Cuda w Santiago de Compostela

    Cuda w Santiago de Compostela

    Piotr Kutkowski

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Katedra imponuje nie tylko ogromem, ale i architektonicznymi detalami.

    Katedra imponuje nie tylko ogromem, ale i architektonicznymi detalami. ©P. Kutkowski

    Ludzie pielgrzymują do grobu świętego Jakuba w Santiago de Compostela już od ponad 1000 lat.
    Katedra imponuje nie tylko ogromem, ale i architektonicznymi detalami.

    Katedra imponuje nie tylko ogromem, ale i architektonicznymi detalami. ©P. Kutkowski

    Ale i niedowiarkowie powinni odbyć tę podróż. Pewne jest, że zobaczą prawdziwe cuda…

    Lotnisko w Santiago de Compostela nie robi wielkiego wrażenia. Małe, spokojne, ze standardowym wyposażeniem i architekturą. Ot, zwykły europejsko-hiszpański standard. Również ulice widziane z okien jadącego w kierunku centrum autobusu nie rzucają na kolana. Bloki mieszają się ze sklepami, dookoła reklamy, znane nazwy firm.
    Można by pomyśleć - Polska, gdyby nie obco brzmiące napisy i czystość. Trudno tu spotkać leżący na ulicy papierek, znacznie łatwiej napotka się rosnące wszędzie kwiaty. Z każdym kilometrem krajobraz robi się coraz ciekawszy, zaczyna się zwarta zabudowa z interesującymi kamienicami. Na szczęście autobusowa podróż nie trwa długo, bo Santiago nie jest dużym miastem. Dużo w nim jest tylko turystów, i to przez cały rok. Ale najwięcej 25 lipca, w Dniu Świętego Jakuba. Patron miasta był jednym z 12 apostołów, jego głowę ścięto z polecenia namiestnika rzymskiego Heroda I Agrypy. Legenda głosi, że ciało umieszczono w łodzi bez wioseł, która została przeniesiona na skrzydłach anielskich aż do wybrzeży północnej Hiszpanii, w okolice portu Padron. Stąd odebrała je i pochowała na dawnym cmentarzu królowa Lupa. Minęły setki lat, gdy doszło do kolejnego cudu. W IX wieku pustelnik, widząc w nocy deszcz gwiazd spadających na pobliskie wzgórze, podzielił się swoją wizją z miejscowym biskupem Teodomirem. W miejscu wskazanym przez gwiazdy natrafiono na kamienny grobowiec, w którym znajdowały się szczątki świętego. Wybudowany tam kościół dał początek świetności miejscowości nazwanej Compostela. Compostela, bo w języku łacińskim campus stellae oznacza pole gwiazd.

    Łaska Maestra Matea

    Autobusowy przystanek jest krańcem pewnego świata. Dalej zaczyna się ścisłe centrum, do którego nie mają wjazdu samochody. A wszystkie drogi, według przewodników, prowadzą do katedry. Może to i prawda, ale ja przez długo czas nie widzę katedry, za to podziwiam zdobiące kamienice różne, kamienne cudeńka i rośliny, które wdzierają się w każdą szczelinę murów. Od zadzierania boli już głowa, nagle jednak głowa unosi się jeszcze wyżej. Tak wysoko, jak tyko jest możliwe, by dostrzec katedrę w całej jej okazałości. Pierwsze, co zadziwia, to jej ogrom. Drugie - to mieszanka stylów architektonicznych, jakie się tu spotyka. Nic dziwnego, bo zaczęto ją budować w stylu romańskim, by w kolejnych epokach rozbudowywać i upiększać. Za najpiękniejszy element budowli uznawane jest Portico de Gloria, Portyk Chwały, oryginalny fronton zachodni. Powstał w 1188 roku pod nadzorem Maestra Matea. Dzieło jeszcze romańskie, ale zapowiadające już gotyk.
    Nad bocznymi drzwiami przedstawiony jest Czyściec i Sąd Ostateczny, postać Chrystusa znajduje się nad górnym wejściem, a otaczają go ewangeliści. Rzeźbę świętego Jakub twórcy umieścili poniżej, a jeszcze niżej drzewo Jessego. Właśnie do niego miliony pielgrzymów kończąc swoją wędrówkę przyciskało palce dłoni, żłobiąc w twardym marmurze wyraźne odciski. Kolejnym rytuałem jest obejście kolumny i dotknięcie czołem figury uznawanej za postać Mistrza Mateo. Dzięki temu jego mądrość i wiedza mają spływać na pielgrzymów.

    Kadzielnica zwana Botafumerio

    Do dopełnienia wielowiekowej tradycji należy zrobić jeszcze jeden krok, a właściwie kilkadziesiąt kroków. W części głównej barokowego ołtarza znajduje się kolejna figura świętego Jakuba. Należy przejść za ołtarz i objąć ją w powitalnym geście. Zwyczaj liczy 700 lat. Tyle, ile lat stoi w tym miejscu posąg. Szczątki świętego umieszczono w pięknej krypcie przed ołtarzem. Samo wnętrze świątyni jest surowe, ale znajduje się w niej jeszcze jedna rzecz, która zadziwia. To Botafumerio - olbrzymia kadzielnica, poruszana przez specjalny system podnośników obsługiwanych przez ośmiu księży. Widok dymiącej, krążącej nad głowami pątników kadzielnicy robi ponoć piorunujące wrażenie. Ponoć, bo uruchamiana jest tylko przy wyjątkowych okazjach.

