Bajkowy Marrakesz

    Piotr Kutkowski

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Minaret meczetu Kutubijja stał się inspiracją dla innych marokańskich minaretów.

    Minaret meczetu Kutubijja stał się inspiracją dla innych marokańskich minaretów. ©P. Kutkowski

    Marrakesz - nazwa marokańskiego miasta brzmi tajemniczo i bajkowo. Spotkać w nim można berberyjsko-islamską mieszankę barw, zapachów i smaków.
    Minaret meczetu Kutubijja stał się inspiracją dla innych marokańskich minaretów.

    Minaret meczetu Kutubijja stał się inspiracją dla innych marokańskich minaretów. ©P. Kutkowski

    24 zdjęcia
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Marrakesz - miasto jak z bajki

    Marrakesz - miasto jak z bajki

    Link do głównego zdjęcia

    Marrakesz - miasto jak z bajki
    ©P. Kutkowski


    I świat czarowników i kuglarzy, który trudno jest już spotkać w innym miejscu na świecie.

    Po kilku dniach włóczenia się po marokańskich prowincjach, wjeżdżamy w końcu do Marrakeszu. Tam było spokojnie, tu pierwsze wrażenie - niesamowity harmider, tłok. Na parkingu w centrum miasta nie ma żadnego wolnego miejsca, są za to miejsca zastawione pustymi kartonami. Na widok naszego samochodu pudła znikają nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Zza nich ukazuje się postać młodego człowieka, który zaprasza do wjazdu. A gdy już stoimy, rzuca po angielsku horrendalną sumę za parkowanie. Taką, jakiej nie płaci się w godzinach szczytu w centrum Paryża czy Nowego Jorku. Mówi, że jest parkingowym, ale ani potwierdzającego to kwitu, ani biletu nie chce pokazać. Chce tylko pieniądze. Z góry. Gdy nie dostaje, staje się agresywny, przywołuje kolegów. Jego temperament studzi dopiero zapowiedź wezwania policjanta turystycznego. Wtedy godzi się na zwykłą stawkę, która widnieje na ukrywanym do tej pory przez niego bilecie.

    Po pół godzinie odjeżdżamy, znajdując kilka ulic dalej całodobowy, strzeżony parking. I to za śmiesznie małe pieniądze.

    Bar pod gołym niebem

    To pierwsza lekcja, jakiej udziela nam Marrakesz. Potrzebna do drugiego egzaminu, jakim jest szukanie noclegu w małych hotelikach. Stawki są bardzo zróżnicowane. To, co wydawać by się mogło okazją, okazją wcale nie jest i na odwrót. Ale w końcu i tę sprawę udaje nam się po krótkich targach załatwić. Luksusów nie ma, jest za to znakomita lokalizacja w pobliżu Dżemaa el-Fna, jednego z najbardziej niezwykłych placów na świecie.

    Na rozświetlonym lampami placu dzieją się jednocześnie tysiące rzeczy. Działają tu pod gołym niebem dziesiątki, jeśli nie setki mini barów i restauracji. Zjeść w nich można marokańskie przysmaki z rożnych regionów tego kraju. Króluje tadjin - mięso zapiekane wraz z warzywami w specjalnych, glinianych garnkach. Dla miłośników wyszukanych potraw jest jagnięcina, która przed wizytą w piecu marynowała się w ziołach przez kilka dni. Harirę, zupę z kotła kupi się już za równowartość złotówki, dostając jeszcze jako dodatek suszone figi. Tyle samo kosztuje szklanka soku z wyciśniętych pomarańczy. Trudno uwierzyć, warto spróbować. Pada hasło - "pijemy do oporu!". Trzy szklanki wystarczają, by mieć dość.

