Krzysztof Krawczyk, najpopularniejszy piosenkarz w Polsce od...

    Krzysztof Krawczyk, najpopularniejszy piosenkarz w Polsce od A do Z. Opowiada o swoich kobietach, dzieciach, wódce, narkotykach,

    Artur SZCZUKIEWICZ

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Krzysztof Krawczyk - lat 58, wokalista, gitarzysta, kompozytor. Śpiewu uczył się w Średniej Szkole Muzycznej w Łodzi. Debiutował w 1963 roku w zespole "Trubadurzy", pierwszą solową płytę nagrał dokładnie 10 lat później. Od tamtej pory wydał 47 albumów. Śpiewał w ekskluzywnych klubach w Las Vegas i Chicago, zdobywał nagrody na festiwalach krajowych. Mieszka koło Łodzi z żoną Ewą. Od 1999 roku zwycięża w plebiscytach na najbardziej lubianego w Polsce piosenkarza. Współpracuje z młodymi muzykami: Andrzejem Smolikiem, Muńkiem Staszczykiem, Roberem Gawlińskim. W maju ukazała się jego kolejna płyta "To, co w życiu ważne".

    O jedzeniu i piciu

    - Lubię dobrze zjeść i to widać. Lubię też wypić, a to z kolei jeszcze bardziej potęguje mój apetyt. Odnajduję przyjemność za stołem - jestem smakoszem.



    O tym co ważne

    - Myślę, że nasz świat będzie jakoś funkcjonował tylko wtedy, gdy nie zapomnimy o tym, co naprawdę ważne w życiu - o miłości, dzieciach, rodzinie.



    O narkotykach

    - Nie byłem nigdy uzależniony od narkotyków, ale w Ameryce próbowałem. Narkotyki były więc w moim życiu obecne. Ale to już odległa przeszłość.



    O uzależnieniach

    - Jestem uzależniony od swojej żony Ewy. Nie mógłbym też żyć bez Boga, rodziny i muzykowania. A śpiewanie? To nie uzależnienie! To zawód, styl życia i pasja.



    Za kilkanaście dni, podczas Festiwalu w Sopocie, czterdziestolecie pracy artystycznej obchodzić będzie Krzysztof Krawczyk, który - według badań Ośrodka Badać Opinii Publicznej - jest najpopularniejszym polskim piosenkarzem. Piosenki z jego ostatniej płyty - "To, co w życiu ważne" - szturmują właśnie wszystkie listy przebojów, a utwór "Trudno tak" w wykonaniu duetu Krzysztof Krawczyk - Edyta Bartosiewicz ma szansę stać się największym hitem lata i... roku. Tuż po jubileuszu w Sopocie Krzysztof Krawczyk zaśpiewa w Kielcach na wielkim charytatywnym koncercie na rzecz najbiedniejszych dzieci.



    O Krzysztofie Krawczyku powiedziano i napisano już prawie wszystko. Są jednak w jego biografii szczegóły, które tylko nam udało się odkryć...



    A jak adopcja

    - Sylwia, Kasia i Beatka są córkami mojej szwagierki. Chciałem zastąpić im ojca. Można to nazwać adopcją, ale ja wcale ich nie adoptowałem. To było tak zwane przyrzeczenie ojcostwa. Dziewczynki noszą moje nazwisko i będą po mnie dziedziczyć, mam obowiązek się nimi zajmować. Kiedyś, wcześniej, podjąłem próbę adopcji sieroty, ale nie byłem w stanie stworzyć temu dziecku odpowiednich warunków.



    B jak brzuch

    - Długo nie mogłem zaakceptować swojego... brzucha, ale w końcu zrozumiałem, że w moim wieku wszystko działa na brzuch inaczej, niż kilkanaście lat temu. Kiedyś nie była dla mnie problemem zimna wódka czy za słony śledzik, ale teraz mam inny metabolizm i ta wódka ze śledzikiem "odkłada się" w pewnych miejscach. Trzeba by całymi dniami biegać po korcie tenisowym, żeby spalić kalorie, a ja nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Co mi pozostało? Polubić swój brzuch!



