przybudówka dla służby. Na oko jest dziesięć razy mniejszy od dawnej książęcej siedziby władców Gothy. Tutejszy zamek to zresztą jedna z największych tego typu budowli w Niemczech i nic dziwnego. Wszak była to kiedyś rezydencja niemiecki dynastii Sakso - Coburg - Gotha, zarządzającej Księstwem Saksokoburdzkim.



    Niestety księstwo po I wojnie światowej rozpadło się, głównie z powodu mieszkańców niedalekiego Coburga, którzy zerwali układy z Gothą i weszli do unii z Bawarią, rezygnując z uczestnictwa w związku maleńkich państewek tworzących ówczesną Turyngię. Choć saksokoburdzcy książęta rządzili tak naprawdę niewielkim skrawkiem terytorium, to zdążyli pomieszać swoją błękitną krew z najznamienitszymi koronowanymi rodami Europy, a nawet na niektórych tronach zasiedli. Większość Europejczyków jest na przykład przekonana o kilkusetletnich angielskich korzeniach królewskiej rodziny brytyjskiej, wszak nosi ona najbardziej brytyjskie i królewskie nazwisko, jakie tylko można, a więc Windsor.



    Ale to nic bardziej błędnego. Brytyjczycy wiedzą doskonale, że obecna królowa Elżbieta w najprostszej linii wywodzi się właśnie z niemieckiej dynastii Sakso - Coburg - Gotha. Po wybuchu I wojny światowej niemiecka rodzina królewska zasiadająca na brytyjskim tronie zwyczajnie zmieniła nazwisko z Sakso - Coburg - Gotha na Windsor, aby odciąć się od Niemców, którzy I wojnę światową wywołali. Druga gałąź rodziny Sakso - Coburg - Gotha rządziła do wybuchu II wojny światowej Bułgarią. Niedawny, były premier Bułgarii Symeon Saksokoburdzki, też skoligacony jest z dynastą z Gothy.



    Barok, socjalizm i rock

    Ale dość o historii, czas na teraźniejszość. Choć Gotha obecnie nie znaczy politycznie tyle, co kiedyś i ma niewiele mieszkańców, tętni życiem o wiele bardziej niż Kielce. Widać to na każdym kroku.



    Nasza wizyta w tym mieście nie była z nikim planowana ani ustalana, a mimo to trafiliśmy jednego dnia na dwie duże imprezy, na których mimo siąpiącego deszczu bawiło się mnóstwo ludzi. Pierwszą i chyba najbardziej prestiżową był barokowy festiwal. Już od późnego popołudnia mieszkańcy Gothy ciągnęli całymi rodzinami na zamkową górę, aby na dziedzińcu ogromnego gmaszyska, wysłuchać koncertu miejscowej filharmonii.



    Miasto jest zbyt małe, aby utrzymać samodzielnie wielką profesjonalną orkiestrę, stąd zespół filharmoników finansują dwa ośrodki Gotha oraz pobliskie niewiele większe miasto Suhl. Takiej współpracy między samorządami można pozazdrościć, ale temat na osobny artykuł. Koncert filharmoników odbywał się na zamkowym dziedzińcu, gdzie porozstawiano także starodawne kramy z pamiątkami, a kowale, garncarze i przedstawiciele innych ginących zawodów dawali spacerującej publiczności pokazy swojego kunsztu.



    No właśnie, publiczność! Kto wie, czy nie była większą bohaterką wieczoru niźli sami muzycy, bowiem jak na festiwal barokowy przystało, mieszkańcy Gothy w większości przyszli na koncert w... strojach z epoki.



    Odpowiednie ubrania, a nawet maski przypominające nieco te z karnawału, można było kupić w zamkowym sklepiku z pamiątkami. Damy w bogatych sukniach, panowie w białych rajtuzach. Lekcja historii na żywo. Tylko pozazdrościć. Władzom pomysłu, a mieszkańcom zaangażowania. Aż żal, że Pałac Biskupów Krakowskich tak się na tym tle marnuje, bijąc stale rekordy... braku frekwencji.



    Nie wszystkim, a zwłaszcza młodym, atmosfera dawnych czasów musi przypadać do gustu. Gotha ma więc dla nich inne propozycje. W czasie barokowego festiwalu na jednym z placów w zabytkowej części miasteczka trwał też głośny rockowy koncert. Zresztą na wprost wejścia do zabytkowego kościoła.