    Plac cudów

    Po piciu i jedzeniu pora na strawę duchową, o ile można tak nazwać spektakle, które odbywają się na oczach widzów. Dla każdego coś miłego. Lubisz obserwować, jak skorpion chodzi po czole człowieka - nie ma sprawy. Albo przyglądać się "tańczącym" w rytm muzyki kobrom - proszę bardzo. Te spektakle przewidziane są głównie dla obcokrajowców. Marokańczycy wolą oglądać różnych nawiedzonych mężów, magów, słuchać opowieści ilustrowanych gestami i wyrazistą mimiką. Czasami też wspieranych grą aktorów. Opowieści o przygodach arabskiego bohatera Antara, o innych bohaterach. W dobie telewizji satelitarnej i trójwymiarowego kina takie widowiska cofają świat o 100, 200 lat, wydając się być czymś abstrakcyjnym. Łatwo wrócić jednak na ziemię, bo wszystkie spektakle mają także drugą odsłonę. Tu aktorami są obserwatorzy, którzy wychwytują natychmiast każdego cudzoziemca, który zatrzymał się i biegną do niego z wyciągniętą dłonią. Zdjęcie to opłata ekstra. A nawet superekstra. Sezon myśliwski w pełni - turyści polują na atrakcje, miejscowi polują na turystów.

    Jednym z trafionych jest kolega. Kobieta z twarzą zasłoniętą opaską proponuje wykonanie mu tatuażu z chny, on się na to od razu zgada, zapominając o uzgodnieniu z góry ceny. W ciągu minuty może dwóch na jego ręce pojawiają się wykonane przy pomocy grubego pokładu farby wizerunki.

    - Teraz musi to przeschnąć, ale za pół godziny tatuaż trzeba zmyć wodą, która utrwali obraz na co najmniej tydzień - instruuje kobieta, po czym wystawia rachunek jak za dzieło Rembrandta. Dochodzi do krótkiej, acz burzliwej wymiany zdań, która zostaje okupiona kompromisem w wysokości 20 euro. Koledze nie jest do śmiechu, śmiejemy się za to my. A pękamy ze śmiechu, gdy po upływie pół godziny "tygodniowy" tatuaż zmywa się wraz z wodą tak, jak zmyła się artystka po zainkasowaniu pieniędzy…

    Wzdłuż murów

    Kilkadziesiąt metrów za placem gwar wycisza się, szeroka aleja prowadzi w stronę pięknie podświetlonego meczetu Kutubijja, z wysokim na 70 metrów minaretem. Został zbudowany pod koniec XII wieku, stając się inspiracją dla innych marokańskich minaretów. Jak głosi legenda, trzy znajdujące się na iglicy złote kule odlano z biżuterii jednej z żon sułtana Jakuba al.- Manusra, budowniczego meczetu. Kobieta miała w ten sposób odkupić winy za złamanie postu w czasie ramadanu, kiedy to zjadła trzy winogrona.

    Ranek budzi nas piękną pogodą i zapachem bułeczek wypiekanych w malutkiej piekarni tuż obok hostelu. Pomimo wczesnych godzin życie uliczne już kwitnie. Na deptaku swoje chodnikowe kramy rozkładają handlarze oferujący "oryginalne" perfumy, markową odzież prosto z Chin i tysiące rozmaitych przedmiotów. Tandetą, która zawala cały świat. Ale są i regionalne smaczki. Naszą uwagę zwraca budzik w kształcie meczetu, w którym dzwonkiem jest głos muezina, wzywający do modlitwy. Zegarek kupujemy, mamy natomiast wątpliwości, czy warto zainwestować w zabawkę z muzułmaninem ganiającym z biczem za prezydentem Bushem. Ostatecznie odpuszczamy.
    Spacerować po mieście można piechotą, doskonale temu celowi może też służyć dorożka. Przejażdżka wśród świetnie zachowanych murów miasta zajmuje kilkadziesiąt minut. W tym czasie ogląda się zalewie fragment umocnień, które ciągną się na długości 16 kilometrów. Ich historia sięga XII wieku. Niektóre odcinki murów przecinają cmentarze, bazary, co jakiś czas mija się doskonale zachowane bramy, których kiedyś było 20. Najpiękniejsza to Bab Agnau, ciesząca wciąż oko bogatą ornamentyką i zdobieniami. Inną atrakcją Marrakeszu jest medresa - największa szkoła koraniczna w Maroku, zaliczana do cudów architektury mauretańskiej. Budowla powstała około 1570 roku, mając centralny dziedziniec z sadzawką i fontanną oraz salę modłów. Na pierwszym piętrze urządzono ówczesny "akademik" - w 150 pokojach mieszkało 900 uczniów, najlepsi dostawali najlepsze pokoje z widokiem na kunsztownie zdobiony dziedziniec.

