Rozmowa z aktorką ALDONĄ ORMAN

    Rozmowa z aktorką ALDONĄ ORMAN

    Magdalena ADAMSKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aldona Orman, lat 36, aktorka pochodząca z Końskich, znana widzom jako Barbara Milecka z telenoweli "Klan" i programu rozrywkowego "Śpiewanie na wezwanie", uchodzi za jedną z najseksowniejszych i najelegantszych polskich aktorek. Ostatnio stała się negatywną bohaterką artykułów w tak zwanej prasie kolorowej. Przypisano jej wiele romansów, między innymi z mieszkającym w Kielcach Juliuszem Braunem, członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, prywatnie człowiekiem żonatym i ojcem pięciorga dzieci. Posądzono ją także o poddawanie się operacjom kosmetycznym. Co ona na to?

    * Przypisuje się pani liczne romanse, operacje plastyczne, przedstawiając panią jako femme fatale w życiu i na ekranie. Co pani na te rewelacje w odcinkach?

    - To stek wymyślonych bzdur! Z wizerunkiem Barbary Mileckiej, którą gram w "Klanie", prywatnie nie mam absolutnie nic wspólnego. Nie jestem femme fatale, nie romansuję z żonatymi mężczyznami, nie rozbijam małżeństw, bo wiem, że na cudzym nieszczęściu na pewno nie zbuduję swojej przyszłości. Wyssane z palce informacje mnie samą wbiły w fotel.



    * Na jakim etapie życia obecnie się pani znajduje?

    - Jest to moment, kiedy czuję, że znalazłam swoje miejsce w życiu. Nareszcie mam własne mieszkanie i życzliwe mi osoby, na które mogę liczyć w trudnych sytuacjach. I co najważniejsze, mam pracę i coraz więcej gram.



    * Czy ma pani prawdziwych przyjaciół?

    - Mam jedną przyjaciółkę. Taką, której jestem pewna na śmierć i życie. Niestety, Jola na co dzień mieszka w Hamburgu.



    * A z aktorami przyjaźni się pani?

    - Mam co najmniej kilka życzliwych mi osób z branży, ale na pewno nie jest łatwo zaprzyjaźnić się aktorowi z aktorem.



    * Czy uważa pani, że szczęściu trzeba pomagać?

    - Myślę, że na pewno tak. Przede wszystkim trzeba być bardzo świadomym i bacznie się wokół siebie rozglądać, żeby popełniać jak najmniej błędów i umieć zauważyć sytuacje, które mogą zdarzyć się w życiu tylko raz.



    * Czy uroda pomaga, czy przeszkadza w życiu i karierze?

    - Wydaje mi się, że nie powinna przeszkadzać, a raczej pomagać, ale trudno generalizować. W Polsce, sądząc po nagonce na moją osobę, czasami płata figle. Stwarza takie sytuacje, których by się człowiek nie spodziewał. Ale nie wiem, czy ma to jakikolwiek związek z urodą, czy bardziej z chorymi fantazjami nieżyczliwej mi dziennikarki, która nie ma odwagi podpisać się własnym nazwiskiem.



    * Z której części ciała jest pani najbardziej dumna?

    - Pan Bóg wiedział, co robi, stwarzając mnie taką a nie inną. Generalnie nie patrzę na siebie w kategoriach dumy. Lubię w sobie moje kobiece kształty, proporcjonalną budowę i białe zęby.



    * A co sądzi pani o operacjach plastycznych?

    - Uważam, że wszystko jest dla ludzi. Jeśli korekta wyglądu ma komuś poprawić samopoczucie, to czemu nie? Jeśli o mnie chodzi, to jeszcze jestem na takim etapie, kiedy zmarszczki mi nie przeszkadzają. Ale być może za jakiś czas zrobię sobie jakiś lifting. Na razie intensywnie dbam o siebie. Wysypiam się, zdrowo odżywiam, uprawiam sport i staram się dużo śmiać i cieszyć z życia. Po prostu dbam o swoje wnętrze i o energię, która jest we mnie. Im bardziej pozytywna energia w człowieku, tym pozytywniej emanujemy na zewnątrz, piękniej wyglądamy.



    * Ile miejsca w łazience zajmują pani kosmetyki?

    - Nigdy tego mierzyłam. Mam kosmetyki, które są mi potrzebne. Krem do twarzy na dzień i na noc, pod oczy, mleczko i tonik do zmywania makijażu, tusz, cienie, róż, puder i kilka pędzelków. Moją słabością są perfumy.



    * Przypisywano pani związki z różnymi mężczyznami...

    - Z moimi związkami jest tak, jak z wizytą kanclerza Niemiec Schrodera w Ameryce. Tutaj opowiem anegdotę. Na lotnisku wita go tłum dziennikarzy. Jeden z nich pyta: "Czy podczas wizyty w Nowym Jorku zamierza pan odwiedzić jakieś nocne kluby?". Schroder odpowiedział pytaniem na pytanie: "A czy są tu jakieś nocne kluby?". Następnego dnia na pierwszych stronach gazet widniało: "Pierwsze słowa, jakie wypowiedział Schroder na ziemi amerykańskiej: »Czy są w Nowym Jorku jakieś nocne kluby?«".



    * A jaki jest pani ideał mężczyzny?

    - Nie mam ideału. Zawsze lubiłam ciemnowłosych mężczyzn, a zakochałam się i wyszłam za mąż za wysokiego blondyna. Ale nie wygląd zewnętrzny jest dla mnie najważniejszy. Zwracam uwagę na mężczyzn, z których na pierwszy rzut oka bije wewnętrzna siła, a przy bliższym poznaniu można poczuć ich wrażliwość. Liczy się oczywiście intelekt, błyskotliwość, poczucie humoru oraz umiejętność wychodzenia z trudnych sytuacji "z twarzą". Myślę, że dla każdej kobiety ważne jest, aby mężczyzna umiał zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa.



    * Myśli pani o macierzyństwie?

    - Oczywiście, bardzo kocham dzieci i wiem, że będę miała swoją dziewczynkę.



    * Czy można połączyć karierę z macierzyństwem?

    - Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe. Powodzenie w tej kwestii zależy od tego, jakimi ludźmi się otaczamy i jak potrafimy zorganizować sobie życie.



    * Dziękuję za rozmowę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo