Singapur - miasto ogród (zdjęcia)

    Singapur - miasto ogród (zdjęcia)

    Marzena Kądziela

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Na łódkach znajdują się domy i restauracje.

    Na łódkach znajdują się domy i restauracje. ©M. Kądziela

    Na ulicy nie wolno jeść, pić, palić papierosów i żuć gumy. Można za to podziwiać strzeliste wieżowce, kolonialne budynki i tysiące różnokolorowych orchidei.
    Na łódkach znajdują się domy i restauracje.

    Na łódkach znajdują się domy i restauracje. ©M. Kądziela

    28 zdjęć
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Singapur- miasto ogród

    Singapur- miasto ogród

    Link do głównego zdjęcia

    Singapur- miasto ogród
    ©M. Kądziela


    Nie wolno śmiecić!

    Powietrze w Singapurze jest wilgotne. Nic dziwnego, od równika dzieli miasto - państwo zaledwie 138 km. Patrzę na rozłożyste palmy podróżnika rosnące przy lotnisku, rozglądam się za koszami na śmieci, sprawdzam, czy na chodniku nie leżą papierki. Wiem, że za śmiecenie grożą surowe kary. Potwierdza to witający nas przewodnik, który mówi, że ten boom na czystość rozpoczął się tu kilkanaście lat temu. Wtedy wprowadzono przepisy mówiące o tym, że nie wolno jeść na ulicy, pić alkoholu, palić papierosów i żuć gumy. Gumy nie wolno też wwozić do kraju.

    Mandaty za rzucenie papierka, niedopałka czy gumy do żucia na chodnik sięgają kilkuset dolarów singapurskich podobnie jak za przechodzenie ulicy na czerwonym świetle czy... niespuszczenie wody w toalecie. Ogólnie wiadomo, że za posiadanie narkotyków można dostać nawet karę śmierci.

    Kolorowo wśród wieżowców

    Singapur to miasto - ogród. Wszędzie, także w dzielnicach bankowych i biurowych, gdzie w niebo strzelają szklane i aluminiowe wieżowce, rośnie mnóstwo drzew i kwitnących krzewów. Orchidee, które u nas uchodzą na bardzo ekskluzywne kwiaty, tam, jak nasze pelargonie, zdobią budynki, chodniki i ulice. Mieszkańcy miasta poprzez roślinność chcą chyba dodać szczególnie nowoczesnym dzielnicom bardziej przyjazny dla ludzi charakter.

    Lew z głową ryby

    Państwo - miasto o wymiarach mniej więcej 23 na 24 kilometry położone jest na kilkudziesięciu wyspach, na końcu Półwyspu Malajskiego. Jego nazwa oznacza "miasto lwa", choć na wyspie nigdy nie żyły lwy. W XI wieku księciu Sang Nila Utama z księstwa Sri Vijaya wydawało się, że potwór, którego zobaczył na plaży to lew. I tak właśnie nazwał wyspę, która wcześniej znana była jako Temasek czyli morze. W latach 60. XX wielu organizacja turystyczna postanowiła przypomnieć światu o legendzie i tradycji. Obrała sobie za symbol Merliona, czyli postać, która jest rybą z głową lwa. Symbol na tyle się podobał, że ówczesny i najbardziej dotąd znany prezydent Singapuru Lee Kuan Yew nakazał na początku lat 70. zbudować prawie dziewięciometrowy pomnik Merliona, który był już nie tylko symbolem organizacji, ale i kraju.

    Zasłużony Anglik

    Pomnik najbardziej znanego tu Brytyjczyka - sir Stamforda Rafflesa stoi w przepięknej scenerii. Tuż za pomnikiem płynie rzeka Singapur, nad brzegiem której stoją kolorowe, dwu, trzypiętrowe domy, a za nimi szklane nowoczesne drapacze chmur. Do brzegu rzeki przycumowane są domy - łodzie z kolorowymi ogródkami na pokładach. Z przodu figury znajduje się kolonialny budynek Teatru Victorii, obok przepiękna palma podróżnika, z liśćmi ułożonymi na kształt eleganckiego wachlarza.