    Targowanie

    Medresa leży w sąsiedztwie suków - bazarów ciągnących się kilometrami w uliczkach i zaułkach miasta. Na tysiącach straganów znaleźć można setki tysięcy rzeczy. Mydło i powidło, ubrania, buty, wyroby ze skóry, kolorowe lampy, wyroby jubilerskie, dywany i zasłony. Nikogo nie dziwi widok skóry lamparta, czarodziejskich mikstur, misternie inkrustowanych luster.

    Gdy zapytasz handlarza, czy ten wyglądający na stary, miedziany imbryk jest rzeczywiście stary odpowie ci natychmiast, że tak. - Co najmniej 100 lat, a pewnie więcej - zapewni, patrząc prosto w oczy.

    Już to pierwsze pytanie było błędem, bo prawdy i tak się nie usłyszy, za to przekaże się sygnał, że przedmiot ten cię interesuje. A to oznacza od razu kilka razy wyższą stawkę wyjściową. Taką, jaką gotów jest od ręki zapłacić bogaty Amerykanin lub uporządkowany Niemiec. Tymczasem targować się trzeba, z całym towarzyszącym temu rytuałem. Łapaniem się za głowę, wzywaniem Boga lub Allacha, niby obrażaniem się i odchodzeniem, demonstracyjnym oddawaniem albo zabieraniem przedmiotu. A na koniec, jeśli interes zostanie ubity - z uśmiechami, pozdrowieniami i klepaniem po ramieniu. Można też wtedy usłyszeć łamanym polskim - "na zdrowie Polska!".

    Smakowanie barw i zapachów

    W labiryntach bazarów łatwo jest się zagubić, ale czasami warto. Idąc z przewodnikiem, trudno byłoby napotkać mistrza, żłobiącego dłutem w gipsowej tabliczce ażurowe cudeńka. Albo stolarza, który obrabia drewno na tokarce napędzanej… palcem nogi. Aż trudno uwierzyć, gdy w ciągu dwóch minut toporny klocek zamienia się za pomocą dłoni i nogi w piękny, wzorzysty walec. Dla amatorów sanitariatów są ręcznie wykuwane w miedzianej blasze umywalki. A dla amatorów mocnych doznań - wizyta u ulicznego dentysty.

    Po sukach można chodzić godzinami, odkrywając coraz to nowe światy i tracąc rachubę czasu. Warto spróbować rożnych odmian oliwek, warto zanurzyć głowę w workach wypełnionych przyprawami lub ziołami. Cieszyć się zapachem lawendy, degustować figi, daktyle, suszone morele, rozmaite orzeszki i migdały. Dotykać misternie usypanych naturalnych barwników, by przekonać się, że nie jest to plastikowa atrapa. A potem znowu wejść na pac Dżemaa-el Fna, odwiedzić cudowne ogrody wypełnione egzotycznymi kwiatami i roślinnością. Czar pryśnie dopiero w hotelu, gdy podliczy się wydaną i forsę i zobaczy, ile rzeczy niepotrzebnie się kupiło. Ale już w swoim domu, gdy na nie spojrzymy, ten czar na powróci, tak jak i tęsknota za Marrakeszem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!