    Maleńka Gotha ma oprócz fenomenalnego zamku jeszcze kilka innych zabytkowych budowli o klasie, jakiej Kielce niestety mogą tylko pomarzyć. Choćby wspaniały zabytkowy ratusz. Zresztą cały rynek to jeden wielki ciąg cudownych kamieniczek, w tym jedna najważniejsza, duma mieszkańców, czyli dom, w którym mieszkał jeden z najwybitniejszych malarzy europejskiego renesansu i reformacji Łukasz Cranach Starszy.



    Artysta przyjaźnił się z samym Marcinem Lutrem, a w Gothcie prowadził swoją pracownię, którą potem odziedziczył syn Łukasz Cranach Młodszy. Dzieła z tej pracowni, niekoniecznie autorstwa obu słynnych mistrzów, a prędzej ich uczniów można zresztą oglądać na zamku. Posiadanie przez Gothę obrazów Cranacha, można by przyrównać co najmniej do posiadania kolekcji szkiców Rubensa przez Kielce, gdyby rzecz jasna takie tutaj były.



    Niestety nie ma i to najlepiej obrazuje, jak cenne są zbiory malarstwa w niewielkim, bo liczącym tylko 50 tysięcy mieszkańców niemieckim miasteczku partnerskim Kielc. Zresztą a propos Rubensa, to akurat można tutaj obejrzeć kilka jego szkiców. Ale miasto partnerskie nad Silnicą, nie musi mieć pod względem Gothy kompleksów na punkcie sztuki, bo polskie malarstwo po prostu nigdy nie było tak popularne i nie zrobiło tak wielkiej kariery jak niemieckie. A kolekcja obrazów w Pałacu Biskupów Krakowskich uchodzi pod względem wartości i nazwisk malarzy za szóstą, siódmą w Polsce, tylko że nikt o tym nie wiem, bo Kielce tego nigdzie nie promują.



    Jeśli ktoś nie ma ochoty kontemplować dzieł Cranacha, czy Rubensa, może po prostu pospacerować po starej części Gothy. Niektóre zaułki wyglądają tu jak z bajki, resztki pruskich murów, zabytkowe uliczne latarnie, nadają tym miejscom wyjątkowego klimatu.



    Klimatu dodaje także z pewnością unikatowe na skalę Europy Muzeum Kartograficzne, które wedle przewodników wciąż jest jedynym tego typu muzeum na świecie. Gotha to także kolebka niemieckiego socjalizmu. To tutaj w domu nazwanym Haus Tivol założono w 1875 roku Socjalistyczną Robotniczą Partię Niemiec. Haus Tivoli był przez cały okres istnienia NRD dość kłopotliwym obiektem, bo Karol Marks ostro krytykował tę partię, za co potem bardzo chwalił go Lenin. Kolejne rządy wschodnich Niemiec nie wiedziały więc, czy pielęgnować to miejsce jako ostoję lewicowych tradycji, czy lepiej wymazać je z pamięci ludzi. Dziś Haus Tivoli stanowi jeszcze jedną turystyczną atrakcję, w przeciwieństwie do architektonicznych niespodzianek, jakie czekają dosłownie na tyłach barokowego rynku.



    Tuż za pierwszym rzędem pięknych kamieniczek, zbudowano bowiem zwykłe czteropiętrowe bloki z wielkiej płyty. Tak Gotha zapłaciła niestety za przynależność do NRD, jaka uwielbiała socrealistyczne budownictwo. Żeby było ciekawiej, bloki z wielkiej płyty tuż przy rynku, łudząco przypominają... kieleckie osiedle “Pod Dalnią". Naprawdę można się na chwilę zapomnieć. Zresztą poza tutejszą starówką, bloki z wielkiej płyty królują na dalszych osiedlach i wyglądają podobnie jak w Kielcach dość szpetnie.



    Tramwajem do... lasu

    Co z pewnością różni oba miasta, to obecność w Gothcie... tramwaju. Ale nie takiego do jazdy po mieście. Niemcy wymyślili jeszcze przed II wojną światową instytucję tramwaju leśnego, który krąży nie po ulicach miasta, ale po lasach i polach, łącząc mniejsze wioski z większymi miastami. Jeden z takich tramwajów leśnych, zresztą z bardzo nowoczesnymi, wręcz futurystycznymi wagonami, zajeżdża do Gothy. Mieszkańcy chętnie korzystają z tego środka transportu publicznego, podobnie jak z wszelakich atrakcji i rozrywek oferowanych przez miejski samorząd.



    Gdy opuszczaliśmy to przyjazne miasteczko, kończył się festiwal barokowy i koncert rockowy, ale już za tydzień miasto zapraszało turystów na... nocny festiwal zakupów. Tych pomysłów na aktywne życie lokalnej społeczności jest w Gothcie mnóstwo i tym z pewnością bije ona Kielce na głowę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!