    C jak cierpliwość

    - "Cierpliwość jest pierwszą cechą mądrości" - tak mi kiedyś powiedział jeden z moich przyjaciół Indian, którego poznałem w Ameryce. Byłem zafascynowany spokojem Indian i bardzo chciałem się od nich tego spokoju nauczyć. Teraz, w jakiejkolwiek sytuacji się znajdę, mówię: "Krawczyk, tylko spokojnie". Kiedy potknę się o coś, kiedy nie wiem gdzie położyłem okulary, kiedy jestem zdenerwowany. Chyba już umiem być cierpliwy.



    D jak disco-polo

    - Po powrocie z Ameryki w 1994 roku zrobiłem swój benefis na festiwalu w Sopocie. Ale wtedy powstała idiotyczna komisja, która kwalifikowała piosenki do emisji w publicznym radiu i telewizji. Komisja działała kilka lat - składała się zresztą z moich kolegów i koleżanek, których nazwisk nie chcę wymieniać. Pisaliśmy piosenki pod tę komisję, żeby móc je w ogóle nagrywać i puszczać w radiu. Ta komisja usłyszała Krawczyka w tradycyjnym stylu i stwierdziła, że to już było. Zrobiłem więc coś nowocześniejszego, ale usłyszałem: "Nie, to nie jest Krawczyk". Odrzucili osiem moich piosenek po kolei! Zmarnowałem prawie dziewięć miesięcy, żeby się przebić i coś w radiu nagrać. Nie udało się. I nagle zjawił się człowiek, który zajmował się handlem obwoźnym i sprzedawaniem muzyki chodnikowej. "Zrobię tak, że cała Polska będzie pana oglądać" - powiedział. Program "Disco Relax" w Polsacie oglądało kilka milionów widzów! Zorientowałem się, że to jest towarzystwo amatorów, ale było mi lżej, bo mogłem się szybciej przebić na listę przebojów "Disco Relaksu", czyli na jakąkolwiek listę przebojów. Potrzebowałem pieniędzy na utrzymanie domu i bliskich. Cóż, sprzedałem się do "Disco Relaksu" z wyrachowaniem i wcale tego nie żałuję.



    E jak Ewa

    - Ewa jest kobietą mojego życia. Była moją żoną, rozwiedliśmy się, teraz znów jesteśmy... narzeczonymi. Poznałem ją w Ameryce, dokąd przyjechała na wakacje do swojej matki. Spotkaliśmy się w klubie nocnym, którego byłem szefem artystycznym. Dorabiała w barze. Byłem wtedy człowiekiem samotnym i koniecznie chciałem Ewę gdzieś zabrać. Dostałem kosza! W końcu koleżanki namówiły ją, żeby się ze mną umówiła na randkę. I po tej pierwszej randce było już wiadomo, że będziemy razem. Trafiłem w dziesiątkę!



    F jak fryzura

    - Jeszcze zanim zjawił się w moim życiu Bregović, wiedziałem, że muszę trochę uszlachetnić swój wizerunek. Zacząłem od włosów. Siwieję, a nie mogę przecież wyjść na scenę jak Dziadek Mróz. Mój przyjaciel, świetny łódzki fryzjer, robi mi baleyage. Przyciemnia mi siwe włosy, ale na słońcu ta moja przyciemniona siwizna robi się jakaś taka ryża. Nie podoba mi się to, więc chyba przestanę się farbować.



    G jak Goran Bregović

    - Kiedy polski menadżer Gorana Bregovicia zadzwonił do mnie z pytaniem, czy miałbym ochotę nagrać płytę z Brego, myślałem, że ktoś robi sobie ze mnie jaja. Wysłuchałem go jednak do końca i niemal w ostatniej chwili zrozumiałem, że to nie jest żart. Kilka dni później spotkałem się z Goranem, rozmawialiśmy o tym, co moglibyśmy ewentualnie razem zrobić, wypiliśmy po wódeczce i tak to się zaczęło. Bregović wybrał starego Krawczyka i wyciągnął z niego wszystko, co było możliwe do wyciągnięcia. Zapytałem potem Gorana, dlaczego wybrał właśnie mnie, a on na to: "Ja jestem królem kiczu i ty, Krzysiu, jesteś królem kiczu." Strasznie mnie to rozbawiło. Potem usłyszałem największy komplement w życiu. Brego powiedział, że w każdym kraju jest najwyżej dwóch-trzech wielkich wokalistów i że ja jestem jednym z nich.



