Do szczęścia brakuje mi... dobrego snu

    Do szczęścia brakuje mi... dobrego snu

    Artur SZCZUKIEWICZ

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Elżbieta Zającówna jest jedną z najbardziej lubianych polskich aktorek. Debiutowała w 1981 roku główną rolą kobiecą w "Vabanku" Juliusza Machulskiego, zagrała też w "Nadzorze", "Seksmisji" i "C.K. Dezerterach". Telewidzowie znają ją przede wszystkim z serialu "Matki, żony i kochanki" oraz z widowiskowych "Gal..." przygotowywanych przez Zbigniewa Górnego. Jedną z "Gal" Górnego z Elżbietą Zającówną w najbliższą niedzielę obejrzą na żywo kielczanie.

    * Zastanawiam się skąd bierze się pani popularność - nie gra pani w telenowelach, nie jest pani pełno w telewizji...

    - To już mam za sobą. Kiedy emitowano serial "Matki, żony i kochanki", wszystkie pisma coś na mój temat pisały. W tym samym czasie w telewizji pojawiały się kolejne "Gale" Zbigniewa Górnego, w których brałam udział. Znajomi dzwonili do mnie i mówili, że boją się otworzyć lodówkę w obawie, że wyskoczy z niej Zając. Teraz rzeczywiście jest mnie mniej, ale nie narzekam.

    * Ostatnio "funkcjonuje" pani głównie na estradzie.

    - Dobrze czuję się na estradzie. Przyzwyczaiłam się do radosnego kontaktu z widzami, a estrada taki właśnie kontakt mi zapewnia. Odpoczywam na scenie. Występowanie daje mi radość. Nie chciałabym grać ról, które zmuszają do odgrzebywania w sobie emocji dramatycznych i tragicznych. Dziękuję Bogu, że udaje mi się uprawiać aktorstwo bez konieczności głębokiego drążenia w sobie.

    * Jak sobie pani wyobraża siebie za 30, 40 lat?

    - Nie wyobrażam sobie siebie za tydzień, a pan mnie pyta o 30 lat! Moje plany nie wybiegają dalej niż do wakacji. Nie umiem planować, nie chcę, nie jest mi to potrzebne. Mój mąż, z którym radośnie idziemy przez życie już 20 lat, planuje wszystko. Ja - nic.

    * Mam przez to rozumieć, że żyje pani w chaosie?

    - Nie. Każdy mój dzień jest świetnie ułożony i zorganizowany - trzeba wstać, odstawić dziecko do szkoły, iść na próbę. To wiem. Ale skąd mam wiedzieć, co będzie za rok?

    * Niektóre sprawy trzeba zaplanować.

    - Jakie? Mam mieszkanie, mam samochód...

    * Czas mija, córka rośnie, ani się pani obejrzy, jak trzeba ją będzie wydać za mąż, potem bawić wnuki. Nie myśli pani nigdy o tym?

    - Nie. Jeśli w ogóle zastanawiam się nad przyszłością, to tylko nad tym, żeby zabezpieczyć się finansowo na starość. Jeżeli teraz jest moment, że mam możliwość zarobić trochę pieniędzy, to muszę się zabezpieczyć, żeby na przykład mieć za co godnie przeżyć, gdy nadejdą gorsze czasy. I żeby, jeśli dopadnie mnie lub moich najbliższych choroba, móc godnie chorować. Kiedyś dużo chorowałam i wiem, że trzeba się na taką ewentualność przygotować. I to jest wszystko, o czym myślę w związku z przyszłością

    * Czy patrząc na córkę widzi pani siebie sprzed lat?

    - Widzę przede wszystkim, że Gabrysia jest podobna do męża. Byłyśmy z sobą bardzo blisko przez pierwszych pięć lat jej życia i wydawało mi się wtedy, że zapiszę ją sobie jak czystą kartkę, od początku do końca poukładam po swojemu. Nic z tego! Gabrysia ma charakterek i własny, niezależny ode mnie pomysł na życie. Jest podobna do ojca.

    * Bo córeczki są dla tatusiów...

    - Tak. Może to i lepiej, bo przynajmniej będzie wiedziała, jak żyć.

    * Już wie, że zostanie aktorką?

    - Gabrysia na razie w ogóle nie bierze tego zawodu pod uwagę. Chce być choreografem, architektem albo nauczycielką wychowania fizycznego. Nieważne, co będzie robiła. Ważne, żeby żyła normalnie.

    * Aktorka nie może normalnie żyć?

    - Od wielu lat przy organizacji "Gal" Zbyszka Górnego pracuje z nami młoda osoba - Kamila. Kiedyś powiedziała: "Wy to nie jesteście normalni". Zapytałam ją, dlaczego tak sądzi, a ona na to: "Normalni ludzie jeżdżą skądś dokądś, a wy jeździcie na którąś". I to jest prawda. Dla nas nie ma znaczenia, gdzie gramy. Ważne, żebyśmy się nie spóźnili.

    * Mogłaby pani żyć bez pracy?

    - Były takie lata, że nie pracowałam. Siedziałam w domu. Po urodzeniu dziecka miałam pięcioletnią przerwę i - szczerze mówiąc - nie cierpiałam z tego powodu.

    * A gdyby dziś zadzwoniono z informacją: "Pani Zającównej już dziękujemy"...

    - ... zapytałabym dlaczego.

    * Na szczęście ludzie ciągle chcą panią oglądać.

    - To miła wiadomość (śmiech).

    * Zna pani przepis na wzbudzanie sympatii?

    - Nie mam patentu na wzbudzanie sympatii, bo czasem wcale jej nie wzbudzam i mam na to dowody.

    * Jednak kiedy wychodzi pani na scenę, ludzie klaszczą, a nie gwiżdżą!

    - Fakt - klaszczą. Mam w sobie wiele optymizmu i myślę, że jak ludzie na mnie patrzą, to widzą osobę zupełnie pozbawioną stresu, kłopotów, trosk. I tak się już utarło, że Zającówna jest zawsze radosna i uśmiechnięta.

    * Wierzy pani w przeznaczenie?

    - Wierzę.

    * Co to według pani jest przeznaczenie?

    - Zapis pewnych sytuacji życiowych nieodwracalnych przez człowieka. Powiedziałam mądrze czy głupio?

    * Ja zrozumiałem. Myśli pani, że gdzieś w górze jakiś Ktoś planuje nasze życie?

    - Tak. Wierzę w Boga i myślę, że on dokładnie sobie wszystko zaplanował - co, kto, gdzie, kiedy. Ode mnie zależy, czy założę krótką spódnicę, czy długą, czy pojadę do Łomży, czy do Starachowic. Reszta jest, moim zdaniem, zaplanowana. Nie mam na przykład najmniejszego wpływu na to, czy zachoruję - odpukać - na raka czy na grypę.

    * Ludzie nie mogą zmienić biegu pisanych im zdarzeń?

    - Nie, ale powinniśmy tak żyć, jakby tego przeznaczenia w ogóle nie było, z przekonaniem, że wszystko zależy od nas samych. Ja tak żyję.

    * Były przypadki, że coś ważnego zależało od pani i nie wyszło, bo pani zawaliła i teraz pani tego żałuje?

    - Niczego w życiu nie żałuję. Mówię o życiu zawodowym. A prywatnie? Jeżeli już, to tylko tego, że mam jedno dziecko, a nie więcej. Jestem typem matki-Polki i powinnam mieć tuzin dzieci, żeby czuć się normalnie. Generalnie jednak żyję w poczuciu, że jestem bardzo szczęśliwą osobą.

    * Nie chciałaby pani być szczęśliwa... bardziej?

    - Nie wyobrażam sobie tego. Zresztą - czy szczęście może być mniejsze lub większe? Szczęście to szczęście i koniec!

    * Co się składa na pani szczęście?

    - Po pierwsze to, że ja, mój mąż i moja córka jesteśmy zdrowi. Poza tym pracuję, ciągle dostaję nowe propozycje, zawodowo bardzo przyzwoicie funkcjonuję. Do tego zarabiam takie pieniądze, że mogę czuć się kobietą luksusową - jeżdżę dobrym samochodem i mogę z tego samochodu rozmawiać przez telefon komórkowy ile chcę. To jest moje poczucie luksusu.

    * Podobno szczęścia i pieniędzy nigdy nie jest za dużo. Zawsze chciałoby się więcej. Naprawdę niczego pani nie brakuje do pełni szczęścia?

    - Tylko jednego - żeby dobrze spać. Źle sypiam, bo żyję w pędzie, bo wszystkim się przejmuję, bo jestem typem nerwicowca.

    * A marzenia? Udało się pani zrealizować wszystkie swoje marzenia?

    - Z nawiązką. Śmieję się, że mam w marzeniach nadwyżkę. Nie marzyłam nigdy o tym, co mam. Nie myślałam nawet, że będę wychodzić na scenę i ludzie będą klaskać, gdy usłyszą moje nazwisko.

    * Nie wierzę! Skoro zdecydowała się pani zostać aktorką, to chyba nie po to, żeby być aktorką anonimową?

    - Oczywiście, że nie. Ale czy to, co mnie spotkało, udaje się każdemu? Wie pan, ja właściwie nie miałam czasu na marzenia o aktorstwie, bo zamierzałam zostać sportowcem. Aktorstwo pojawiło się nagle. Na myślenie, jak to będzie być aktorką nie było czasu. To, że uprawiałam sport dało mi odporność na wszystko - na sukces, na porażkę, na aktorstwo.

    * Co w aktorstwie wydaje się pani najtrudniejsze?

    - Czekanie na propozycje. Należę do pokolenia, które nie potrafi walczyć o role, chodzić na castingi, chwalić się swoją teczką z osiągnięciami. Czekam. Momenty, gdy nie dzwoni telefon są najgorsze do przetrwania. Jak już ktoś trafił do tego zawodu, to właśnie po to, żeby grać, żeby podobać się ludziom, którzy go oglądają. Gdy tego brakuje jest upiornie. Trudne jest też utrzymanie się na fali. I powroty. Łatwo się wybić, bardzo łatwo spaść, ale trudno wrócić.

    * Dziękuję za rozmowę.



    W niedzielę wielki koncert

    Elżbieta Zającówna i inni, cała grupa znanych polskich artystów, wystąpi w koncercie Gala Piosenki Wczasowej, który odbędzie się w niedzielę, 20 czerwca w amfiteatrze Kadzielnia w Kielcach, początek o godzinie 19.30. Koncert organizuje kielecka Agencja Artystyczna "George Miusic Cooperation", a oprócz Elżbiety Zającówny wystąpią między innymi Małgorzata Kożuchowska, Katarzyna Jamróz, Joanna Kurowska, Zdzisława Sośnicka, Krzysztof Tyniec. Zagra słynna orkiestra Zbigniewa Górnego. Informacje i bilety pod numerem telefonu 0601-891- 985. Bilety można też będzie nabywać w kasach amfiteatru przed koncertem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo