Na targu w Otavalo

    Marzena Kądziela

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    W targu w Otavalo biora udział prawdziwe tłumy

    W targu w Otavalo biora udział prawdziwe tłumy ©M.Kądziela

    Sobota w Otavalo jest prawdziwym świętem. Wtedy bowiem zjawiają się tu mieszkańcy z całej okolicy. Przyczyną jest targ, jeden z największych w Ekwadorze.
    W targu w Otavalo biora udział prawdziwe tłumy

    W targu w Otavalo biora udział prawdziwe tłumy ©M.Kądziela

    24 zdjęcia
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Na targu w Otavalo

    Na targu w Otavalo (Ekwador)

    Link do głównego zdjęcia

    Na targu w Otavalo
    ©M.Kądziela


    Jedziemy słynną trasą Panamericana, mijamy prawie nagie wzgórza, ledwie porośnięte skąpą roślinnością. Co jakiś czas obserwuję strzelające w niebo agawy. Zawsze z przykrością patrzę na kwiatostan sięgający kilku metrów, bo wiem, że roślina kwitnie tylko raz w życiu, po czym ginie.

    Najbardziej znanym produktem wytwarzanym z soku agawy jest mocny alkohol, tequila. Słabsze nalewki służą jako środki na przeczyszczenie i choroby żołądka. Miejscowi używają zmiażdżonych liści do okładania dotkniętych bólami reumatycznymi części ciała.

    Mijamy wioski, w których życie toczy się leniwie. Przed domami siedzą kobiety w kapeluszach na głowach wyskubujące z kolb kukurydzianych ziarna. Na niewielkim zboczu pasterz dogląda stada owiec. Dzieciaki, jak wszędzie na świecie, z uśmiechem machają do nas przyjaźnie.

    Stragany pod chmurką

    Docieramy do Otavalo oddalonego od stolicy Ekwadoru, Quito, o 95 kilometrów. Wyskakujemy z samochodu i pędzimy na targ. Jego sława sięga jeszcze czasów przedinkaskich. Tu spotykali się mieszkańcy okolicy, którzy wymieniali między sobą towary. Tkaniny zamieniano na kukurydzę, kurczaki na ziemniaki, owce czy lamy na kolorowe błyskotki.

    Obecny kształt ogromne targowisko zawdzięcza Instytutowi Antropologii Otavalo, który wspierał rząd holenderski. W 1972 roku wybrukowano liczne uliczki, przecinające się ze sobą jak szachownica, wybudowano betonowe stoiska i budynki handlowe.

    Uśmiechnięte ryjki

    Targowisko podzielone jest na kilka części. Pierwsza, zwierzęca, zaczyna żyć wczesnym świtem. Mieszkańcy okolicznych wiosek przyprowadzają, przywożą i przynoszą swój żywy inwentarz. Kury, kurczaki, świnie, owce, kozy, lamy, alpaki głośno akcentują swoją obecność w miasteczku.

    Podoba mi się sposób targowania, udawanie obrażania się, odchodzenia i powroty po wybrany towar. Można tu także kupić gotowe prosię pieczone w całości. Upieczone uśmiechnięte ryjki w kolorze jasnego brązu zdobią wiele stoisk.

    W jednym z kojców dostrzegam stadko małych, puszystych zwierzątek. To świnki morskie, przysmak Ekwadorczyków.

    Owocowy raj

    Prawdziwy raj dla oczu stanowi druga część targowiska z owocami i warzywami. Czegóż tam nie ma? Kiście dojrzałych bananów, pomarańcze, mandarynki, dorodne ananasy, papaje, awokado, guanabana, chemimoya i mnóstwo innych owoców, których nazw nie jestem w stanie zapamiętać. A wszystko tanie jak barszcz.

    Wśród warzyw królują ziemniaki i kukurydza. To podstawowe produkty żywnościowe tutejszych mieszkańców. Ziemniaki, podobnie jak w innych krajach andyjskich, występują w różnych kształtach, kolorach i wielkości. Na niektórych stoiskach sprzedawczynie oferują już ugotowane czy upieczone ziemniaki wyciągane z garnków opatulonych kocami.