    J jak jedzenie

    - Lubię dobrze zjeść i to widać. Lubię też wypić, a to z kolei jeszcze bardziej potęguje mój apetyt. Odnajduję przyjemność za stołem - jestem smakoszem. Jeśli chodzi o gotowanie, to w domu jestem szefem kuchni, który nie kroi osobiście cebulki czy obiera ziemniaki, tylko kieruje innymi, musi wszystkiego spróbować i realizuje swoje pomysły. Mam swoje sposoby na różne potrawy. Tak było z pierogami ruskimi, których przepis zdobyłem kiedyś od kucharza na statku. Nie chciał mi go zdradzić, ale postawiłem mu flaszkę, zgodził się, pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiem. Przyznam się, że w kuchni relaksuję się i zapominam o wszystkim. Niestety, okres bycia smakoszem mam już za sobą. Teraz się odchudzam.



    Ł jak łzy

    - Nie uważam, że mężczyzna powinien wstydzić się swoich łez. Ja jestem typową "płaczką": bardzo się roztkliwiam, łatwo się wzruszam, potrafię się popłakać w czasie filmu. I nie wstydzę się tego.



    M jak młodość

    - Mój ojciec zmarł, kiedy byłem w liceum wieczorowym. Musiałem zarabiać, by pomóc mamie utrzymać dom. Brat miał 12 lat, mama była załamana. Znaleźliśmy się w finansowym dołku. Zacząłem pracować jako goniec w Technikum Włókienniczym w Łodzi. Miałem 16 lat, robiłem herbatę, przyklejałem znaczki. Szefowa goniła mnie jak psa, ale praca w tym budynku miała zaletę - w długich korytarzach był fantastyczny pogłos, więc mogłem sobie pośpiewać. Zarabiałem 600 złotych, a przeciętna pensja to było 2 tysiące. W końcu mama dostała pracę w teatrze lalkowym jako kasjerka. Ale nadal nie wiodło nam się dobrze. Pamiętam, jak przed restauracją "Słoń" w Łodzi zatrzymał mnie zapach kotleta schabowego. Stałem i płakałem. Byłem wtedy zakochany w Grażynce, koleżance z ławy szkolnej, która potem została moją żoną. Pisałem dla niej rymowanki. A maturę zrobiłem z kolesiami, którzy mieli po 50 lat.



    N jak narkotyki

    - Nie byłem nigdy uzależniony od narkotyków, bardziej od leków - do dzisiaj muszę z tym walczyć. W Ameryce są dostępne takie ilości lekarstw na wszystko, że jak się jeszcze ma znajomego lekarza, nietrudno się uzależnić. Narkotyków też próbowałem. W Stanach, po rozstaniu z drugą żoną, przeprowadziłem się do mieszkania, gdzie wszyscy coś brali. To byli młodsi ode mnie, dwudziestokilkuletni Amerykanie, którzy ciężko pracowali. Hodowali w doniczkach marihuanę. Narkotyki były więc w moim życiu obecne. Ale to już odległa przeszłość.



    O jak ojciec

    - Najcięższym doświadczeniem życiowym, jakie do dziś noszę w sercu, była śmierć mojego ojca, którego kochałem niezwykle mocno i gorąco. To był mój przyjaciel, który wprowadzał mnie w życie. Czytał nam, mnie i bratu, całą "Trylogię" Sienkiewicza. Uczył, że nie warto kłamać, nie warto oszukiwać. Zawsze chciałem być taki jak on.



    P jak praca fizyczna

    - W Ameryce, śpiewając, zarabiałem niezłe pieniądze. Śpiewałem w klubach tak długo, dopóki się nie znudziłem. Wsiąkłem w Amerykę, ale rynek okazał się bardzo mały. W końcu zacząłem być "zgranym" artystą, ludzie już mnie widzieli i nie chcieli przychodzić na kolejne koncerty. Musiałem dorabiać, bo stawki za występy ciągle szły w dół. Dostałem robotę w pogotowiu budowlanym. Jeździłem z polskiej dzielnicy w Chicago do tak zwanej czarnej, na południu miasta. Ciężko pracowałem, ale w końcu zostałem majstrem. Nauczyłem się nawet kłaść papę na dachach. Harowałem, żeby przetrwać. To był straszny ból dla faceta, który nigdy wcześniej nie robił nic fizycznie. Ale i dobra szkoła życia.



    R jak romanse

    - Romans był powodem mojego pierwszego rozwodu. Pojechaliśmy z "Trubadurami" do Związku Radzieckiego, z nami były dziewczyny z zespołu "Amazonki". No i miałem romans ze swoją późniejszą drugą żoną Haliną Żytkowiak. Grażyna, moja pierwsza żona, przyjechała do Związku Radzieckiego i po prostu nakryła mnie na zdradzie. Miłość do Grażyny, tę moją miłość z ławy szkolnej, wspominam jako coś, co zmarnowałem. Nie miałem wtedy pojęcia, co znaczy monogamia. Śpiewałem w "Trubadurach", a dziewczyny same się za nami uganiały. Wystarczyło wyjść, zaśpiewać "Byłaś tu" i patrzeć jak rybacy - czy bierze, czy nie bierze. Monogamii nauczyłem się dopiero przy Ewie. Odkąd ją poznałem, zapomniałem, co znaczą słowa "romans" i "zdrada".



    S jak syn

    - Krzyś był pod moją opieką od szóstego roku życia. Zawsze miał co jeść i gdzie mieszkać. Teraz ma dobrą pracę, nieźle sobie radzi na estradzie, świetnie rapuje. Jego matka, która została w Stanach, nigdy się nim nie interesowała. Mimo to on nie zaakceptował naszego rozwodu. Później nie mógł się pogodzić z faktem, że połowa mnie należy do innej kobiety. Nie podobało mu się też to, że adoptowałem córki siostry mojej żony Ewy, czuł się zazdrosny o te dziewczynki. Odsunął się od rodziny. Biję się w piersi - zaniedbywałem syna, kiedy był dzieckiem. Ale dziś jest dorosły i bardzo chciałbym się z nim po prostu zaprzyjaźnić. Kocham Krzysztofa, bo to przecież moje jedyne dziecko. Widuję się z nim zawsze wtedy, kiedy on mi na to pozwala.



    T jak trunki

    - Trunki są niezbędne przy stole! Nie wyobrażam sobie dobrego śledzia bez dobrze zmrożonej wódki. Są też dania, których nie można zjeść bez dobrego wina. Ale picie dla samego picia mnie nie interesuje. Wiem, gdzie leży granica między używaniem alkoholu a uzależnieniem od niego i nigdy tej granicy nie przekroczę.



    U jak uzależnienia

    - Jestem uzależniony od swojej żony Ewy. Nie mógłbym też żyć bez Boga, rodziny i muzykowania. A śpiewanie? To nie uzależnienie! To zawód, styl życia i pasja. Nic więcej.



    W jak wartości

    - Są pewne wartości, które się nie dewaluują - jedną z nich jest tolerancja, to, że potrafimy drugiego człowieka znieść nawet, gdy mamy go naprawdę dosyć. Myślę, że nasz świat będzie jakoś funkcjonował tylko wtedy, gdy nie zapomnimy o tym, co naprawdę ważne w życiu - o miłości, dzieciach, rodzinie. To wartości, które obowiązują w każdej religii.



    Z jak zasady

    - Najważniejsze zasady, jakimi kieruję się w życiu? Nie ma jednej uniwersalnej zasady, którą można zastosować do wszystkiego. Są różne sytuacje i różne zasady. Na pewno ważne jest, by mieć szacunek dla samego siebie, bo to jest warunek, żeby szanować innych. Trzeba siebie zaakceptować - to zasada numer jeden. Druga: trzeba zawsze pamiętać, że zło, jakie wyrządzamy, na pewno kiedyś do nas wróci. Tak samo jest z dobrem. Opłaca się być dobrym. Trzecia zasada: należy umieć wykrzesać z siebie sympatię do drugiego człowieka. Miłością i dobrocią można dokonywać cudów. Krzyki, afery, uderzenia nic nie dają.



    W piątek, 3 września, zaśpiewa podczas II Wielkiego Koncertu Charytatywnego w Kielcach

    Krzysztof Krawczyk będzie gwiazdą Wielkiego Koncertu Charytatywnego organizowanego w piątek, 3 września, w Kielcach przez "Echo Dnia" i Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach. Dochód z koncertu zostanie przekazany tak, jak w ubiegłym roku na podręczniki i wyprawki szkolne dla najbiedniejszych dzieci. Uwaga! Już można zamawiać bilety - szczegóły pod numerem telefonu 041 368-00-43.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo