Piękna Brazylia

    Marzena Kądziela

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Rio z lotu ptaka.

    Rio z lotu ptaka. ©M. Kądziela

    Tu złowiłam swą pierwszą w życiu rybę, spałam na hamaku, kąpałam się w Amazonce i podziwiałam najpiękniejsze wodospady na świecie.
    Rio z lotu ptaka.

    Rio z lotu ptaka. ©M. Kądziela

    12 zdjęć
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Samba i Indianie

    Samba i Indianie

    Link do głównego zdjęcia

    Samba i Indianie
    ©M. Kądziela


    W Rio de Janeiro uczyłam się samby, a w Salvadorze capueiry.

    Pierwsza ryba w życiu

    Aż trudno uwierzyć, że Amazonka i jej liczne dopływy w porze deszczowej przybierają o 10 - 15 metrów. Płynę łódką i patrzę z niedowierzaniem na wierzchołki drzew, których za miesiąc nie będzie już widać. Rośliny w Amazonii są przystosowane do życia w wodzie. Po jej opadnięciu szybko się regenerują.
    Awaria silnika spowodowała, że napędzana wiosłami łódka posuwa się wolno pozwalając na dokładne oglądanie brazylijskiej nadamazońskiej dżungli. Gdy docieramy do obozowiska, padamy na hamaki, by po chwili znowu siedzieć w łodzi. Musimy zdobyć pożywienie na kolację. Trzeba wybrać się na ryby. Nie mam w tej dziedzinie żadnego doświadczenia, więc uważnie słucham Antonia, który pokazuje, jak trzymać prymitywną wędkę. Po kilku próbach rzucania żyłki z haczykiem na wodę osiągam sukces. Łowię dorodną piranię, potem jeszcze jedną. Usuwam haczyk z paszczy pełnej malutkich ostrych ząbków i z dumą wracam do obozowiska. Mam kolację!

    Skarby dżungli

    Antonio, nasz amazoński przewodnik, zaprasza rankiem na przechadzkę po dżungli. Pokazuje wszelkie jej skarby i zagrożenia. Oglądamy liście leczące rany, korę, którą można żuć w czasie głodu, nasiona, z których sporządza się napar na dolegliwości żołądkowe, ale i paraliżujące, zabijające natychmiast owoce. Słucham opowieści o gwiżdżącym ptaku, o wężu, którego Antonio sprytnie chwyta za głowę, o mechatej, wielkiej jak dłoń tarantuli, którą wyciąga z norki, o gigantycznych mrówkach przechodzących ścieżką.

    Dwukolorowa rzeka

    Rio Negro, nad którym leży Manaus, stolica Amazonii, przypomina bardziej morze niż rzekę. Szerokość koryta sięga tu bowiem aż ośmiu kilometrów. Płyniemy do magicznego miejsca, gdzie łączą się dwie ogromne rzeki w jeszcze większą Amazonkę. Po godzinnym rejsie milknie warkot silnika. Teraz słychać tylko migawki naszych aparatów. Początkowo woda o różnych barwach płynie równo koło siebie, jakby stanęła tam jakaś blokada. Potem pomału, jedna barwa wchodzi na ścieżkę drugiej. Po kilkunastu kilometrach wody mieszają się, by przybrać brązowy kolor Amazonki. Jak mówi Antonio, flora i fauna w dwóch rzekach jest zupełnie różna, stąd inny kolor wody Rio Negro i Solimoe.

    Piłka nożna i capoeira

    Salvador był stolicą Brazylii do 1763 roku opływając we wszelkie dostatki. A to za sprawą handlu trzciną cukrową, tytoniem, złotem i alkoholem. Ogromne zyski przynosił także handel niewolnikami, których porywano z Angoli, Gwinei, Konga czy Beninu. Tutejsza starówka jest chyba najpiękniejsza w całym kraju, a kościół św. Franciszka najbardziej kapiącym od złota. Mnie Salvador de Bahia kojarzy się głównie z footbolem i capoeirą. Tu bowiem obserwowałam, jak amatorzy piłki nożnej wykorzystują każdy skrawek ziemi do uprawiania sportu. Bosonodzy zawodnicy grają w piłkę na plaży, na zielonych placach i wąskich uliczkach nie tylko w dzień, ale i nocą, przy gwieździstym niebie.

    W wielu miejscach napotykam kolorowe instrumenty do capoeiry zwane beimbau. Capoeira to brazylijski sposób walki, której uczestnicy używają do pokonania przeciwnika stóp. Przywędrowała tu z Afryki wraz z niewolnikami. Ponieważ właściciele niewolników nie zezwalali im na naukę sztuk walki, Afrykanie przekształcili capoeirę w rodzaj tańca - kamuflując prawdziwe jej oblicze. Obecnie to sport uprawiany bardzo chętnie przez młodych ludzi nie tylko w Ameryce Południowej. W Brazylii, a szczególnie w Salvadorze i jego okolicy, mieszkają najwięksi mistrzowie. Nic dziwnego, tu zaczyna się jej nauka w wieku czterech, pięciu lat.

    Muzyczna szkoła

    Trudno wyobrazić sobie Brazylijczyka, który nie potrafiłby tańczyć samby. Myślę, że rytm i kroki tego tańca każdy wchłania z mlekiem matki. W Rio de Janeiro obecnie działa około 40 szkół samby. Ambicją każdej z dzielnic miasta, także tych najbiedniejszych - faweli, jest posiadanie własnej szkoły. A na czym polega jej działalność? - Do szkoły może zapisać się każdy, niezależnie od statusu społecznego i wieku - opowiada Rogerio. - Bezpłatne zajęcia odbywają się jednak nie w klasach lecz na wielkich salach, albo specjalnych boiskach. Obowiązują ścisłe reguły i niepisany kodeks, którego najważniejszym elementem jest lojalność. Polega ona między innymi na uczestnictwie w zajęciach, zdobywaniu funduszy na stroje i przede wszystkim niezdradzaniu tajemnic członkom innych szkół.

    Szczególnie bowiem w ostatnich tygodniach szkoły chcą podpatrywać nowinki u swych rywali, co jest etycznie bardzo niepoprawne. Ja mieszkam w dzielnicy Niteroi i jestem wierny szkole naszej szkole Viradouro. Gdyby ktoś z tej szkoły zobaczył na zajęciach kogoś spoza grupy, ten ktoś mógłby być potraktowany bardzo surowo.
    Sambowe uczulenie

    Samba do Brazylii trafiła z niewolnikami z Angoli. Jej światową sławę należy zawdzięczać płycie nagranej w 1917 roku pod tytułem ""Pelo telefone""(Przez telefon). Była to pierwsza z wielu samb, które potem stały się przebojami. Wywodząca się z afrykańskiego rytmu bębnów i portugalskich pieśni ludowych muzyka była radosna, zuchwała i optymistyczna. Zdobyła brazylijski festiwal i od tego czasu pozostaje najbardziej charakterystycznym elementem karnawału.
    Biorę udział w zajęciach szkoły w Niteroi. Rytm muzyki wybija 40-50 bębnistów. Tańczą nie tylko piękne dziewczyny w butach na wysokich koturnach. W kilkusetosobowym korowodzie są i bezzębne staruszki i przystojni młodzieńcy. Wydaje mi się, że wszyscy wpadli w muzyczny trans. Po kilku godzinach w głowie mam tylko huk, który powoduje, iż przez najbliższe dni mam "sambowe uczulenie".

    Cudowny pomnik

    Na szczęście Rio de Janeiro potrafi swym urokiem zrekompensować wszelkie hałasy przyprawiające o ból głowy. Taką rekompensatę daje niewątpliwie wzgórze Corcovado, a właściwie jeden z najbardziej znanych posągów Chrystusa na świecie - dzieło rzeźbiarza polskiego pochodzenia, Pawła Landowskiego. Praca nad nim zajęła artyście ponad cztery lata. Posąg ma ponad 30 metrów wysokości, waży chyba 1000 ton. W poprzednim roku znalazł się na liście "nowych" siedmiu cudów świata. Cudem jest nie tylko pomnik, ale widok, jaki roztacza się z Corcovado.
    Cukier nad styczniową rzeką

    Czym jest Głowa Cukru? To góra, którą żeglarze portugalscy po raz pierwszy dopłynąwszy do brazylijskiego kontynentu porównali do bryły, w jakiej przewożono wtedy cukier. Oni też w styczniu 1502 roku nadali miejscu nazwę Rio de Janeiro, czyli styczniowa rzeka. Sądzili bowiem, że dopłynęli do szerokiego ujścia rzeki. Obecnie górę można nie tylko podziwiać z daleka, ale i wjechać kolejką na jej wierzchołek. Trochę nietypowy wjazd zaliczył słynny filmowy agent 007 James Bond, który w tej właśnie kolejce rozgrywał straszliwy pojedynek z wrogiem o stalowej szczęce.

    Widoki, które roztaczają się za szybą naprawdę zapierają dech w piersiach. Zaniemówić z wrażenia można jednak dopiero na szczycie góry. Z niej najlepiej widać, jak fantastycznie położone jest Rio de Janeiro, ile zatok wcina się w ląd, ile wysepek usytuowanych jest w pobliżu wybrzeża, ile wierzchołków gór wypiętrza się ponad dzielnicami. Tu każdy, kto ma aparat fotograficzny, może być artystą. W którąkolwiek stronę nie skierować obiektywu, wszędzie jest pięknie, wręcz cudownie.

    Nad wielką wodą

    Iguazu to w języku Indian mieszkających dawniej na tych terenach "wielka woda". Grzmiąca podkowa wodospadu na rzece Iguazu pomiędzy Brazylią a Argentyną podzielona jest na 275 mniejszych odcinków. Od źródeł w górach Serra do Mar rzeka płynie dalej przez płaskowyż i spada z jego krawędzi w 80-metrową przepaść. Tuż przed wodospadem rozlewa się szeroko, pocięta przez skaliste wysepki na wiele kaskad rozmieszczonych wzdłuż całego półkola. Kaskady znów łączą się spadając z grzmotem w dół do rozpadliny Garganta del Diablo (Gardziel Diabła), skąd rzeka pędzi kilkanaście kilometrów, by połączyć się z Paraną, trzecią co do wielkości rzeką Ameryki Południowej. Drewniane i metalowe kładki, tarasy i wieże widokowe ustawiono po obu stronach rzeki. Od tamtego czasu Brazylijczycy i Argentyńczycy toczą dyskusje, z której strony rzeki są piękniejsze widoki. Moim zdaniem równie pięknie jest z każdej strony, choć do Gardzieli Diabła można dotrzeć długimi chyba na kilometr kładkami tylko do strony argentyńskiej. A tam godzinami można oglądać fantastyczne widowisko na które składa się hucząca woda, kaskady i niezliczona ilość tęcz.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!