    Niestety, moja wizyta w katedrze taką okazją nie jest. To co najwyżej okazja do tego, by poinformować i mnie i innych turystów o zakazie robienia zdjęć. Albo o tym, że dobrze byłoby złożyć datek do skarbonki.
    Muzeum pielgrzymek

    Miłośnicy architektury na zwiedzanie katedry i przyglądanie się jej architektonicznym detalom i kamieniarce powinni zarezerwować sobie co najmniej kilka godzin. Następnych kilkanaście na oglądanie innych zabytków. Klasztor Świętego Franciszka ufundował ponoć Święty Franciszek, który sam pielgrzymował do Santiago. Barokowy kościół Santa Clara imponuje barokową fasadą, natomiast Santo Domingo posiada potrójne schody, z których każde prowadzi na inny poziom jedynej wieży. W skład kompleksu świątynnego wchodzi również muzeum, w którym zapoznać się można z historią regionalnego rzemiosła. Inne, najbardziej znane w Santiago muzeum przedstawia historię pielgrzymek. Do grobu świętego Jakuba wędrowano od setek lat, startując z różnych, czasami odległych o kilkaset, a nawet tysiące kilometrów miejsc. Ślady tego można znaleźć już na monetach Karola Wielkiego z IX wieku, jednak największe nasilenie ruchów pielgrzymkowych przypada na wieki XII-XIV. Każdego roku spotykało się wtedy na szlaku ponad milion osób.

    Compostela uznawana była za trzecie po Jerozolimie i Rzymie miejsce święte chrześcijaństwa. Pielgrzymowano, by odbyć pokutę, spełnić ślubowanie, wyprosić modlitwami prośby, albo podziękować za już doznane łaski. I przede wszystkim umocnić wiarę.

    Wędrowali i królowie i zwykli ludzie. Duże grupy i pojedynczy pątnicy. Znaczenie pielgrzymek spadło po rewolucji francuskiej, od końca lat 80. XX wieku notuje się jednak znowu ogromne i rosnące z roku na rok liczby pielgrzymów. W muzeum można zobaczyć mnóstwo ciekawych rzeczy, ale najcenniejszym eksponatem jest pochodzący z XII wieku, pierwszy w historii przewodnik, z którego czerpano wiedzę o trasie, miejscach noclegowych. Były tam także ostrzeżenia przed zagrożeniami i wszystko to, co pielgrzym wiedzieć powinien. Obecnie kandydat na pielgrzyma wiedzieć powinien, że do grobu świętego Jakuba można pielgrzymować jedynie pieszo, rowerem lub konno.

    Samochód, a tym bardziej samolot nie wchodzą w grę. I jeszcze jedno - żeby pielgrzymka była ważna, należy pokonać minimum 150 kilometrów.

    Muszelkowy zawrót głowy

    Symbolem pielgrzymki jest muszelka vieiro, co również związane jest z tradycją. Dawniej najwytrwalsi pątnicy przedłużali wędrówkę do położnej trzy dni piechotą od Santiago miejscowości Fisterria, tam palili pokutne szaty i obmywali się w wodach oceanu. Miało to stanowić pożegnanie z dotychczasowym grzesznym życiem i rozpoczęcie nowego. Dowodem przebytej drogi były właśnie zabierane stąd muszelki. Dziś można je kupić na każdym kroku w formie gadżetów, pamiątek, ozdoby lasek. Największa i najbardziej znana stoi na placu przed katedrą. Pielgrzymi całują ją w podzięce za szczęśliwie pokonaną drogę. A o tym, że ją pokonali świadczy jeszcze specjalny certyfikat, który wydawany jest po okazaniu poświadczających przebytą drogę dokumentów.

    Czarowne noce

    W Santiago pielgrzymkowe "piętno" noszą czekoladki, cukierki, nawet smakowite, alkoholowe nalewki i likiery. Muszelki zaprowadzą nas nie tylko do świętych miejsc, ale i do knajpek. A tam czekają na turystów specjały miejscowej kuchni, w której królują ryby i owoce morza. Często potrawa prezentowana jest jeszcze na żywo, by po kilkunastu minutach pojawić się już na talerzu pięknie przyozdobionym różnymi smakołykami i przystawkami. Zapachy kuszą i zachęcają, ceny odstraszają. Pobyt w Santiago może stać się również okazją do posłuchania oryginalnej muzyki celtyckej wykonywanej na gaitas - dudach. Przy odrobinie szczęścia "zakosztujemy" jej dzięki ulicznym grajkom, jeśli szczęście nie dopisze pozostanie drogi koncert. Spacer po mieście na każdym kroku przysparza dużo wrażeń. Tak dużo, że nie odczuwa się zmęczenia, a o znużeniu w ogóle nie może być mowy. Zmęczenie przychodzi dopiero wieczorem, ale i wtedy szkoda czasu na siedzenie w hotelu, bo Santiago o tej porze odkrywa nowe uroki. Pięknie podświetlone zabytki wyglądają jeszcze bardziej czarownie i niesamowicie niż w dzień. I jak tu nie mówić o cudach?

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!