    Brytyjski urzędnik sir Stamford Raffles nie bez powodu doczekał się swej kamiennej podobizny. To on bowiem na początku XIX wieku z rybackiej wioski uczynił Singapur światową potęga. Przybył do Azji, by w zatoce Malacca odnaleźć miejsce na nowy ośrodek handlu, który miał być przeciwwagą dla handlu skupionego w rękach Holendrów.

    W 1819 roku zawarł porozumienie z sułtanem Johoru, na mocy którego Brytyjczycy otrzymali prawo do budowy portu, a w trzy lata później zakupili ją za 43 tysiące dolarów. Od tej pory aż do II wojny światowej rządzili tu Brytyjczycy. Starsi mieszkańcy do dziś wielbią królową Wiktorię i w dzień jej urodzin w oknach wystawiają królewski portret przybrany girlandami kwiatów.
    Hotel gwiazd

    Imieniem sir Rafflesa nazwany jest najbardziej znany hotel, który wybudowano w 1886 roku. Zatrzymywały się w nim nie tylko głowy państwa, ale także artyści, tacy jak pisarz Joseph Conrad czy aktor i reżyser Charli Chaplin. Kilka lat temu hotel został starannie odnowiony za 160 mln dolarów i znów przyjmuje znane osobistości, w tym gwiazdy Hollywood. Hotel Raffles znany jest także z tego, iż w jednym z jego barów można... śmiecić.

    Do drinków, w tym znanego "singapour slink" (soki różnych owoców i szampan) podaje się orzeszki, których skorupki rzuca się wprost na podłogę. Ma to niby odstresowywać bogatych mieszkańców miasta, którzy cały czas muszą pamiętać o przestrzeganiu zasad czystości.
    Hotel można zwiedzać, pod warunkiem, że jest się stosownie ubranym. Mężczyzn obowiązują długie spodnie i półbuty, nie sandały.

    Dzielnice pełne zapachów

    Znacznie przyjemniejsze od spacerów wśród bardzo charakterystycznych dla miasta wieżowców są spacery po starych dzielnicach, w których mieszkają różne narodowości kultywując swe tradycje, religie, kuchnie.
    Gdy w XIX wieku przybywali do Singapuru obcokrajowcy w poszukiwaniu pracy, budowali swe domostwa obok siebie, stąd stare dzielnice podzielone są na chińskie, malajskie, indyjskie czy chrześcijańskie.

    Największą, blisko 80-procentową grupę mieszkańców stanowią Chińczycy, później Malajowie i Tamilowie. W Chinatown można kupić dosłownie wszystko od rękodzieła po najnowszy sprzęt elektroniczny, w Little India poczujemy zapachy przeróżnych ziół i przypraw korzennych, kupimy też znakomitą srebrną i złotą biżuterię. Sklepy w Kampong Glam, dzielnicy tamilskiej, która była kiedyś wioską rybacką, a potem siedzibą władców muzułmańskich, oferują jedwabne chusty czy ręcznie malowane obrazy przedstawiające historię ludów arabsko - muzułmańskich. Wszędzie kuszą zapachami bary i restauracje oferujące przeróżne azjatyckie dania, których nie sposób wyliczyć.

    Dla lubiących informacje skondensowane dobrym miejscem jest Muzeum Cywilizacji Azjatyckiej, gdzie można prześledzić wszelkie kultury zamieszkujące kontynent.

    W rajskim ogrodzie

    Po wędrówce po nowoczesnych i kolonialnych dzielnicach ogromna przyjemnością jest wizyta w ogrodzie botanicznym. Koniecznie trzeba zobaczyć jedną jego części - ogród orchidei. Aż trudno uwierzyć, że znajduje się w nim kilkadziesiąt tysięcy odmian tych kwiatów. Od kształtów, barw, odcieni i zapachów kręci się w głowie. Wielu z odmian nadano imiona znanych postaci. Wśród grządek znalazłam na przykład białe kwiaty księżnej Diany czy różowe Micka Jacgera, solisty legendarnego zespołu "The Rolling Stones".

    Singapur odwiedza się zazwyczaj w przerwie długiej lotniczej podróży do Azji czy Australii. Cieszę się, że i ja z takiej przerwy skorzystałam. Od wizyty w "mieście lwa" uważam je za jedno z najpiękniejszych na świecie.



    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!