    Andyjskie kolory

    Na stoiskach z odzieżą trudno oderwać wzrok od bajecznie kolorowych swetrów, pasiastych poncz, szali, chust, toreb. Kilimy, makatki, koce zdobią andyjskie wzory, obrusy misterne hafty. Po kilkuminutowej transakcji sprzedawcy godzą się na ceny, które są do przyjęcia.

    Kupuję kolorowy sweter za równowartość kilkunastu złotych, ponczo, potem jedną torbę, drugą, jakieś koraliki. Moje bagaże robią się coraz obszerniejsze, a tu, w kolejnych alejkach odkrywam niezliczoną ilość kramów z instrumentami muzycznymi, maskami, rzeźbami, bransoletkami, figurkami, obrazkami.

    Wyborcze dyskusje

    Mężczyźni swoje kruczoczarne włosy zaplatają w warkocz wystający spod niewielkiego filcowego kapelusza. Wielu z nich zamiast swetra czy marynarki nosi poncza. Niektórzy są nieco podchmieleni piwem i wódką. Jak mówi miejscowy przewodnik, Carlos, sobotni "stan błogości" to tradycja.

    - Po ciężkim tygodniu przybywają z okolicznych wiosek do Otavalo nie tylko po to, by sprzedać coś czy kupić, ale głównie po to, by spotkać się z bliższą i dalszą rodziną, ze znajomymi, z którymi plotkują, politykują i piją - informuje Carlos.

    Carlos dodaje z uśmiechem, że dla wielu mężczyzn te sobotnie spotkania kończą się dość nieprzyjemnie. - Zasypiają, gdzie popadnie, a żony z dzieciakami muszą czekać, aż upojone alkoholem głowy rodziny obudzą się - śmieje się przewodnik. - Nieraz na to obudzenie muszą czekać do niedzielnego poranka.

    Kapelusze, szale i złote zęby

    Kobiety z Otavalo i okolic mają nakrycia głowy dwojakiego rodzaju. Jedne to kapelusze, podobne do tych męskich. Drugie to szale poskładane i jakby tylko nałożone na głowy. Wiele pań nosi białe haftowane kolorowymi nićmi bluzki i szerokie, pomarszczone spódnice. Wszystkie błyskają "złotymi" naszyjnikami i...zębami. Złote zęby są tu chyba w modzie, bo większość niewiast pokazuje je w szerokim uśmiechu.

    Indianie zamieszkujący okolice miasteczka wciąż posługują się językiem keczua. Większość z nich oczywiście mówi także po hiszpańsku.

    Figury na rondzie

    To jednak nie koniec wizyty w tej części kraju. Musimy jeszcze odwiedzić kilka wiosek i miasteczek znanych z wyrobów rzemieślniczych. Na rondzie każdej miejscowości stoją duże figury przedstawiające rzemieślników wytwarzających swe produkty. W Cotacachi, słynącego z wyrobów ze skór, oglądam kilka postaci szyjących odzież z wielkich płacht skór. Gotowe wyroby, kurtki, płaszcze, rękawiczki, spódnice, kamizelki, w bardzo przystępnych cenach znajduję w dziesiątkach sklepów usytuowanych przy głównej ulicy miasteczka.

    Ekwadorski przysmak

    Wybór dania w miejscowej restauracji jest trudny, bo w karcie dań są owoce morza, ryby, wieprzowina, wołowina, drób, potrawy jarskie. W pewnej chwili dostrzegam uśmiech na twarzy koleżanki. Jest cuy, potrawa, którą musisz spróbować - mówi. Nie widząc, co to jest, zamawiam.

    Jakież było moje zdziwienie, gdy na talerzu przyniesionym przez kelnera znajdowała się upieczona świnka morska i to w całości, z ząbkami, oczkami, łapkami. Nie wypada mi tchórzyć przed spróbowaniem ekwadorskiego przysmaku, który okazał się całkiem niezły. Mięso smakowało trochę jak królik, trochę jak kurczak.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!